
Na szczęście mają oni swojego rzecznika, który pragnie uregulować każdą część ich młodego życia. Nareszcie nikt nie będzie musiał zastanawiać się, czy to już „ten” czas, czy jeszcze nie. Pani Rzecznik zrobi to za nich. Trzeba wreszcie solidniej wykorzystywać aspekt wychowawczy prawa. Skoro wychowanie nie spełnia swojej roli, to do akcji wkracza dzielna Pani Rzecznik ze swoim apelem. Gdyby jej marzenie się spełniło, to każdy, kto doprowadzałby do czynności seksualnej osobę poniżej osiemnastego roku życia, podlegałby karze. I to pojawia się problem. Zastanawiam się, czy to siedemnastoletnia dziewczyna do owej czynności doprowadza swojego kolegę, czy też on ją. Trudno to stwierdzić, patrząc na zachowanie nastolatków. Nasuwa się tu kilka wniosków.
Po pierwsze gdy byłyby wątpliwości, odpowiadać powinni oboje.
Po drugie, przed przystąpieniem do stosunku zaleca się, aby osoby w nim uczestniczące wylegitymowały się ważnym dowodem osobistym
Po trzecie warto rozszerzyć ten zakaz. Dobrze, gdyby obejmował on osoby po ślubie. A przynajmniej po dwudziestym pierwszym roku życia. Wtedy to mamy pewność, że współżycie podejmowane jest odpowiedzialnie. Bo cóż osiemnastolatek może wiedzieć o życiu? A tak stateczny student spędzający czas na poszukiwaniu wiedzy, czy w pocie czoła pracujący młody człowiek (a choćby i w Irlandii) ma przecież prawo okazać uczucie swojej „drugiej połowie”. A tym, którzy mają tego pecha, że zakochają się przed osiemnastym rokiem życia, pozostaje jedynie „buzi, buzi”, do domku i - po dobranocce (ewentualnie po „Wiadomościach”) - do łóżeczka. Oto rodzice dostaną od Pani Rzecznik potężny oręż w postaci ustawowych zmian. Jak zatem zabraknie im argumentów, to ojciec rodziny wyciągnie z szuflady stosowną ustawę, aby pomachać nią przed nosem niezdyscyplinowanemu małolacie.
Ktoś tu chyba przecenia wartość wychowawczą prawa.
Przemysław Figiel
28.03.2008.