Naturalnie poleca
Po śladach…historia wojennego pamiętnika

16 V [1943r.]¹ dzień, który krwawymi literami zapisał się w mej pamięci, a wypadek, którego byłem świadkiem, do głębi wstrząsnął mym młodym polskim sercem.

Rzecz miała się tak: będąc jeszcze w Katyniu słyszałem jak Rosjanie i niektórzy Niemcy mówili między sobą, że tu gdzieś w pobliżu, znajdują się masowe groby polskich oficerów, które wkrótce, skoro tylko zima sfolguje, będą próbować odkopywać w celu zbadania przyczyny, jakim sposobem właśnie polscy oficerowie się tam znaleźli. Nie przywiązywałem do tego zbytniej uwagi, uważałem bowiem tą wiadomość za plotkę. Poza tym będąc w Żabanach² dużo wśród nas mówiono o tym, lecz nikt jeszcze w to nie chciał wierzyć, bo uważaliśmy, że to jakiś knyp propagandy niemieckiej[…].

Ów fragment zawiera się w odnalezionym na targu staroci w zniszczonym, z pożółkłymi stronami zeszycie w linie.

Pokazała mi go Teresa Szmajda. To kolejny jej skarb. Wcześniejszym były duże foliowe worki z … zapiskami, zdjęciami i listami ciągle jeszcze nie dość spopularyzowanego w Polsce poznańskiego podróżnika, który w latach 30. XX w. rowerem i pieszo przebył Afrykę,

śląc stamtąd reportaże także do niemieckiej prasy, wydane kilka lat temu w kolejnych, poszerzanych edycjach książki „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”.

(W tym miejscu odsyłam do historii listów Kazimierza Nowaka opracowanych i wydanych w tomie „Kochana Maryś !” – strony „Naturalnie”, dział „Aktualności i nie tylko”, tekst pt. „Czytam, czytam…”)

Teraz wracam do głównego wątku tego tekstu .

Wysłuchuję opowieści Teresy Szmajdy:

– To było tak:

2011 rok, „Stara Rzeźnia" ³ – targowisko staroci. Szukałam przedwojennych pocztówek Poznania, potrzebnych mi do zilustrowania przygotowywanej w naszym wydawnictwie przez Jacka Łuczaka książki "Polska Kazimierza Nowaka". Przeglądałam jakieś stare druki, gdy sprzedający podał mi zeszyt. 60-kartkowy. Twarda, czarna okładka, trochę zniszczona, z widocznymi na niej śladami upływu czasu. Zeszyt zapisany drobnym maczkiem. Parę stron notatek z lekcji geografii.

Powiedział: –  Niech pani to zobaczy, tam w środku. O Katyniu jest.

Stałam tam długie chwile czytając zapiski strona po stronie. Zorientowałam się, że to pamiętnik wojenny młodego mężczyzny wywiezionego na tak zwane przymusowe roboty.

Zapiski prawie codziennie, prowadzone przez osobę o dużej wrażliwości.

Orientuję się, że wyrwany z domu, od ukochanej dziewczyny, do której ogromnie tęskni, nie tylko relacjonuje zdarzenia. On to wszystko bardzo przeżywa… I, – rzeczywiście jest sporo o Katyniu.

Przybywszy tedy do Katynia, po uformowaniu się w trójki, stanęliśmy przed bramą, na której widniał napis: „W miejscu tym dokonana została krwawa zbrodnia nad polskimi oficerami”, a która zagradzała wejście do wnętrza prastarego lasku leżącego po prawej stronie za szosą prowadzącą do Smoleńska. […] Szliśmy gankiem dość szerokim, piaskiem usypanym. […] … stanęliśmy przed pewnym oficerem niemieckim, który pokrótce poinformował nas jak właściwie odbyła się ta krwawa tragedia. […] Ludności miejscowej pod karą śmierci wzbroniono mówić o tym. […]

Nie tego szukałam, nie zgłębiałam dotąd tej tematyki. A tu – mam w ręku dokument ! Ten chłopak był świadkiem odkopywania grobów katyńskich w 1943 roku.

Nie wiem jeszcze co z tym zrobię, ale decyduję się na kupno zeszytu. Pytam o cenę.

– Sto złotych – odpowiada sprzedawca już kimś innym zajęty.

Byłam tak poruszona, tym, co już przeczytałam, że od razu zapłaciłam 100 zł.

Wracałam do domu z myślami:

– Ale jak on się nazywa? W treści całego pamiętnika pojawia się tylko rodzinna miejscowość – Ostrów Wielkopolski i  imię: Mieczysław…

Pytań nurtowało mnie coraz więcej, bo pamiętnik urywa się jeszcze przed końcem wojny. Opisywany czas to marzec – wrzesień 1943 roku.

Nie wiem więc, czy ten chłopak wojnę przeżył, czy wrócił do domu, no, i czy jeszcze po tej gehennie , traumie, w ogóle żyje?

Zaczęłam poszukiwania.

Na wewnętrznej stronie okładki zauważyłam wyblakłe inicjały M.D. Czyli – Mieczysław D. ?

