Naturalnie poleca
Oczy czarne – życie marne, oczy niebieskie …

My i oni. My lepsi, szlachetniejsi. My zatem musimy i świat uszlachetnić.

Tego typu idee znane są właściwie odkąd nasz świat istnieje. Co i rusz odżywają programy „czystości” rasy. Jakkolwiek nie byłaby ona formułowana. Bo owe parametry dominanty zależą od uzurpatorów danej epoki, danego czasu. W obszarze eugeniki manipulują do chwili obecnej.

Eugenika – gr. eugenes, dobrze urodzony – jako pojęcie pojawia się w 1883 roku, wprowadzone przez Francisa Galtona, przyrodniego brata ciotecznego Karola Darwina. Dotyczy selektywnego rozmnażania zwierząt i … ludzi, dla, z pokolenia na pokolenie ulepszania gatunków, zwłaszcza o cechy dziedziczone.

Galton modyfikował swoją definicję. Wyodrębnił specyfikę eugeniki pozytywnej, zachęcającej do częstszego reprodukowania najlepszych osobników oraz eugeniki negatywnej, zniechęcającej do reprodukcji osobników mniej wartościowych .

W literaturze eugeniki znajdujemy opis prac także Platona sugerującego selektywne rozmnażanie. Uważał, że reprodukcja człowieka powinna być kontrolowana przez władze. Proponował, aby selekcja była dokonywana w drodze pozorowanej loterii, kontrolowanej przez rząd, aby ludzkie uczucia nie były ranione przez świadomość zasad selekcji. W swoim dziele „Państwo” pisze na przykład: […] w Państwie należy zastosować dyscyplinę i jurysprudencję nakazującą zajmować się tylko zdrowymi na ciele i umyśle obywatelami. Tym natomiast, którzy nie są zdrowi, należy pozwolić umrzeć […].

A przykładem programów eugenicznych w starożytności była przecież Spartan praktyka pozostawiania słabych dzieci na obrzeżach miast, gdzie miały umrzeć .

Mało kto wie, że jednym z orędowników idei eugenicznych (natknęłam się na tę informację przypadkowo w … internecie), był Alexander Graham Bell, znany jako wynalazca telefonu.

W 1881 roku Bell prowadził badania nad wskaźnikiem głuchoty w Martha’s Vineyard, w stanie Massachusetts. Wyciągnął z nich wniosek, że głuchota jest dziedziczna. Zalecał więc zakaz zawierania małżeństw dla głuchych. Proponował kontrolę imigracji. Ostrzegał, że szkoły z internatem dla głuchych mogą się stać wylęgarnią głuchego gatunku ludzkiego…

Eugenika została powszechnie potępiona za jej zwyrodnienie w czasie Holokaustu. We współczesnej genetyce jest uznawana za pseudonaukę. Co nie znaczy, że pod płaszczykami różnych idei, badań, programów nie funkcjonuje !

Wchodzę w powyższe rozważania wychodząc z ekspozycji „Postęp i higiena” w Narodowej Galerii Sztuki ZACHĘTA. Coraz częściej poważne, niekomercyjne galerie zapraszają nas do już nie tyle oglądu sztuki „ładnej”, co budują wystawy tematyczne, problemowe, odnoszące się do niepokojących nurtów naszej tu i teraz rzeczywistości. Zgodnie z teorią chociażby prof. Zygmunta Baumana, że to sztuka jest sejsmografem życia, że wyprzedza określone społeczne impulsy, przejawy groźnych dla ogółu indoktrynacji, formowania się szkodliwych społecznie nurtów.

Wystawa „Postęp i higiena” składa się z prac artystów polskich i zagranicznych, realizowanych w różnorodnych mediach – malarstwo, instalacja, film czy fotografia. Kilka z nich – czytam w przewodniku po ekspozycji – zostało przygotowanych specjalnie do tej prezentacji . Kontekst dla nich buduje materiał historyczny, w tym plakaty, zdjęcia archiwalne i dokumenty. Poprzez zestawienie prac współczesnych z dziełami z epoki, widz mierzy się z tematyką zdrowego społeczeństwa, eugeniki, inżynierii społecznej, higieny rasy, tożsamości narodowej, problemem „innego” i wykluczeniami,  czy wreszcie z chirurgią kosmetyczną i autokreacją.

