Z dwóch rodzajów zła nigdy nie wybierze większego ten, kto może wybrać mniejsze - Platon
Społeczeństwo... »

Ułani, ułani

To co stało się nad Bzurą w dniach 9-22 września 1939 roku po raz kolejny dowiodło, że nawet w najtrudniejszym położeniu, stać nas na aktywność i inicjatywę.

Niemiecki generał Gerd von Runstedt, który znalazł się w tamtych dniach nad Bzurą wspominał, że Niemcy przez następny rok nie napotkali takiego oporu jak w tamtych wrześniowych dniach. Dał przy tym wyraz swemu zaskoczeniu, przyznając jednocześnie, że aż do ofensywy we Francji, Wermacht nie poniósł tak dotkliwych strat podczas jednej bitwy. Nikt nie spodziewał się, że wojska dowodzone przez generała Stanisława Kutszebę, złożone z Armii Poznań i Pomorze, zmiotą z powierzchni ziemi 30 dywizję piechoty i zadadzą dotkliwe straty niemieckiej artylerii. Kunszt generała Kutszeby pozwolił z odwrotu w kierunku Warszawy uczynić skuteczną ofensywę. Choć 8 dywizji piechoty i 4 kawalerii przeciwstawiono wtedy 12 dywizjom pieszym Wermachtu, wspartym 5 dywizjami pancernymi i zmotoryzowanym, dużo nie brakowało, a manewr ten skończyłby się jeszcze dotkliwszymi stratami po stronie Niemiec.

Oczywiście nic nie mogło zrekompensować przewagi wroga pod względem uzbrojenia i zmotoryzowania oddziałów. Warto jednak zwrócić uwagę, że choć na chwilę załamała się – po raz pierwszy w tej wojnie – niepokonana niemiecka taktyka blitzkrigu, zakładająca jednoczesne uderzenie z lądu i powietrza. Armia generała Kutszeby – jako jedyna – dysponowała wówczas lotnictwem rozpoznawczym, myśliwskim i bombowym. Zapomina się również o tym, że Polacy dysponowali – szczupłym co prawda – wyposażeniem przeciwpancernym. Jakże mało mówi się dziś choćby o tym, że polskie chałbicę polowe były najlepszymi na świecie w swojej klasie i z łatwością przebijały pancerze czołgów panzerkampfwagen II, będących na wyposażeniu niemieckich jednostek pancernych. Niemiecka przewaga technologiczna i liczebna sprawiła, że bitwa nad Bzurą nie mogła odwrócić losów wojny. Dała jednak tak potrzebne wówczas wsparcie moralne, okupione niestety stratami 120 000 zabitych i 200 000 jeńców wziętych do niewoli.

Dobrze stało się, że władze Sochaczewa po raz kolejny postarały się, aby pamięc o tej wielkiej bitwie nie zaginęła. Nad brzegami Bzury zorganizowano rekonstrukcję tej bitwy. Dzięki zaangażowaniu kilkuset ochotników z grup rekonstrukcyjnych, odtworzono w miniaturze pole bitwy. Zadbano przy tym o odpowiednią ilość efektów pirotechnicznych, co dodawało spektaklowi autentyczności.

Tego typu rekonstrukcje są wspaniała lekcją historii. Precyzyjnie wyreżyserowane i kompetentnie komentowane widowisko sprawiło, że uczestnicy choć przez chwile mogli poczuć się, jak żołnierze sprzed lat. Cieszy, że organizatorzy starają się obalić wiele mitów o polskiej armii 1939 roku, jak choćby ten ukazujący polskiego ułana szarżującego konno z szablą przeciw czołgom. W rzeczywistości kawaleria używała swoich koni do szybkiego przemieszczania się na pole bitwy, a większość działań bojowych wykonywała z pozycji piechura. Atrakcyjnie wyglądające szarże ułańskie, zaliczyć możemy raczej do spektakularnych pokazów, niż do codziennej praktyki bojowej.

Warto wspomnieć również o pięknym zaangażowaniu grup rekonstrukcyjnych, które z zamiłowania do historii, niedotowane zazwyczaj przez nikogo, odtworzyły muindury, wyposażenie i pojazdy z tamtych lat. Istnieją one dzięki pasji konkretnych ludzi, dla których historia, to nie tylko podręcznikowe fakty i daty, ale konkretni ludzie z krwi i kości.

 

 Zdjęcia z rekonstrukcji bitwy - Galeria

 

Katarzyna Preiss

02.10.2007.