Z dwóch rodzajów zła nigdy nie wybierze większego ten, kto może wybrać mniejsze - Platon
Społeczeństwo... »

Fenomen pocałunku-II

Drukuj

 

Pocałunek na ekranie

Pierwszy zarejestrowany kamerą (wytwórnia Edison Company) pocałunek filmowych bohaterów odbył się w końcu XIX wieku. Tego, jak się okazało później szokującego i skandalicznego, czynu dokonali aktorzy May Irvin i John C. Rice (całus „w rejonie” między nosem a kącikiem ust bohaterki). Publiczność była zachwycona, natomiast strażnicy moralności wstrząśnięci: księża grzmieli z ambon, feministki organizowały protesty. Pocałunek wycięto, ale i tak za dodatkowe centy tę właśnie scenę można było obejrzeć w projektorach-automatach Edisona. 40 lat później powstała Komisja Haysa, której zadaniem było przestrzeganie obyczajności: szczęk cenzorskich nożyc słychać było często. Według kodeksu „moralności” filmowej nie wolno było się całować w pozycji horyzontalnej a czas całusa mierzony był ze... stoperem w ręce. Filmowi małżonkowie musieli spać w oddzielnych sypialniach a jeśli już dwie osoby płci przeciwnej znalazły się w łóżku to przynajmniej jedna ze stóp musiała dotykać podłogi! Reżyserzy takie i inne zakazy omijali w różny sposób, np. kazali swoim bohaterom całować się krótko ale namiętnie. Z tamtych dość dawnych zakazów nie ma co się śmiać, bo w krajach azjatyckich i muzułmańskich te i inne filmowe (a i w życiu codziennym) obostrzenia funkcjonują do dziś. Jako ciekawostkę odnotujmy, że w 1926 roku w Japonii wycięto aż 800 tysięcy scen z pocałunkami, które potraktowano jako nieskromne i... niezdrowe. Z kolei w indyjskich filmach pocałunków nie było, bo uważano je za obcy obyczaj. Dopiero w 1977 roku była miss Azji aktorka Zeena Aman i superprzystojny Shashi Kapoor zetknęli swoje usta na ekranie. W Egipcie pierwszy filmowy muzułmański pocałunek zarejestrowano wcześniej, bo w 1950 roku.

Filmowe pocałunki to nie taka prosta sprawa, potrzeba odpowiedniej techniki (dosłownie i w przenośni). Opanował ją perfekcyjnie Clark Gable – nie trzeba było pokazywać samego złączenia ust, bo wystarczyło sfilmowanie jego uścisku i układu ciała, aby wywołać odpowiednie u widza wrażenie. Inna rzecz, że tenże amant anyżkiem ponoć nie pachniał a aktorki, które grały z nim w ówczesnych erotycznych scenach męczyły się srodze. A jednak zapewne do historii filmowych pocałunków przeszedł ten z „Przeminęło z wiatrem”...

Takich „historycznych” pocałunków znawcy kinematografii znają wiele. W „Symfonii zmysłów” Greta Garbo i John Gilbert tak się wczuli w pocałunkową scenę, że zapomnieli o obecności kamer. Widać z tego, że Garbo lubiła... czosnek, bo zajadał się nim Gilbert. Najdłuższy celuloidowy całus (55 sekund!) złożyli na swoich ustach Steve McQueen i Faye Dunaway w filmie „Sprawa Thomasa Crowna”. Natomiast za najniebezpieczniejszy pocałunek w historii filmu uznano ten ze sceny w serialu „Dynastia” kiedy Linda Evans całuje się z Rockiem Hudsonem. Jak się okazało aktor był już wówczas chory na AIDS...

Były też w historii kinematografii pocałunki kontrowersyjne: W 1922 r. w filmie „Zabójstwo” całują się dwaj mężczyźni, podobnie jak w nagrodzonym trzema Oscarami dramacie amerykańskim ,,Tajemnica Brokeback Mountain” z 2005 r. (pod protestem przeciwko nominacjom do Oscarów dla tego obrazu podpisało się 60 tys. osób!). W 1930 roku w filmie „Maroko” Marlena Dietrich ubrana w biały męski garnitur składa pocałunek na ustach kobiety. W tamtych odległych czasach zakazane były też pocałunki między przedstawicielami różnych ras...

Ze scen miłosnych dawno już zdjęto woal a aktorzy od ponad 40 lat wymieniają na planie filmowym prawdziwe pocałunki, całując się namiętnie nie tylko w usta. Tymczasem ilość „muśnięć warg” raptownie w filmach się zmniejszyła! Obliczono, że niegdyś widzowie mogli w ciągu roku obejrzeć na ekranie pół miliona „buziaków”, teraz zaledwie 3 tysiące. Za to mogą napatrzeć się do woli na wszelakie splątanie ciał filmowych kochanków. Bez woalu...

Całuj mnie, nie żałuj!

Sucho, mokro, kąsająco... Wspaniały pocałunek motyla (ust nie trzeba), miłosne splątanie języków...

Obrazoburczy (dla niektórych) pocałunek księdza i zakonnicy z reklamy Bennettona. Całusy polityczne mężów stanu. Ach, jak pięknie całowali się pierwsi sekretarze partii robotniczych, wręcz wpijali się w siebie ustami – vide najsłynniejszy pocałunek polityczny Leonida Breżniewa i Ericha Honeckera – jak to mówiono „na niedźwiedzia”, z obłapianiem serdecznym. Cmok-nonsensy jak całowanie spracowanych (a często pewnie i niedomytych) rąk przodownic pracy.

Obliczono, że chętnie całuje się co drugi człowiek na kuli ziemskiej. Całując się tracimy 12 kalorii skutek uruchomienia 12 mięśni warg a przy „francuskim” dodatkowo 17 mięśni języka. Niestety, przy okazji wymienia się od 28 do 278 tysięcy bakterii: mononukleozę nazwano chorobą z pocałunków (powodujący ja wirus znajduje się w ślinie).

Mimo wszystko, pocałunek pozostaje fenomenem. Towarzyszą mu np. wyładowania elektryczne, wątroba musi dostarczyć dodatkowej energii w postaci glikogenu. Długi pocałunek wpływa doskonale na kondycję psychiczną przed jazdą samochodem.

Zatem – całujmy się. W metrze i w swetrze (lub bez), w zimie i lecie, w Lublinie i Koninie.

Nie żałuj mnie, tylko całuj...


Ewa Kłodzińska

Zdjęcia: Joanna Staniszewska