Wystawa stawia pytania o to, co dziś pozostało z idei modernizmu ?, jako że – wglądnę ponownie do jej opisu przywołującego pojęcie modernizmu w kontekście postępu, rozwoju, udoskonalenia, przejścia od niższego do wyższego etapu – stanowiła ona jedną z podstaw idei światopoglądu encyklopedystów francuskich, myślicieli oświecenia oraz XIX-wiecznych pozytywistów. Była także elementem mitu założycielskiego nowoczesności, budowy nowego, lepszego świata.

Modernizm odwoływał się do charakterystycznej dla początków poprzedniego stulecia wiary w postęp wyrażającej się zarówno w manifestach artystycznych, jak i nazwach nowych prądów: futuryzm, konstruktywizm, suprematyzm, neoplastycyzm.

Związana z nimi nowoczesna architektura i design miały wpłynąć na zmianę nawyków i stylu życia mieszkańców miast, poprzez nową formę kształtować tegoż nowego człowieka.

Owe utopijne idee załamały się w czasie kryzysu w dwudziestoleciu międzywojennym, a idea postępu, związanej z nim inżynierii społecznej, została przejęta przez toczące się w systemach totalitarnych procesy dehumanizacyjne.

Wystawa „Postęp i higiena” stawia jednocześnie pytanie w jakim kierunku zmierza współczesna modernizacja ?, bo – jak zauważa jej kuratorka Anda Rottenberg (wybitna osobowość polskiej kultury, historyk sztuki, krytyk, kurator sztuki, publicystka, w latach 1993-2001 dyrektor ZACHĘTY). w rozmowie z Moniką Powalisz w portalu „gazeta.pl”: Zaczynamy mówić o czystości architektury, a kończymy na czystości rasy. W walce o dobro narodu nadal szermuje się hasłami z dziedziny higieny.

Anda Rottenberg przedstawiła genezę zamysłu wystawy, wspomniała, że Hanna Wróblewska (od 4 lat dyrektor ZACHĘTY- dop. GB) pożyczyła jej książkę Macieja Zaręby-Bielawskiego „Higieniści. Z dziejów eugeniki”, sugerując, żeby zastanowiła się nad wystawą o tej tematyce.

– Książka – przyznaje w cytowanej rozmowie – była dla mnie odkryciem. Dowiedziałam się z niej o systemowym podglebiu takich zjawisk jak sterylizacja, z których skali nie zdawałam sobie sprawy. A potem już samodzielnie zaczęłam studiować mechanizmy stojące za wprowadzaniem określonych „programów naprawczych” do społecznego życia. Oczywiście wiedziałam wcześniej o takich zjawiskach jak sterylizacja, czy o programie przymusowej eutanazji realizowanym pod kryptonimem „T4” w nazistowskich Niemczech, ale nie wiązałam tych zjawisk z ideą postępu, czyli ideą, która była podstawą myślenia modernistycznego. Zajęłam się więc śledzeniem sposobu, w jaki język wzięty ze społeczno-modernistycznej i postępowej ideologii, związany z postulatami higieny osobistej, higieny ciała, higieny mieszkania, higieny miasta, przerzuca się na higienę narodu i zaczyna znaczyć co innego. Innymi słowy – coś, co postuluje się w dobrej wierze, jak walka z brudem w celu eliminacji bakterii, a więc i chorób, przenosi się najpierw na obszar związany z architekturą i miastem, a później na społeczeństwo i rasę […].

Już plakat w gablocie ZACHĘTY z wykorzystaniem na nim pracy Zuzanny Ziółkowskiej

– głowy w kleszczach kraniometru, urządzenia do mierzenia parametrów czaszki, sygnalizuje wyraźnie zakres podejmowanego problemu. Chociaż widoczny ze stopni wejściowych wewnątrz Galerii „Szklany człowiek”, praca – technika mieszana – powstała w latach 1995/1999 według oryginału Frantza Tschackerta z lat 20. XX wieku, nieco neutralizuje napięcie. Anatomiczna figura budzi zaciekawienie anatomią właśnie. Ale dalej jest już jak z dobrym horrorze. Tylko, że to horror rzeczywisty, wszystko z życia, z praktyki wyznawców określonych ideologii. I nic, że z niektórymi kwestiami media nas oswoiły. Przerażające właśnie jest to, że nas oswoiły. Inaczej mówiąc – znieczuliły.

