
Jak powszechnie wiadomo, bezpośrednią przyczyną marcowych wydarzeń było zdjęcie ze sceny „Dziadów” w reżyserii niezapomnianego Kazimierza Dejmka. Jednak korzenie tych wydarzeń tkwią znacznie głębiej. Tkwią w podsycanym antysemityzmie, który kolejny raz w naszej historii pokazał swoje mroczne oblicze. Począwszy od 1967 roku polskich obywateli żydowskiego pochodzenia dotknęły szykany władz, bez względu na to jakie stanowiska zajmowali. Wystarczy wspomnieć, że w samym tylko 1967 roku zwolniono ponad dwustu wysokich stopniem oficerów Ludowego Wojska Polskiego, w tym czternastu generałów. Za całą akcję był osobiście odpowiedzialny ówczesny szef Ministerstwa Obrony Narodowej – gen. Wojciech Jaruzelski. Gdy do władzy w Czechosłowacji doszedł Aleksander Dupczek i coraz częściej zaczęto mówić o liberalizacji komunistycznego systemu, ZSRR nie miał wątpliwości, że rozwój wypadków, którego świadectwem była „praska wiosna” wymyka się spod kontroli. Po raz kolejny zatem władza sięgnęła po wypróbowany aparat represji.
Kiedy 30 stycznia 1968 roku po raz ostatni wystawiono w Teatrze Narodowym „Dziady”, a publiczność wprost spod teatru ruszyła pod pomnik Adama Mickiewicza, skandując hasła „Żądamy kultury bez cenzury”, stało się jasne, że sytuacja na ulicy wymyka się władzy spod kontroli. Protest ogarnął kręgi studenckie, stąd władza postarała się o „poparcie” kręgów robotniczych przez organizację masówek w zakładach pracy. Lansowano hasło: „Studenci do nauki, literaci do pióra, syjoniści do Syjonu”. Władza zobaczyła w studentach „wroga Polski Ludowej” z którym należało się definitywnie rozprawić. Wywołało to gwałtowne protesty studentów z akademickich ośrodków w całej Polsce. Władze zagroziły zamknięciem uczelni, co sprawiło, ze protest po trzech dniach załamał się. Pozostało już jedynie definitywnie rozprawienie się z „elementem syjonistycznym”. Z samej PZPR wyrzucono za pochodzenie – faktycznie czy domniemane – osiem tysięcy osób. Wielu zmuszono do emigracji. W wyniku tych działań w latach 1968-1972 z Polski wyjechało ponad 15 tysięcy osób pochodzenia żydowskiego wraz ze swoimi nie-żydowskimi małżonkami. Odbierano im polskie obywatelstwo i paszporty, oferując w zamian wilczy bilet w jedną stronę.
Warto zdać sobie sprawę, że choć protesty studenckie trwały krótko, umocniły młodą polską inteligencję w sprzeciwie wobec komunistycznego systemu. Wielu historyków jest zgodnych, że wydarzenia te – w odróżnieniu od protestów robotniczych – miały charakter wyłącznie ideologiczny. Było to wyraźne świadectwo, że mimo wszechobecnej na uczelniach indoktrynacji, polska inteligencja zdołała się oprzeć systemowi zniewolenia umysłów. Warto tu wspomnieć o ważnej roli rozsianych po całym kraju duszpasterstw akademickich. Ich działalność okazała się skutecznym antidotum na wszechobecną propagandę i ideologię marksizmu. Na różnego rodzaju spotkaniach, prelekcjach i wykładach, studenci mogli poznawać „zakazane” prądy filozoficzne. Ta umysłowa postawa zaowocowała później powstaniem Solidarności.
Po czterdziestu latach od tych wydarzeń ideały marca’68 w pewnym sensie pozostają nadal aktualne. Bo choć mamy już te swobody obywatelskie o które walczono, to jednak wciąż nie stać nas na zgodne świętowanie polskich rocznic. Wystarczy wspomnieć o wydarzeniach sprzed kilku dni, związanych choćby z wręczaniem medali dla osób zasłużonych w tamtym gorącym czasie. Zarówno postawa władz, jak i niektórych „uhonorowanych” każe postawić pytanie, czy nawet w chwilach wielkich rocznic nie stać nas na narodową zgodę i spojrzenie na siebie ponad podziałami. Przecież również o to walczyli studenci w 1968 roku. Wielu z nich zapłaciło za to wysoką cenę.
Piotr Chudziński
08.03.2008.
Autor: naturalnie