Refleksyjnie... »

Uczta koneserów, uczta smakoszy...(I)

Drukuj
 

Prix Goncourt 2009

Słynni bracia

Cofnijmy się do drugiej połowy XIX wieku kiedy w literaturze dokonywała się prawdziwa rewolucja. Przywołajmy takie hasła jak realizm, naturalizm i takie nazwiska jak Flaubert, Zola, Maupassant - aby spotkać się też z braćmi-literatami Edmondem i Julesem de Goncourt. Dla historii literatury są to postacie znaczące, bo ich poczynania były niezwykle radykalne i nowatorskie. Otóż bracia-literaci doszli do wniosku, że celem nowoczesnej (wówczas) sztuki literaturackiej winno być obrazowanie ,,prawdziwego życia’’ i to na podstawie skrupulatnie zbieranej dokumentacji, także ,,z natury’’, z bezpośredniej obserwacji. Goncourtów interesowały niezwykłe, wręcz patologiczne przypadki (powieść ,,Herminia Lacerteux’’ to studium histerii) a ich opis realizowali impresjonistycznie, poprzez ewokowanie wrażeń wraz z - w obszarze językowym - łamaniem logicznych elementów składni, przy użyciu śmiałych neologizmów i robieniem świadomych ,,błędów’’.

Na mocy testamentu braci Goncourtów, ogłoszonego w 1898 r., ustanowiono nagrodę, przyznawaną przez 10 wybieranych dożywotnio członków Akademii Goncourt. Po raz pierwszy została wręczona 21 grudnia 1903 r.

Tortem w jurora

Mówi się, że ponad stuletnia historia nagrody mieści w sobie emocje francuskiej literatury XX, no i już też XXI wieku. I nie chodzi tu tylko o walory nagradzanych utworów prozatorskich, ale i o emocje wokół wyboru ,,najlepszych’’ książek. W tym momencie należy wpleść wątek... kulinarny. Otóż zwyczajem francuskich pisarzy XIX stulecia stało się, aby swoje literackie dyskusje wieść przy biesiadnym stole, bo literatura we Francji ma takie samo znaczenie jak... przyjemności podniebienia. Stąd też wiele restauracji i kawiarń gości jurorów rozmaitych konkursów literackich (np. na najlepszą powieść szpiegowską - jurorzy występują w maskach !). Być może jako pierwszy ten zwyczaj wprowadził Emil Zola, który swoją ,,szkołę naturalistów’’ zasygnalizował podczas obiadu (1877 r.) w paryskiej restauracji Trappa. Przy stole zasiadł wówczas także Edmond Goncourt.

Nie inaczej postępują jurorzy Akademii Goncourtów - obradują w paryskiej restauracji Druant (adres : w samym sercu Paryża na Placu Gaillon), jedząc i pijąc na koszt restauratora, płacąc mu jedynie napiwki.

Ta sceneria, pachnąca wykwintnymi daniami, tłumaczy wiele... smakowitych a skandalizujących epizodów, towarzyszących wyborom najlepszych powieści. Tort rozgnieciony na twarzy jurora, nie lubiany a nagrodzony pisarz wysmarowany keczupem. Historia Prix Goncourt odnotowała też czy to wypowiedzi wzburzonych ostatecznym werdyktem Akademików: ,,Nasza jadalnia nie jest niczym innym, jak kuchnią’’, czy to manifestacje na werdykty ,,zapadające przy jedzeniu’’. 41 lat temu drzwiami restauracji trzasnął Louis Aragon, nie zgadzając się z ,,kanibalizmem’’ swoich kolegów-jurorów. Owe kulinarne epitety są też często wykorzystywane w tytułach artykułów prasowych towarzyszących Prix Goncourt. Ot, choćby: ,,Grasset (jedno z wydawnictw - dop. E.K.) tłusto nagrodzony’’.

Wybór 2009 roku

Ale oto mamy już najnowszy wybór poczyniony przez jurorów Prix Goncourt. Uznali oni, że nagrodę.za najlepszą powieść otrzymuje piękna ciemnolica 42-letnia Maria Ndiaje, córka francusko-senegalskiego małżeństwa, za powieść ,,Trois Femmes puissantes’’ (Trzy silne kobiety), opowiadająca o losach trzech Afrykanek. Czy i do tego wyboru pasować będą słowa jednego z jurorów z 1906 roku, który stwierdził wówczas ,,Do chwili obecnej nie przyznaliśmy nagród, które powinniśmy przyznać’’ ?

Tegoroczna laureatka jest feministką, wydała do tej pory 20 książek a debiutowała w wieku 18 lat!

Jurorzy wyboru dokonali już w pierwszej turze wewnętrznego głosowania. Jest to rzecz dość niezwykła. Dwa lata temu Prix Goncourt otrzymał Jean Christophe Rufin za powieść ,,Rouge Brésil’’, ale dopiero po... sześciu turach głosowania!

10 euro nagrody

Nagroda Goncourtów jest symboliczna - to czek (najczęściej nie odbierany) opiewający na 10 euro. Za chwilę jednak ruszą dodruki i to one przyniosą zyski i wydawcy, i autorowi.

Bo Prix Goncourt to nagroda prestiżowa, uważana za drugą po literackim Noblu a czerwona opaska z napisem Prix Goncourt na książce jest dla snobistycznych Francuzów sygnałem, że tę powieść trzeba mieć w swojej bibliotece. Nawet jeśli przez wiele miesięcy od wydania powieści nikt nie zwracał na nią uwagi to teraz każdy chce ją kupić. Sprzedaż nagrodzonych Goncourtem książek waha się od 100 tysięcy do pół miliona egzemplarzy. Bywało i tak, że sprzedawano w nakładach milionowych(!), jak. ,,Dolę człowieka’’ André Malraux - 4 miliony egzemplarzy. Autor od każdej sprzedanej książki otrzymuje 10 franków. Nagroda ma więc jednak wymiar finansowy, ale - kto wie - czy nie najważniejsza jest popularność jakiej zaczyna doznawać uhonorowany autor, często wcześniej nie doceniany. Tak stało się z Marcelem Proustem, którego dostrzeżono dopiero wówczas gdy jego ,,W cieniu zakwitających dziewcząt’’ otrzymało Prix Goncourt. Proust został otoczony podziwem i uwielbieniem a wszystko razem dało być może asumpt do powstania wielkiego cyklu ,,W poszukiwaniu straconego czasu’’.


Ewa Kłodzińska