
Organizatorzy XIV-tego Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego dawkują dziennikarzom hickokowskie napięcia!
Zaraz po zakończeniu poznańskich preselekcji zamykających międzynarodową trasę (Bergamo, Londyn, Quebec, Jokohama, Seul, Moskwa, Baku i Bruksela), przewodniczącego jury Maxima Vengerowa, który ostatecznie przesłuchał 138 osób, z czego w Poznaniu 60, tym 47 kandydatów z Polski - na sobotnie południe 22 kwietnia zaproszono nas, dziennikarzy do sali konferencyjnej w Hotelu Mercure.
Wyczuwało się wyraźnie atmosferę oczekiwania na określone deklaracje. W kwestii napięcia zawiedliśmy się. Decyzji nie ogłoszono.
Swoją relację z czterech intensywnych dni poznańskich Maxim Vengerow rozpoczął ciekawą refleksją o „unifikowaniu się” szkół muzycznych i sposobach gry poszczególnych wirtuozów. O ile jeszcze z końcem XX wieku można było wręcz w 100 %, słysząc przez drzwi jednego, drugiego, czy trzeciego pokoju zmagania z instrumentem, określić, że ten solista pochodzi z Rosji, tamten z Polski, a jeszcze inny np. z Japonii. O tyle w XXI wieku, wieku nieprawdopodobnego wprost rozwoju techniki cyfrowej, otwartych niemal wszystkich granic, nie sposób tego określić. Dzisiaj profesor z Rosji uczy w Stanach, we Włoszech, w Kanadzie i w innych krajach, a w swojej klasie ma Chinkę, Niemca, Amerykanina, Szwajcara ... Podobnie inni pedagodzy. Dzisiaj można też bez problemu w internecie odsłuchiwać koncerty, nagrania, znakomite, wielokrotnie przecież czynione, czyszczone ...
Po tej refleksji Maxima Vengerova, zastanawiałam się, nad faktem, że z jednej strony dzisiaj znacznie łatwiej zaistnieć, ale z drugiej strony w nadprodukcji wszelkiej (również w obszarze sztuki !), dużo trudniej obronić swoją osobowość. Zrozumiałam jego decyzję o odroczeniu terminu ogłoszenia swoich rozstrzygnięć.
Jakie nazwiska pojawią się na liście 50. osób dopuszczonych do Konkursu dowiemy się przed 8 maja.
- Chciałbym całą sprawę jeszcze raz przemyśleć – mówił Maxim Vengerov - by znaleźć równowagę pomiędzy racjonalnym, a emocjonalnym podejściem do oceny. Miałem to szczęście, że wszędzie dokąd dotarłem, byłem świadkiem eksplozji wspaniałych talentów. 
(Każdy z kandydatów - dop. GB - musiał zagrać jeden z "Kaprysów" Paganiniego i Wieniawskiego, jedną z części Sonaty Brahmsa i Francka oraz I część Koncertu Skrzypcowego Feliksa Mendelssohna- Bartholdiego. We wszystkich zagranicznych preselekcjach Vengerovowi towarzyszył juror lokalny. W Poznaniu był nim prof. Bartosz Bryła).
- Czeka mnie bardzo trudna decyzja. Najchętniej dopuściłbym do konkursu wszystkich. – kontynuował Vengerov. Zwłaszcza, że ten konkurs ma niezwykłą historię. Jest najstarszym konkursem skrzypcowym na świecie. Bycie w nim zarówno zwycięzcą, finalistą, jak i po prostu uczestnictwo w nim, stanowi udział w swoistej uroczystości. Dla wielu to spełnienie marzeń, często otwarcie drogi w świat. Dla mnie osobiście ważny był mój udział i sukces w konkursie Wieniawskiego w Lublinie. Dziś jestem szczęśliwy, że pielęgnuję jego tradycję.
Na pytanie dziennikarza „Głosu Wielkopolskiego”, czego wymaga od kandydatów chcących przystąpić do konkursu? - Maxim Vengerov wyznał:
-
Sprawdzenia się w ekstremalnych sytuacjach, pokazania się ze wszystkich stron i ujawnienia swojej artystycznej wyobraźni, takiej jaką miał Henryk Wieniawski...
Dalej mówił o poszukiwaniu pełnej, w różnych aspektach, osobowości.
- Dlatego - wyjaśniał - po przesłuchaniach rozmawiałem jeszcze osobiście z każdym z kandydatów. Chciałem wiedzieć nie tylko jak grają, ale jak myślą, jak siebie definiują, co z nich emanuje, czy chłód, który zarysował się w grze, czy wręcz przeciwnie.
Maxim Vengerov (ur. 1974) sam doświadczał konkursowych napięć. Miał 10 lat, gdy przyjechał do Lublina. Zdobył wtedy I nagrodę w Międzynarodowym Konkursie Młodych Skrzypków im. Karola Lipińskiego i Henryka Wieniawskiego w Lublinie, a
15 lat – gdy w 1990 r. zwyciężył w Międzynarodowym Konkursie im. Carla Flescha w Londynie. Poza tym jest pedagogiem, od 2005 r.- profesorem Królewskiej Akademii Muzycznej w Londynie. Wie, jak trudno jest zmagać się z tremą, czy nieobligatoryjnymi innowacjami regulaminowymi ...
Andrzej Wituski, były Prezes Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego, obecnie Dyrektor Międzynarodowych Konkursów podkreślił, iż:
- ... to była rekordowa ilość zgłoszeń w historii konkursu. Zgłosiło się w sumie 170 osób. Część zrezygnowała ze względu na niezwykle trudny i wymagający program, który w lwiej mierze jest dziełem Vengerova. On wielokrotnie powtarzał hasło: Szukamy nowego Wieniawskiego! Żywię nadzieję – mówił Andrzej Wituski - że laureaci tego konkursu będą sławni i będą mogli potem w życiorysie napisać, że mają dyplom podpisany przez Maxima Vengerova.
Zdobywca I nagrody otrzyma 30 tys. euro i złoty medal, II nagrody – 20 tys. euro i srebrny medal, III nagrody - 12 tys. euro i brązowy medal. Jury przyzna trzy wyróżnienia po 5 tys. euro. Maxim Vengerov wybierze ponadto jedną osobę, której będzie następnie - w nagrodę – udzielał lekcji.
Inauguracja XIV-tej edycji Konkursu, przesłuchania i koncert laureatów przebiegać będą w poznańskiej Auli Uniwersytetu Adama Mickiewicza. W trakcie konkursu uczestnicy mają wykonywać utwory m.in. Henryka Wieniawskiego, Jana Sebastiana Bacha i Niccolo Paganiniego. Konkurs potrwa od 8 do 22 października. Został skrócony o jeden dzień ze względu na planowane w Polsce na 23 października br. wybory.
Honorową przewodniczącą – przypomnijmy – będzie w tym roku Ida Hendel, zdobywczyni dwóch nagród na I Konkursie Wieniawskiego w 1935 roku.
Ale na razie czekamy na komunikat o 50 osobach, które dostąpią zaszczytu udziału w XIV- tym Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego. Nie padła bowiem na konferencji odpowiedź nawet na pytanie, czy na preselekcjach zarysowała się jakaś wiodąca osobowość?
Grażyna Banaszkiewicz
(zdjęcia autorki)