Aktualności i nie tylko
Za wielkim murem (I)

Paznokcie obgryzłam niemal do samych opuszków palców, serce z emocji ściskało mi tak bardzo, że chwilami obawiałam się, czy stamtąd powrócę, ale zanim dane mi było przeżyć tak ekstremalne emocje, nie jeden raz otwierałam oczy ze zdumienia i nie jeden raz brakowało mi tchu.
Już sam lot nad Syberią i Mongolią dostarczał nieprawdopodobnych wrażeń. Ten bezkres zlodowaciałej ziemi, ten bezkres piasków i Ułan-Bator wyrastające w nich nagle, bez przedmieść…
A potem niebywały tłum na lotnisku w Pekinie, i zdziwienie, że skanowanie źrenic nas wszystkich tak szybko poszło…
Przejazd do hotelu też zdumiewał. Rowery owszem, zaparkowane licznie, ale na samych jezdniach dominują samochody zarówno skrajnie poobijane, jak i te wyglądające niczym nie z tej planety, a z jakiegoś filmu science fiction (to później spotęgowało się znacznie w Shanghaju). Mój opiekun, ojciec którego jest Europejczykiem (nie wiem, czy Włochem, Niemcem, Holendrem, czy może Polakiem ? – poznawane w różnych miejscach młodziutkie bardzo Chinki, gdy mnie mój „Anioł Stróż” przedstawiał popisywały się znajomością polskiego – podnosząc dwa palce wołały „Kocham cię!, kocham cię!), nie chciał mi tego powiedzieć, ale powiedział, że właśnie chiński koncern Geely wykupił od Forda legendę szwedzkiej motoryzacji Volvo. Przypomnę, że wcześniej Chińczycy kupili też brytyjskiego Rovera… Gdy w Szanghaju odwiedziłam Shanghai World Financial Center OBSERVATORY, ten ich słynny „otwieracz do piwa” – dominujący na Pudong budynek (100 pięter, 474 m wysokości, w 2009 roku wpisany do Księgi Guinnessa jako najwyżej usytuowane obserwatorium), w holu na parterze oglądałam ekspozycję z kolejną chińską zdobyczą – Jaguarem. W internecie natomiast czytam, że w zeszłym roku Chińczycy kupili 13,6 mln nowych samochodów, tym samym po raz pierwszy zostali największym rynkiem samochodowym świata!
Rzuca się to w oczy. Chińczycy zasiadają za kierownicą najsłynniejszych marek europejskich aut, często produkcyjnie indywidualizowanych. Wielu z tamtejszych nababów lubuje się w złotych klamkach, podkreślających ich status gadżetach, wizerunkach znaczącego w chińskich kodach smoka na tych swoich limuzynach. A pamiętam jeszcze nie tak odległą w czasie opowieść znajomego kompozytora, o tym jak o określonych godzinach ulicami jechały tysiące rowerów…
Skoro dotknęłam motoryzacji, to i o ruchu drogowym dwa słowa.
W Chinach mimo pasów dla pieszych, świetlnej także z zieloną pulsacją sygnalizacji, pieszy na jezdni, ba również na chodniku, nie ma pierwszeństwa przed żadnym z pojazdów. W Państwie Środka uprzywilejowane jest to, co jeździ. Trzeba więc zwinnie bardzo manewrować pomiędzy kawalkadą rowerów, motorynek, osobówek wszelkich, busików i autobusów. Zgroza, zwłaszcza w tzw. godzinach szczytu. Tym bardziej, że ma się wrażenie, iż obowiązuje zasada „kto pierwszy ten lepszy”. Mimo jazdy dość wolnej, manewry typu zajeżdżanie drogi są raczej powszechne. Klaksony i dzwonki (u kierownicy starych rowerów wiszą potężne mosiężne regularne dzwony !) zagłuszają gwar ulicy. Przy czym klaksony są zwykle znakiem, że ten , który zajechał drogę może dalej jechać, lub ten dopiero nadjeżdżający. Na skrzyżowaniach spotkać można i po dwóch policjantów, na krawężnikach natomiast wystają panowie w pomarańczowych kamizelkach z pomarańczowymi chorągiewkami, którzy im w rozładowywaniu korków pomagają.
Przedziwnie konstruowane są tam znaki zakazu. Na – wyraźnie matrycę znaku, czerwone przekreślone koło – naniesiony jest np. kierunkowskaz w lewo, co właściwie wygląda jak „skręt mimo zakazu”… Nic więc dziwnego, że w Chinach obcokrajowiec nie może wypożyczyć samochodu bez kierowcy, choćby nie wiem jakie prawo jazdy posiadał i znał język chiński.

Tak oto porwała mnie komunikacja. Dodam więc, że bardzo sprawne jest i pekińskie, i szanghajskie metro. Logiczne i czyste. Logiczne i czyste są dworce. Sprawnie bardzo poruszają się tu wszyscy podróżni (wejście na dworzec to oczywiście, jak w pozostałych miejskich obiektach skanowanie wszelkich toreb i osoby). W zależności od tego, którą klasą mają jechać, przechodzą przez odpowiednie sektory. Do pociągu nie wsiada się podciągając kolana do brody. Kierownik wagonu wystawia trap, po którym zwłaszcza z ciężkim bagażem wchodzi bez problemu. Gdy w Pekinie wsiadałam do pociągu o 21:00, to po przebyciu grubo ponad 1000 km wysiadałam na stacji w Suzhou o 9:30 rano. Wagon z kuszetkami posiadał też przedział z czterema umywalkami.
Chińską szybką kolej (450 km na godzinę) budowali Niemcy. Kiedy kanclerz Gerhard Schröder – opowiadano mi z uśmiechem – otwierał linię tej szybkiej kolei, nie zgodził się na maksymalną prędkość przejazdu. Gnano tylko 250 km na godzinę.

Kilkakrotnie już opisałam określone miejsca jako czyste. To co w Chińskich miastach robi również wrażenie, to właśnie czystość. Gdy tylko ktoś rzuci na trotuar niedopałek, a niestety, Chińczycy palą okrutnie (jednak już nie plują – 5 lat temu rząd postanowił cywilizować naród i obowiązuje zakaz plucia!), jak spod ziemi wyrastają zamiatacze. Są wszędzie. Podobnie jak niemal wszędzie jest monitoring, a już zupełnie wszędzie służby porządkowe różnych formacji!
Lśnią więc posadzki, wszelkich instytucji, salonów, muzeów, dużych sklepów itd., itp.
Perony nawet w małych miasteczkach (a tamtejszy Krotoszyn, czy Września to miasta wielkości 5, 7, 10 milionów mieszkańców), są nie to, że sprzątane. One są pucowane, froterowane. Na jednej ze stacji nie omieszkałam zrobić w końcu zdjęcia, żeby moje pisanie i w tej kwestii nie było gołosłowne. Podobnie jak w którymś z ogrodów, gdy odkurzano kamienne ławy okalające jeden z pawilonów. Ogrodami w Chinach jestem zresztą niebywale oczarowana i o nich będzie osobna rozprawa, osobna narracja.

Grażyna Banaszkiewicz
(zdjęcia autorki)


Autor: naturalnie
Naturalnie... dla zdrowo myślących
Omówienie polityki prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak rozpoznawanie Cię po powrocie do naszej witryny i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.