Co dobitnie uzmysławia praca Santiago Sierry – instalacja fotograficzna „146 kobiet” (Vriudaven, Indie). Podobnie „Babtfarm” – Anny Baumgart praca w żywicy, drewnie i metalu z 2011 roku przedstawiająca beztroskie dziecięta naświetlane, stąd z odpowiednim tylko przesłonięciem oczu. Filmy z czasu okupacji, gdy „nieprawym” golono głowy. Marrianne Heske „Główki dziecięce, schemat frenologiczny (technika mieszana), w sali gdzie wszelkie tabele określonych rysów twarzy, kształtów głów, koloru oczu, odcieni barwy skóry…

Ponoć w internetowym śmietniku zupełnie zwyczajnie dostępne!

W tym otoczeniu mocno wymowna akwarela na papierze z 1944 roku Diny Gottliebowej -Babbitt „Półkrwi Cyganka z Niemiec”.

Oryginał pracy wycofany został z ekspozycji przez dyrekcję Państwowego Muzeum w Auschwitz-Birkenau.

W tej sali również mocna prostotą obrazowania, cytowana w tytule moich rozważań, praca Krystyny Piotrowskiej z 2009 roku. Dwie czarno białe fotografie twarzy tej samej, nie młodej już osoby, patrzącej prosto w obiektyw. Na jednym zdjęciu jej oczy są jasne. Na drugim – ciemne. Tytuł pracy zaczerpnięty z selekcjonującego porzekadła „Oczy niebieskie – życie królewskie, oczy czarne – życie marne.

Dalej przechodzimy przez sale wykresów, map, dokumentów, zeznań, wyznań drukowanych i w zapisanych wideo. Obraz rasistowskich poczynań doby powojennej, obraz przemocy, zwłaszcza w stosunku do kobiet i dzieci na terenach narodowościowych konfliktów.

Zgroza. Wszystko w dobie wysokich, wysublimowanych technologii, w dobie najróżniejszych agend powołanych do obserwacji, mediacji, protestu wobec czynów niegodnych człowieka, istoty myślącej.

Myślącej, koncypującej, zbyt często perfidnie, wyuzdanie, brutalnie bezwzględnie.

Jeszcze raz powrócę do wypowiedzi Andy Rottemberg dla portalu „gazeta.pl”:

– Nie jestem w stanie wyczerpać czy pokazać tego wszystkiego, co wychynęło z tej puszki Pandory, która się otworzyła już w drugiej połowie XIX w. Na pewno I wojna światowa przyspieszyła niektóre procesy i poniekąd przygotowała grunt pod II wojnę. Ja na tej wystawie jedynie wskazuję na nie do końca oczywiste związki między rozmaitymi obszarami, które dotychczas rozpatrywano osobno. Jest to wystawa sztuki, więc nie mogę tu prowadzić naukowego dyskursu, mogę tylko próbować poruszyć wyobraźnię widza. I też nie zawsze się to udaje. Chciałam na przykład zaprosić czeskiego artystę, który powiedziałby o czeskich sterylizacjach, ale się nie udało [w Czechach przymusowe sterylizacje obejmowały mniejszość romską i były dokonywane aż do 2001 roku. – przyp. red. „gazeta.pl”]. Podobnie zabrakło tu wyraźnego głosu z USA, gdzie sterylizację stosowano najwcześniej.

[…] – Żaden szwedzki artysta nie poświęcił temu zjawisku ani jednej pracy – w sensie dostatecznie czytelnym, kontynuuje Anda Rottemberg – wszystko tonie w aluzjach i niedopowiedzeniach! Za to jest wyraźnie widoczne w pracach artystki z Indii, bo tam jest to wciąż żywy problem. Nie wiem, czy ktoś zdaje sobie z tego sprawę, ale do Indii koncepcja sterylizacji przeszła ze Szwecji już po wojnie. Nie chodzi zresztą tylko o sterylizację czy nawet o bardziej drastyczne środki – chodzi o ich uzasadnienie względami higienicznymi. To, co wydarzyło się w Niemczech w latach 30., i to, co później rozlało się na Europę, polegało na przeniesieniu pojęcia ciała z jednostki na naród i rasę. A gdy chodzi o zdrowie narodu, jednostka przestaje się liczyć.