Na trzeciej stronie okładki różne zapiski, nazwiska, imiona, a jest też nazwisko zapisane cyrylicą: М. Дзидовсқи . Chyba” Dzidowski” ?

Trzymałam się tego tropu.

Mieczysław Dzidowski z Ostrowa Wielkopolskiego.

Usiłowałam zainteresować tematem dziennikarkę miejscowej gazety. Nic z tego. Nie ma w Gorzowie takiej rodziny. Nikt nikogo takiego nie pamięta. Nawet na cmentarzu nie ma żadnych śladów.

Szukałam w Internecie, w spisach grobów poznańskich cmentarzy. 

Jest. – Pojechałam zobaczyć to miejsce. Na płycie – a wiem, że 1943 roku miał 20 lat – dane wskazujące na duże prawdopodobieństwo, że to ON.

Tylko co dalej? Ustawa o nie ujawnianiu danych osobowych nie pozwalała mi na poszukiwanie w Urzędzie Miasta…

Przed 1 listopada postanowiłam jeszcze raz pójść na cmentarz, zostawić tam kilka wizytówek z prośbą o kontakt rodziny w sprawie odnalezionego pamiętnika Mieczysława Dzidowskiego.

Nikt się nie zgłosił. A sprawdziłam w Zaduszki – na grobie były świeże kwiaty, znicze. Wizytówek przytwierdzonych do płyty grobu taśmą klejącą nie było.  

Czekałam więc kolejny rok. W tym czasie przepisałam cały pamiętnik. Po jego lekturze myślałam, że należy go wydać.

[…] …oficerów przywożono transportami po 250 ludzi. Takich transportów dziennie przybywało 3-4. Przybywszy na stację kolejową, leżącą 3 km od Katynia, wysiedli z wagonów, i już pieszo pod eskortą oprawców z NKWD, popędzani ich biczami, przebyli dzielącą ich drogę do lasku katyńskiego. Wygląd tych biedaków w stanie opłakanym się znajdował, męczeni po obozach, wychudli, rzeczy podarte, często bez butów […].

Wręczono im łopaty i kazano kopać w miejscu, który nosi nazwę « Kozia Górka ». […] Ofiarom kazano się w owym wykopanym dole położyć plecami do góry, następnie podchodziło do nich 2 ludzi, jeden z pistoletem maszynowym, drugi z amunicją i strzałem w kark, mordowali tych na wskroś niewinnych ludzi. […]

Kolejnego roku 1 listopada na Cmentarz Junikowski dotarłam wczesnym popołudniem. Za późno – pomyślałam, widząc dogasające już znicze. W jakimś ciągłym dziwnym przekonaniu, że to TEN Mietek, pozostałam dłuższą chwilę przy grobie, pomodliłam się. Gdy już odchodziłam, zauważyłam, że do grobu zbliżają się dwie kobiety, zapalają znicze, zmawiają modlitwę… Odczekałam do momentu ich oddalania się. Podeszłam, zagadnęłam i w jednej chwili moje serce się rozdygotało. Bo rzeczywiście, panie potwierdziły: to grób „mojego” Mietka !

Dowiedziałam się, że w Poznaniu mieszka jego żona. Podały mi adres.

Przemiła starsza pani. Przyjęła mnie serdecznie, zwłaszcza, że pierwsze nasze spotkanie odbyło się w dniu Jego urodzin. Zupełny przypadek. Po prostu przyniosłam pani Janinie różę. Ona przyjmując kwiat nagle uzmysłowiła sobie zbieżność dat.

Opowiedziała o sobie, o swoim szczęśliwym małżeństwie, żalu z powodu ponad 20. letniej już rozłąki.

Moje pozostawione na nagrobku wizytówki potraktowała jako głupi żart.

O pamiętniku wiedziała tylko, że był. Ale to już tyle lat … Wydawało się jej, że może pozostał u dzieci, albo u wnuków.

Ucieszyła się, wzruszyła bardzo faktem, że teraz zeszyt do niej wrócił !

[…] … pierwszy rząd leżał pokotem, jeden obok drugiego, brocząc świeżą, czerwoną krwią. Na tym jednak nie koniec okrutności i bestialstwa. W tym czasie bowiem przybył następny transport. Tedy bez ceremonii kazano tej drugiej partii kłaść się na ciała poprzedników, ciepłe jeszcze, a dość często nawet drgające, po czym następowała ta sama historia co poprzednio.

I tak trwało długo, aż leżących trupów nie było na 6 lub 7 warstw, wtedy właśnie Rosjanie miejscowi przystępowali do swojej czynności i zasypywali ziemią ciała Polskich oficerów.

