Naczelny myśli, że...
O skrytości szczęścia…*

Początek nowego roku to czas kiedy słowo „szczęście” bywa odmieniane przez wszystkie przypadki i staje się treścią wielu życzeń i refleksji. Zazwyczaj pojawia się w 'towarzystwie’ życzeń dobrego zdrowia. By życzenia miały głębszy sens, zarówno dla ich autorów jak i odbiorców, warto zmierzyć się z pytaniem „czym jest szczęście?”. Przynależy bowiem do grupy słów, pojęć, których nie da się w sposób jednoznaczny opisać i zdefiniować. Podobnie jak pojęcie czasu, dobra, piękna o których mówimy w sposób analogiczny. I tu – jak w przypadku pytania o czas – trafne są słowa św. Augustyna: „Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem„.Na temat szczęścia sformułowano wiele, często nawet wykluczających się twierdzeń i poglądów. Wydaje się, że zastosowanie do tego pojęcia ma łacińska sentencja „comparatio non est ratio” („porównywanie nie jest argumentem, racją”). Każdy inaczej doświadcza, odczuwa „swoje” szczęście. I każdy inaczej postrzega i odnajduje sposób jego osiągnięcia. Stąd i w literaturze filozoficznej nie znajdziemy obfitej literatury w tej materii. Na uwagę zasługuje traktat Władysława Tatarkiewicza „O szczęściu”*. Autor zauważa między innymi: „Ci, co znajdują szczęście we władzy lub w gromadzeniu bogactw, mają inną teorię szczęścia, inny pogląd na sposób osiągnięcia go niż ci, co znajdują je w klasztorze, ale nie znaczy to, by mieli różne pojęcia szczęścia; tak samo rozumieją je jako zadowolenie z życia, a tylko w czym innym dopatrują się przyczyn tego zadowolenia”. Już w starożytności greckiej dostrzegano, że szczęście to coś bardzo istotnego dla człowieka. W świątyni w Delfach (Delfy uchodzą za centrum – pępek świata, siedziba wyroczni Pytii i źródło promieniowania mądrości Siedmiu Mędrców) ) na której widnieje słynny napis „Poznaj samego siebie” odnaleziono zbiór sentencji, które można było odczytywać w oczekiwaniu na „wyrok” wyroczni. Stanowią one zbiór zasad, porad jak mądrze żyć. Tylko dwukrotnie odnajdujemy w nich zalecenie modlitwy, raz – modlitwy „o to, co jest możliwe”, a po raz drugi '”módl się o szczęście”. O jakie szczęście mogło chodzić starożytnym grekom? W języku greckim istnieją aż cztery słowa określające szczęście, które w przekładach na języki nowożytne zostały przetłumaczone na jedno (niestety) słowo „szczęście”. W świecie greków tak naprawdę szczęśliwi są tylko bogowie, a ich szczęście jest dla ludzi całkowicie niedostępne. Pragnienie takiego 'boskiego’ szczęścia byłoby pychą i wywołałoby gniew bogów. Bywa, że ludziom dobrze się powodzi i wtedy zwykli mówić, że towarzyszy im szczęście. Było to wyrazem przekonania, że bogowie im sprzyjają i wspierają ich dobre starania. Tak naprawdę to, czego najbardziej nam potrzeba, to szczęście – dobre zrządzenie losu – na każdą chwilę. Ta efemeryczność „greckiego” szczęścia (gr. Eutychia) jest nie do zlekceważenia, ponieważ tylko od niego może się rozpocząć wspinaczka do tzw. eudajmonii – szczęścia pełnego. Ziemskie życie dostarcza nam troski, a życie szczęśliwe to – według greków – życie bez trosk i kłopotów, a dobrze wiemy, że to nierealne. W życiu można doświadczyć czegoś, co w danym momencie uznajemy za szczęście, ale w każdej chwili można to utracić. Dlatego, czy ktoś był szczęśliwy, można wyrokować dopiero po… jego śmierci. Eurypides wyraził to w ten sposób: „Nikt ze śmiertelników nie jest zupełnie szczęsny ani szczęśliwy, bo nikt nie rodzi się wolny od troski”. Greckie inspiracje stanowią pewien trop w pytaniu o szczęście dziś. Bo to pytanie jest domeną filozofów, ponieważ np. psychologia empiryczna nie może wyrokować w sporze o wartości. A szczęście jest dla człowieka wartością. W przestrzeni psychologii mówimy raczej o 'dobrostanie psychicznym’. Filozofia i psychologia jednak dość zgodnie zauważają, że to szczęście jest bez wątpienia głównym (nie zawsze uświadamianym) celem ludzkich dążeń i działań. W różnych dokumentach i deklaracjach regulujących życie społeczeństw nie wymienia się expressis verbis 'prawa do szczęścia’, mając na uwadze trudności z jego zdefiniowaniem. Jednak – wydaje się – że definiując podstawowe prawa człowieka wyrażone w najbardziej istotnym dokumencie jakim jest Powszechna Deklaracja Praw Człowieka ONZ (1948 r.), wskazuje się pewien fundament, który jest niezbędny, by zaistniała możliwość doświadczania i poszukiwania własnego szczęścia. Poszanowanie ludzkiej godności, prawo do wolności i tej zewnętrznej i wewnętrznej, wolności słowa, stowarzyszania się, wyznawania religii – to warunki sprzyjające dla zaistnienia szczęścia. Naturalnie – doskonale wiemy, że człowiek potrafi być silniejszy niż zewnętrzne uwarunkowania i nawet w najbardziej dramatycznych okolicznościach może odkryć „swoje małe szczęście”, jednak by ta wartość mogła się w pełni realizować, niezbędne jest poszanowanie podstawowych praw osoby ludzkiej. Gdyby spróbować – mając w pamięci historię ludzkiej refleksji nad szczęściem – skonstruować w miarę zwięzłą „definicję” szczęścia to można uznać, że jest to pewien stan mentalno – psychiczny, w którym zbiegają się: przyjemność i radość, poczucie relacji z kimś (lub czymś), poczucie harmonii, i – zdawanie sobie z tego sprawy (uświadamianie sobie). Warto zwrócić uwagę na to, że jest to pewien stan, pewna stabilność. Nawet, gdy człowiek jest w nieustannym ruchu w stronę szczęścia, to owym stanem jest ów ruch, owo dążenie. Przyjemność i radość – to różne odcienie przeżywania wartości. Upraszczając – to doświadczanie różnych wartości na skali ludzkich potrzeb, od biologicznych po duchowe. Idąc dalej – poczucie przynależności do świata i pewnej społeczności (by nawiązać do starożytnego określenia „homo-animal sociale”) i do harmonijnej relacji ze światem i z drugim człowiekiem. Nie ma szczęścia bez świadomości szczęścia. To stwierdzenie może wydawać się czymś bardzo oczywistym, jednak w kontekście posiadania przez człowieka świadomości refleksyjnej („człowiek wie, że wie..”) to wyzwanie wciąż aktualne.


Autor: dev