Dla elit
P.O.J.Ą.Ć.

Wernisaż tej edycji – 4. Mediations Biennale odbywał się w Muzeum Narodowym. Wchodzący usłyszeli głuche stuki. Ktoś skonstatował: Salwy na cześć Sztuki! Tu, śmiech nielicznej grupy. Ileś osób w ogóle nie wnikało w to, co się dzieje, nawet nie zauważając, że przechodzą przez bramę autorstwa – głęboko w naturze osadzonej – fińskiej artystki Tei Mäkipää. Dopiero opuszczając wystawę dostrzegali ażurowy metalowy łuk z wpisanym weń stwierdzeniem: „The Destiny of all Life lies within Technology”.
Ale o wspomnianych stukach. Pochodziły z działania czterech panów odzianych w robocze uniformy. Zamaszyście poddawali oczyszczaniu z kurzu stary, rozwieszony na zainstalowanym w muzealnej przestrzeni trzepaku dywan. Performance wyraźnie at hoc wprowadzony, bo nie opisany, w katalogu nie oznaczony.
Pomyślałam: „Odkurzanie SZTUKI”?!…
Potem na ścianie i suficie przejścia do dalszych sal ekspozycyjnych wyłoniły się olbrzymie, efektownie w swojej skali rysunki robali, owadów i skorupiaków: „Mundus Admirabilis and Rerum Nature” (praca Brazylijki –Reginy Silvera).
Poczułam się rozbawiona. Jeszcze bardziej, gdy skupiony w jednym z kątów tłumek znacznie się przerzedził i ujrzałam wiszącego na haku ileś stóp nad posadzką znajomego twórcę, Zbigniewa Taszyckiego. Tym razem miałam do czynienia z demonstracją Słowaka z Brna (widać po przyjacielsku zaaranżowaną), Richarda Fajnora – „Hang Art. I.- III.”. W sali malarstwa dawnego, pomiędzy obrazami Matejki, Malczewskiego i innych rozwieszono ponadto jego wideo-obrazy, co nie jest już niczym nowym. Ostatnio takiego zabiegu „zaskoczenia”, „ingerencji” w klasycznej tkance prezentacji dzieł spatynowanych dokonano na niedawnych 13.Documentach w Kassel – czerwiec br..
Ileś razy już pisałam, że lubię w sztuce przymrużone oko. Oczywiście nie tam, gdzie temat daleki jest od rozbawiania, a to się też zdarza, i bywa – nie rozważam teraz intencji – że
artysta traci poczucie pewnych granic, dobrego smaku, przyzwoitości. Wtedy taka praca
nie ma sensu.
Samo jednak przymrużanie oka, czy mruganie nim do nas również nie czyni sztuki. Miałam poczucie groteskowego spektaklu i po trosze straconego czasu, ale – no właśnie, ale dwie prace mocno mnie zaintrygowały i na swój sposób zachwyciły.
Wideo instalacja „Inferno”, Japończyka Motohiko Odani, czyli piekielny wodospad. Kapsuła, która wielu przyprawiała o poczucie niestabilności, zawrót głowy, klaustrofobię, lęk wysokości… Po prostu złudzenie wielu ruchów naraz: kołyszącego, spadającego (złudzenie kaskad wody spływających po ścianach), wznoszącego niczym szybkobieżna winda.
Druga praca jest tryptykiem, dobitnie kreślącym drogę „rozwoju” sztuki do czasu naszej cywilizacji w wymiarze globalnym.
Chińczyk Xu Bing mieszkający w Pekinie i w Nowym Jorku skonstruował instalację „Background Story 8” (Opowieść tła). Wychodzi w niej od pierwszych znaków – kaligrafii na papierze ryżowym. Kolejnym etapem artystycznej wypowiedzi jest przetworzenie tradycyjnego obrazu w obraz video. Harmonijny, czysty, płynący w zakreślonych ramach, emanujący światłem i pewnym szumem. Ewidentna video-fascynacja wideo-epoki. Na odwrociu natomiast – instalacja: wszystko ze wszystkim, pomięte, wyczerpane. Po prostu śmietnik.
Na jednym z weneckich Biennale Sztuki, już kilkanaście lat temu, video ekrany obudowane były najróżniejszymi instalacjami ze wszystkiego, co sprawiało wrażenie nie tylko technologicznych odpadów, do tego opatrzone długimi opisami zamierzeń poszczególnych artystów. Dla nieistniejącego już magazynu „SZTUKA.pl” przygotowałam wtedy relację pt. „Śmietnik i filozofia” zauważając, że owa s z t u k a stanęła pod jakąś ścianą, że pogubiła się w nowych technologiach, że przyśpieszony rytm świata, łatwość komunikacji zunifikował ją i sprowadził do jej masowego kopiowania, powielania, konstruowania poza bezpośrednim dotykiem ręki twórcy, z gotowych często przypadkowych elementów lub tylko kliknięciami myszki komputera.
Od tamtego czasu przytaczany proces znacznie się nasilił. Krążę po wystawach a mam wrażenie, że stoję w miejscu, że bez kamery rejestrującej wszystko co popadnie, bez wyboru i montażu – nie ma artystycznego „przekazu”.
Praca Xu Bing jest o tym samym. Tyle, że ta sztuka już wychowała sobie odbiorcę. A przede wszystkim Twórców. Jako że sztuka to sposób wyrażania siebie.