Dziś nie używa się pojęcia rasy, ale kwestia narodu i jego dobra pozostaje aktualna, a w walce o to dobro nadal szermuje się hasłami z dziedziny higieny. Zakorzenione w niej słownictwo bardzo skutecznie dzieli wiele społeczeństw, antagonizuje rozmaite grupy etniczne, wyznaniowe czy językowe. Dzieje się tak nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Proszę spojrzeć na zjawisko separatyzmów. Po 1989 roku mieliśmy do czynienia z rozpadem dużych organizmów państwowych, np. byłego Związku Radzieckiego czy Jugosławii. A z drugiej strony mamy takie kraje jak Irlandia, Szkocja, Katalonia czy Kraj Basków, które walczą o swoją odrębność polityczną, ale operują pojęciem tożsamości kulturowo-narodowej – religijnej i językowej.

Jest takie powiedzenie: Kto nie protestuje, ten przyzwala.

Każde długotrwałe uporczywe działanie daje efekt kuli śnieżnej. Nie wyłączając obsesji segregacji.

We mnie najmocniej odcisnęła się praca wybitnego japońskiego artysty pracującego w Berlinie, mającego reprezentować Japonię na 56 Biennale Sztuki w Wenecji w 2015 roku, Chiharu Shiota – instalacja z lat 2010/2014 „Dialog z nieobecnością”.

Artysta słynie z mistrzowskiego wypełniania przestrzeni znaczeniami wyczytanymi z realnych, codziennego użytku przedmiotów. Tak jest i w tym przypadku. Na ścianie

biała ślubna sukienka (w tradycji japońskiej to kolor żałoby, a więc mamy i zderzenie kulturowe, warstwowe odczytywanie pracy) opleciona, podłączona pod liczne menzurki prowadzące do niej plątaniną plastykowych żyłek czerwoną ciecz – krew. Dobrą krew, właściwą krew… Nie. Tę krew, która może, choć już nie może przywrócić życie.

Nie kolor oczu stanowi o wartości życia, nie odcień skóry, czy parametry czaszki. Istotą jest myślenie. Powiem dobitnie: higiena myślenia. Nic okrutniejszego nad zionące nienawiścią, jadem, wyspekulowane ideologie zawierające obowiązujący kanon szlachetności. Mogący przecież w określonych okolicznościach diametralnie się przeobrazić.

Grażyna Banaszkiewicz

(zdjęcia autorki)

Postęp i higiena

Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki

Warszawa
pl. Małachowskiego 3
29.11. 2014 – 15.02.2015

Kuratorka: Anda Rottenberg
współpraca: Magdalena Komornicka, Krzysztof Kościuczuk
projekt ekspozycji: Robert Rumas

artyści: Nelly Agassi, Korbinian Aigner, Mirosław Bałka, Yael Bartana, Anna Baumgart, Rafał Bujnowski, Robert Capa, Marek Cecuła, Jan Fabre, Jorge Galindo, Felix Gmelin, Hadassa Goldvicht, Dina Gottliebova-Babbitt, Jos de Gruyter & Harald Thys, Marianne Heske, Erez Israeli, Sonia Khurana, Anna Konik, Zofia Kulik, Zbigniew Libera, Bernard Moreau (Tymek Borowski & Paweł Śliwiński), Ciprian Mureşan, Michael Najjar, Marina Napruszkina, Jean-Gabriel Périot, Krystyna Piotrowska, Agnieszka Polska, Joanna Rajkowska, Gerhard Richter, Hans Richter, Leni Riefenstahl, Aleksander Rodczenko, Wilhelm Sasnal, Ahlam Shibli, Chiharu Shiota, Santiago Sierra, Pablo Sigg, Luc Tuymans, Magnus Wallin, Wadim Zacharow, Zuza Ziółkowska

Wystawie towarzyszy katalog z obszernym materiałem wizualnym i tekstami autorstwa prof. Zygmunta Baumana, prof. Moniki Płatek, prof. Piotra Juszkiewicza, ks. Adama Bonieckiego, dr. Mariusa Turdy oraz kuratorki Andy Rottenberg.


Autor: naturalnie
Naturalnie... dla zdrowo myślących
Omówienie polityki prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak rozpoznawanie Cię po powrocie do naszej witryny i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.