
Nigdy bym nie przypuszczał, że zwykła bajka dla dzieci może rozpętać taką medialną burzę i to nie tylko w prasie krajowej, ale również zagranicznej. W gruncie rzeczy nie chodzi o bajkę, ale o niefortunną wypowiedź Rzecznika Praw Dziecka, Ewy Sowińskiej.
Przyznać trzeba, że Teletubisie, to dziwna bajka. Nie słyszałem, aby w przypadku jakiejkolwiek innej bajki przeprowadzono zakrojone na tak szeroką skalę badania psychologiczne, które miały miejsce przed jej wyprodukowaniem. Chodziło w nich o zbadanie wpływu na odbiorców.
Pracowałem natomiast w przedszkolu i z całym przekonaniem stwierdzam, że przedszkolak nie zna pojęcia homoseksualizm. Więcej, podczas rozmów z przedszkolakami o rodzinie, przedszkolaki jednogłośnie twierdziły, że prawdziwa rodzina składa się z mamy i taty. Widać zatem jasno, że przedszkolaki są obok przedstawicieli Kościoła jedyną chyba grupą społeczną, która jest absolutnie nietolerancyjna czyli jak stwierdziłyby media zachodnie homofobiczna.
Warto jednak przy okazji wspomnieć, że pani Sowińska ma na już swoim koncie kilka szalonych pomysłów, które jednoznacznie zdradzają, jaką partię reprezentuje. Mimo, że w latach 1977-1980 należała do PZPR, to bez trudu po roku od 2003 roku stała się aktywną działaczką... ruchu katolicko-narodowego, aby rok później zapisać się do LPR-u. Już w 2006 roku wpadła na pomysł, aby rejestrować w urzędzie każdy związek nieformalny, objawiający się wspólnym zamieszkaniem przed ślubem na okres dłuższy niż 3 miesiące. Rok później wpadła na pomysł, aby wykonać listę zawodów, której nie mogliby wykonywać homoseksualiści. Rozumiem, że w ankiecie personalnej, którą wypełniałem, zgłaszając się do pracy w szkole, musiałoby pojawić się pytanie o moją orientację seksualną. Najbardziej jednak niedorzeczna była prośba, wysłana na ręce Benedykta XVI na oryginalnym listowniku Rzecznika Praw Dziecka w obronie abpa Wielgusa. Wielu wtedy pytało, czy pani rzecznik nie przekroczyła swoich kompetencji.
Bez wątpienia, sprawę rzekomej promocji homoseksualizmu przez Teletubisie, rozdmuchały media. Nie tylko sama Sowińska, ale również media goniące za sensacją winne są sytuacji w której Polska została ośmieszona, nawet w takich krajach jak Malezja czy Nowa Zelandia. Warto jednak zapytać, czy w obliczu tak wielu problemów, które przeżywają dzieci, jak choćby molestowanie seksualne czy maltretowanie, którym poddawane są dzieci nie tylko w swoich rodzinach, ale również przez swoich rówieśników, rzecznik Praw Dziecka zajmuje się tak niedorzecznymi sprawami, jak obrona takiego czy innego arcybiskupa czy omawianiem jednej z wielu bajek.
Powiązywanie bajek z seksualnością człowieka nie jest tylko domeną Sowińskiej. Również Freud, któremu niemal wszystko kojarzyło się z seksem, próbował w swoich teoriach udowodnić, że dziecięce bajki niosą ze sobą jakiś ładunek seksualny. Dziś, te niedorzeczne teorie, powróciły przy okazji Teletubisiów. Patrząc na problem „po freudowsku” aż strach pomyśleć, jakie to seksualne wartości promuje Bolek i Lolek, kiedy obaj koledzy śpią w jednym namiocie, czy królewna Śnieżka i aż siedmiu krasnoludków. Blady strach ogarnia każdego, kto choć raz oglądał ze swoimi dziećmi Smerfy. Jak wiadomo opowiada ona o 99 mieszkańcach wioski i tylko jednej smerfetce. Nawiasem mówiąc, kręgi związane z poglądami, jakie reprezentuje pani rzecznik, próbowały swego czasu udowodnić, że bajka ta w ukryty sposób odwołuje się do masonerii, promując w ten sposób już u najmłodszych wartości wolnomularskie. Na szczęście najmłodsi nic sobie nie robią z tych dywagacji i z takimi samymi wypiekami na twarzy śledzą zmagania małych niebieskich stworków ze złowieszczym Gargamelem. Gdy tak na to wszystko patrzę, to dochodzę do wniosku, że w tych wszystkich gorących dyskusjach, to dorośli są dużo bardziej dziecinni niż dzieci. Może więc warto byłoby, aby na Dzień Dziecka zrobili sobie bardzo wartościowy prezent i choćby na ten jeden dzień w roku stali się na prawdę dorośli.
Piotr Chudziński
01.06.2007.