W budynku dawnej Synagogi obserwowałam sporo osób wpatrzonych na przykład w monotonny obraz jakichś betonowych, połamanych bel. Nic się nie działo. Czarno-biały obraz bez akcji. A oni zahipnotyzowani niemalże, patrzyli i patrzyli… Może usiłowali zrozumieć?

– Upowszechnienie się mediów elektronicznych w latach 90. XX wieku – pisze w otrzymanej właśnie z Wydawnictwa Naukowego UAM książce Agnieszka Jelewska „SENSORIUM” – zapoczątkowało serię przemian w kulturze. Zjawisko przenikania się poszczególnych narracji przynależnych pojedynczym mediom – kontaminowanie, integracja, interakcja komunikatów – wpłynęło na kształtowanie się nowego transmedialnego języka. […] Transwizualność jest immanentnie sprzęgnięta z nowymi formami percepcji, a także modelami pracy kreatorów wielokodowego komunikatu. Według Henry’ego Jenkinsa cyfrowy świat podlega ciągłym przemianom; jego struktura jest dynamiczna i możliwa do uchwycenia jedynie za pomocą metafory nazywającej naszą rzeczywistość „krajobrazem nowych mediów”.

– Jakże duży lęk w naszej cywilizacji wywołuje wszystko to co nieznane i niepojęte – czytam następnie w folderze Biennale. Tymczasem artysta nieustannie doznaje obecności tego co niepojmowalne we własnym dziele. To, że widzi nie oznacza, że rozumie. I coraz silniejszą staje się potrzeba prowokowania, tego co niedostępne rozumem, co wyznacza inną skalę, inny sens.
Ba! Nasz cywilizacja osiągnęła chyba moment krytyczny. Jak ileś cywilizacji przed nami. Gdy ich proces technologii (wpisanej w dane możliwości, w dane warunki) mocno się wysublimował, daną cywilizację unicestwiał…

