
Z jednej strony jej obraz w swej najbardziej odartej z powagi wersji pojawia się co dnia. W okienku telewizyjnym kilkanaście pewnie razy dziennie ktoś kogoś zabija, dusząc, strzelając …Ludzie padają, a fabuła toczy się dalej; widz ,,z przydechem” śledzi ..kto kogo”. Pojawiające się doniesienia ze sceny katastrof, wojen oswajają z ofiarami, trupami; czynią z nich codzienność.
Z drugiej jednak strony widać lęk. Ba, próbę wyparcia śmierci ze świadomości. O niej, jako fazie życia się nie mówi…
Dopiero, gdy przychodzi ta chwila i śmierć zapuka nie gdzieś tam na świecie, nie w rozwalonym samolocie, na terenie frontu, a obok w pokoju Ń okazuje się, że jak bardzo wobec tego zjawiska uczyniliśmy się bezradni.
Unika się więc z śmiertelnie chorym rozmów na ten temat, ucieka spojrzeniem, przerywa w pół słowa. Nie mówi o tym, o czym chory myśli najbardziej.
On zwykle i tak bez słów wie. Nabiera na ogół dystansu do wydarzeń, które minęły, nadchodzą. Chce o tym pomówić. Ale najczęściej okazuje się, że nie ma z kim. Czuje się potwornie samotny – a to dla nieuleczalnie chorych jest nierzadko gorsze, niż sama myśl o śmierci. W szpitalu, otoczony aparatami, rurkami, urządzeniami przestaje czuć się człowiekiem. W domu za zamkniętymi drzwiami (żeby nie weszły dzieci, nie spotkały śmierci) – czeka.
*
Nieczęsto, ale jednak o przemijaniu, o przechodzeniu z jednaj fazy życia w drugą inną (może lepszą, może gorszą) myślimy. Zwłaszcza gdy zaczynamy odczuwać dojmująco czym jest…odejmowanie.
Życie jest ograniczone, ma swój początek i nieodwołalny koniec. To czym wypełnimy te dwa brzegi, jaką jakość nadamy temu życiu zależy od nas…Wbrew codziennemu obumieraniu.
Tyle, że dopóki tego nie widać nie czuć, wcale o tym nie myślimy. Kochamy młodość, prężność. W naszych wzorcach kulturowych to się liczy. To jest modelem. A starość, jej się boimy. Przeciwko niej, przeciw przemijaniu buntujemy się. Wyraźnie widać to nawet w sferze języka. Nawet nie mówimy starość, a wiek podeszły, jesień życia, nie lubimy słowa umieranie. Podsycamy tym strach, nie chcemy uwierzyć, że natura zaprogramowała harmonijne przechodzenie z fazy życia w tej czaso-przestrzeni w inną…Wciąż więc trwają poszukiwania dróg do długowieczności.
Tymczasem wpływ większy niż one wpływ na jakość starości mamy my sami. Na pewno nasze kontakty z ludźmi, na pewno odczucie tego że jest się potrzebnym. Źle, że ulegliśmy modnym trendom, zatraciliśmy zdolność przeżywania refleksji zadowalając się wykazywaniem …refleksu.
*
Czym jest śmierć? Z pewnością zjawiskiem przekraczającym możliwość rozumienia. Pewnie tym bardziej napawa nas lękiem. Jest ona zjawiskiem bolesnym, bo jest nieodwołalna, bezwzględna.
Czy nie można tego odmienić ? pytamy w chwilach zadumy. Chyba w sferze duchowej, emocjonalnej, na przykład przez ciepłą pamięć o tych, którzy odeszli. Znacznie łatwiej w tych trudnych chwilach jest ludziom wierzącym, dla nich śmierć, śmierć bliskiej osoby jest po prostu zmianą czasoprzestrzeni, z perspektywą ponownego odnalezienia się. Dla ludzi niewierzących to katastrofa. To po prostu koniec.
A czego się w niej tak boimy?
– Świadome pomyślenie o śmierci, zwłaszcza własnej narzuca następny krok. Każe rozliczyć się z życiem. I tego chyba się boimy, może tych gorzkich myśli i słów jakich by trzeba użyć, podsumowując.
Lepiej więc dać się nieść szybkiemu wirowi, pędzić w pośpiechu, hałasie, nie myśleć. O śmierci też nie. Sądzę że ten pęd ma być sposobem na zagłuszenie wołania o rozrachunek ze sobą samym.- powiedział prof. Leon Drobnik, anestezjolog
Ale i tak w końcu to następuje I przed tą najdłuższą drogą, bardzo ważna, ważniejsza od wyszukanej pielęgnacji jest czyjaś bliska obecność. Czyjaś ciepła ręka, miękki gest.
A nawet tego często nie umiemy od siebie dać. A trzeba, mimo, że jest to trudniejsze niż potem tradycyjne palenie znicza na grobie.
Jolanta Lenartowicz
Autor: naturalnie