Świadomie na początku wakacji powracam do refleksji sprzed sześciu lat, zatytułowanych „Zabić szefa…” *. Pisałem wtedy te słowa z perspektywy obserwatora, choć obserwatora aktywnego, poruszonego sytuacją. Dziś – z pozycji kogoś, kto stał się tytułowym „szefem”… I diagnoza niewiele się zmieniła, choć wymaga kilku dopowiedzeń. Pisząc w 2009 roku „Zabić szefa” miałem nadzieję, że coś się zmieni, że nastąpi pewien proces dojrzewania nie tylko pracodawców, urzędników „dużych i małych Ojczyzn”, ale i tych, którzy są pracownikami.
Jest wiele dobra, istnieją dobre inicjatywy, ale gdzieś – niestety – krąży wokół nas opisany przez Tischnera 'homo sovieticus’ w nowej 'wersji’ i ucieczka od wolności – a raczej odpowiedzialności…
To nie jest marginalny problem i proces, skoro wiemy, że to właśnie małe i średnie przedsiębiorstwa przynoszą najwięcej wartości dla kraju… Problem tym bardziej istotny, bo jego „bohaterami” bywają absolwenci wyższych uczelni…
Nie czas i miejsce na rozważania stricte ekonomiczne. Musi być czas na rozważania etyczne, bo bez tego prędzej, czy później – nastąpi katastrofa. Trzeba zdobyć się na odwagę odwrócenia myślenia. To znaczy – próba zrozumienia ze strony pracodawcy sytuacji pracownika – był to i bywa postulat jednostronny…, ale i próba zrozumienia sytuacji pracodawcy przez pracownika…a to już jest nieoczywiste… Bo przecież …”się należy”…,a pracodawca i tak zawsze wyjdzie „na swoje”…
Takie schorowane myślenie niestety krąży i rozbija wspólnotę zwaną narodem, przenosi się z miejsc pracy do domostw, tworzy mity – zapominając o faktach, kreuje plotki i oszczerstwa… Aż ciśnie się na usta wołanie Papieża Franciszka – „dość plotek, one zabijają!”. Nigdy jednak dość próby zrozumienia. Choćby próby….
Kilka tygodni temu w jednym z tygodników czytałem refleksję przedsiębiorcy, osoby wybitnej, kreatywnej, który wyznał, że został przez pracowników doprowadzony do mentalnej sytuacji, `że musiałby się „usprawiedliwiać” przed pracownikami z tego, że zna języki, że ma tyle pomysłów ( co zakłada pewne aktywne poszukiwanie nowych rozwiązań i zmiany perspektyw, by coś dojrzałego „się urodziło” – a co zostało postrzegane jako…nierównowaga psychiczna), że po prostu …jest…. Nie mówiąc o dziwnych reakcjach na wymagania, które są oczywiste dla wykształconych ludzi…
Ten opis sytuacji – nie jest odosobniony – tak niestety jest w wielu przestrzeniach życia publicznego i w sferze tzw. Działalności gospodarczej. Tu jakby rządziły prawa …równania w dół… Bo jak można się nie dziwić, gdy sekretarz, sekretarka – nie potrafi jasno i logicznie „sklecić” kilku zdań podania, wniosku itp. w języku polskim, ojczystym…? Jak osoba po wyższych studiach technicznych nie potrafi obliczyć podstawowych spraw…? Jak człowiek – słuchając pracodawcy, potwierdzając wielokrotnie, że rozumie przekaz – tworzy dokument „po swojemu”…? Żyjemy chyba w pokoleniu określanym mianem „CAPS LOCK” i „ENTER”. Myślenie…to wtórna sprawa…
I stąd rodzą się różne 'oburzenia’….Co więcej – emocje, które prowadzą do takich sytuacji , że ZABIĆ SZEFA staje się czymś realnym….
Innym problemem jest po prostu brak wyobraźni, I nie tylko tej 'codziennej’, ale 'wyobraźni serca’. Próby, choćby tylko próby zrozumienia dlaczego tak jest, jakie mogą być motywy działania pracodawcy…? Nie wspomnę już o empatii, bo ta wartość to chyba abstrakcja bardzo odległa...
Wystarczy tylko zatroszczyć się o „swoje”… Przypominają mi się pewne sytuacje – symbole. Nazwijmy je: – postawa A i – postawa B. A – to ktoś, kto „zamyka” myślenie o pracy (nie myśli więc w kategoriach jakiegoś dobra wspólnego) – w momencie, gdy zegar wybije godzinę zakończenia pracy… i oświadcza, że ani chwili więcej…. B – to ktoś, kto nie liczy czasu, jest gotów BYĆ w każdej chwili, odbierać maile – czuje, że to wspólne dobro…
Ten opis sytuacji jest zapewne uproszczeniem – życie zawsze jest bogatsze i pełniejsze kolorytu emocji. Wskazuje jednak na pewną – nie boję się użyć tego słowa – chorobę duszy w naszej polskiej społeczności. To jest pewna odmiana 'homo sovieticus’…. Chorobę można jednak wyleczyć.. Obudzić człowieka w człowieku – niezależnie kim jest (pracodawcą czy pracownikiem), niezależnie od wykształcenia, zawodu ( to nie powinno NIGDY przesądzać o człowieku), niezależnie od tego skąd przychodzi i dokąd idzie….
Czasami potrzebne są … rozstania. One mają służyć człowiekowi, by odnalazł się na nowo i zobaczył siebie, świat, swą pracę z pewnej perspektywy… Stąd i czas wakacji…
By wakacje, urlop przyniosły owoc, trzeba usłyszeć dogłębnie takie przemyślenia… Te z „drugiej strony” -od pracodawcy. Który nie jest wrogiem, beznamiętnym wyzyskiwaczem,,,ale też jest Człowiekiem i przeżywa trudne sytuacje jak…Człowiek….
Życząc wszystkim Pracownikom i Pracodawcom dobrego odpoczynku – zapraszam do przed-urlopowej lektury tekstu sprzed lat:
|
{#host_url#}/pl/dla_psychologow/zabic_szefa.html
Naturalnie…ciąg dalszy nastąpi…
Paweł Łukasz Nowakowski
Redaktor Naczelny
01.07.2015.
Ciąg dalszy nastąpi – O etyce zarządzania
Zdjęcia autora.
* ( {#host_url#}/pl/dla_psychologow/zabic_szefa.html )
Autor: naturalnie