Emocjonalnie osobiście zareagowałam na pracę odnalezioną w jednym z zakamarków budynku dawnej Synagogi, a mianowicie na pracę Macieja Olszewskiego pt. „Relations”.
Rozżarzające się cyklicznie dwa krzesła i stół, elektryczne spirale. Dla mnie to kod oczywisty. Pamiętam piecyki z takimi spiralami i nie tylko te piecyki.
Pojemny, wielowarstwowy skrót do rozpoznania poprzez nagromadzenie w sobie doświadczeń, różnych warstw refleksji. Zwłaszcza w wytracających się tutaj po zamknięciu wreszcie powehrmachtowskiego basenu oparów chloru. Można powiedzieć, że oto budynek stanowi miejsce Dialogu Międzykulturowego, gdyby nie to, że przez media przewija się znowu zdumienie kolejnym, bardzo realnym projektem zaaranżowania we wnętrzach dawnej Synagogi czterogwiazdkowego hotelu ! Staje się tym samym cały obiekt rodzajem demonstracji i poza artystycznej. Będzie to w Polsce precedens do wszczynania w dawnych świątyniach wszelkich działalności dalekich od duchowego, humanistycznego kształtowania człowieka.
Tomasz Wendland – dyrektor Festiwalu Mediations Biennale wskazuje mi szyld „NIEPOJMOWALNE” na budynku danej Synagogi: – Widzisz – mówi – tu brzmi on szczególnie mocno. Pokazaliśmy, że wcale nie trzeba dziesiątków milionów, żeby obiekt żył i był miejscem międzynarodowego wręcz dyskursu każdego z każdym, bez względu na to czy jest Żydem, czy jak ja katolikiem, czy jak moja żona Buddystką, czy kimś o jeszcze innych wierzeniach, przekonaniach. Trzeba tylko naprawdę dobrej woli. Jej tutaj nie było. Tyle lat wszystko niszczało…

W Centrum Kultury ZAMEK, jako że Biennale weszło w różne publiczne przestrzenie miasta, przemierzałam cesarskie korytarze ku dobiegającym mnie ludzkimi odgłosami nie szczekania. Tak, właśnie szczekania. Trzy monstrualne video-obrazy trzech osób zajadle poszczekujących. – Syndrom naszego czasu pomyślałam.
Proszę wsłuchać się w codzienne, poczynając od rodzinnych, przez zawodowe, towarzyskie, medialne, inne międzyludzkie relacje. Jakim tonem operujemy (jakim tonem dzienniki telewizyjne przekazują nam informacje !) w kontaktach ze sobą… Nazbyt często agresywnymi monosylabami !

Obserwując obecnie – przytaczam teraz słowa Tomasza Wendlanda z katalogu Biennale – zjawiska artystyczne, takie jak biennale, pojawiające się coraz na całym świecie można odnieść wrażenie, że sztuka stała się komentarzem współczesnych wydarzeń społecznych i politycznych , tracąc swoją niezależność. […] To co jest niepojmowalne istnieje tak samo intensywnie, jak to co pojmowalne, albo już pojęte, albo nawet lepiej: jest to co jest, a to czego nie ma też jest.

Właśnie. „To czego nie ma też jest.” Żaden to absurd. Pokolenie ukształtowane tylko przez media, zawierza już niemal wyłącznie ich komunikatom, wchodzi w złudny obszar i w nim chce być.
– Musimy sobie uświadomić, że jesteśmy częścią – jeszcze jeden cytat z katalogu – takiej rzeczywistości i nie myślimy o niej lecz my ją myślimy.

Bez względu na intencje zgromadzonych na Biennale twórców oraz ich kuratorów konkluduję, iż pojąć musimy przede wszystkim samych siebie. Realnych. Nasze dążenia, działania, miejsce we współczesnym świecie. Realnym. I nic to, że na podwórkach rzadko już bardzo słychać odgłosy trzepania dywanów.


Grażyna Banaszkiewicz
(zdjęcia autorki)

3. MEDIATIONS BIENNALE
– NIEPOJMOWALNE
Poznań 4.09.-14.10.2012
Muzeum Narodowe
Plac Wolności
Centrum Kultury ZAMEK
Muzeum Archidiecezjalne
Ośrodek Kultury Chrześcijańskiej,
Galeria U Jezuitów – kościół
Budynek Starej Synagogi
Port Lotniczy ŁAWICA


Autor: naturalnie
Naturalnie... dla zdrowo myślących
Omówienie polityki prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak rozpoznawanie Cię po powrocie do naszej witryny i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.