Grobowców podobnych w tym miejscu jest 7. Ofiary oblicza się na jakieś 12 tys.* Tak zakończył przemówienie oficer niemiecki. […]

Do wydania pamiętników Mietka jednak nie doszło – mówi ze sporą dozą rozżalenia Teresa Szmajda. Cóż, muszę uszanować decyzje rodziny, wobec, jak to zwykle bywa pokomplikowanych w niej stosunkach. Natomiast obszerne jego fragmenty z wnikliwymi przypisami ukazały się w czerwcu tego roku  w Biuletynie "Przeszłość i Pamięć" wydanym przez Radę Ochrony Walk i Męczeństwa. Tu dodam, że Biuletynowi od początku powołania redakcji patronował Władysław Bartoszewski. Ten czerwcowy numer przynosi także wspomnienie o Nim.

A jeżeli mówimy o „Pamiętniku”, z przytoczeniem niektórych jego fragmentów, to

zarówno ja, jak i pani Janina Dzidowska bardzo się ucieszyłyśmy publikacją w Biuletynie. Jednak pozostanie ślad, nie ginie tak zupełnie pamięć o Mietku z Ostrowa Wielkopolskiego, świadka drastycznych działań wojennych, zesłańca do niemieckiego obozu pracy w Berlinie, potem, do Rosji w pobliże Katynia. Pamiętniki pokazują, że mimo wycieńczenia zesłańczą pracą, nie wytracał uwagi na to, co się wokół niego działo. Wszystko skrupulatnie spisywał. Mamy w pamiętniku obraz obozu, relacje wzajemne zesłańców, stan i atmosferę wojennego Berlina, podróż bydlęcymi wagonami przez całą okupowaną Polskę i obraz biednej, wyniszczonej wojną i dalej pod stałymi nalotami ludności rosyjskich wsi. Gdy tylko mógł, wymykał się z obozu, krążył po okolicy, wsłuchiwał się w relacje spotykanych osób, które jednak się przed nim otwierały, dopełniały obrazu, którego sam był świadkiem:

[…] Idąc dalej zauważyłem, że wszyscy prawie mieli płaszcze, widocznie w lepszego materiału, bo chociaż farbę ziemia wyciągnęła, za to jednak płótno z całości pozostało. Na tych płaszczach poprzyszywane guziki z polskimi orzełkami, trochę już zaśniedziały, jednak jasno świadczyć mogą do kogo należą.

Mniejsza zaś część poubierana była w kombinezony. Widocznie mundury w lagrach zdarły im się, więc przywdziano ich w kombinezony.

Nieliczni mieli również zamiast butów, drewniaki, też z pewnością przywdzieli je dopiero w Rosji.

Idąc dalej napotkałem ciało dość dobrze jeszcze utrzymane (widocznie był na wierzchu 6 warstw), widocznie był to kiedyś wysoki i otyły jegomość, na co wskazywała jego figura. Długie, siwe, w bezładzie roztrzepane włosy widniały na jego głowie. Na piersiach zaś jasno widniały dwa medale. Jeden krzyż Virtuti Militari, drugi zaś za waleczność** . Czyż więc te krzyże mogą nas jeszcze w błąd wprowadzać, do jakiego państwa należą. O, nie, te nie skłamią. I ja, chociaż mogłem jeszcze dotąd wątpić, teraz uwierzyłem, że ofiarami oprawców

czerwonego komunizmu to właśnie polscy oficerowie. […]

Grażyna Banaszkiewicz

(Skany pamiętnika udostępnione zostały przez Wydawnictwo SORUS. Zdjęcia autorki.

Cytaty z odnalezionego ZESZTYU – fragmenty opisu odkrytych grobów katyńskich – pochodzą z publikacji w najnowszym Biuletynie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa „Przeszłość i Pamięć” (nr 45/2015).

W przytoczonych fragmentach „Pamiętnika” zachowana została oryginalna pisownia i interpunkcja.)

Przypisy:

¹ – dop. GB

² – jak ustalili redagujący Biuletyn Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa „Przeszłość i Pamięć” nr 45/2015 – Nie ma takiej miejscowości na dostępnych dziś mapach, być może jednak ze względu na to, że była to wieś, nie została na nich uwzględniona

³- w Poznaniu

*- Jerzy Plajtas redagujący „Pamiętnik” Mieczysława Dzidowskiego dla Biuletynu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa „Przeszłość i Pamięć” nr 45/2015 odnośnie tego fragmentu zauważa, że: Przytoczony opis przebiegu zbrodni i okoliczności jej towarzyszących jest niezwykle ciekawy i szczegółowy. Chociaż jak już dzisiaj wiadomo nie ma nic wspólnego z prawdą. Niemniej jednak jest dobrym przykładem na pokazanie postawy niemieckiej propagandy wobec tej zbrodni i chęci zmanipulowania opinii co do jej faktycznego przebiegu. Dodatkowo szczegółowy opis tego mordu może sugerować jak Niemcy wyobrażali sobie wówczas jej przebieg lub – co jest również prawdopodobne – opisali zdarzenie w taki sposób, w jaki oni mogliby przeprowadzić taki mord.

**- Tenże sam redagujący „Pamiętnik” zauważa, że chodzi zapewne o Krzyż Walecznych.


Autor: naturalnie
Naturalnie... dla zdrowo myślących
Omówienie polityki prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak rozpoznawanie Cię po powrocie do naszej witryny i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.