Pierwszy maj nierozłącznie kojarzy nam się z pochodem. PRL zrobił z tego dnia jeszcze jedną okazję do ukazywania zdobyczy socjalizmu jak również piętnowania zagrożeń nieustannie wiszących nad „jedynym słusznym systemem”. Jednak sama historia tego dnia jest ciekawa i warta wspomnienia.
Czterdzieści lat temu – 4 kwietnia 1968 roku w hotelu w Memphis został zamordowany Martin Luther King. Przez swoje niespełna czterdzieści lat życia stał się jednym z najwybitniejszych działaczy na rzecz zniesienia segregacji rasowej. Ameryka i świat nie byłyby takie same, gdyby nie postać tego charyzmatycznego człowieka. Walka o pełnię obywatelskich swobód, którą dziś szczyci się USA, rozpoczęła się staraniem o uzyskanie praw wyborczych przez kobiety w latach trzydziestych. Kolejnym etapem pozyskiwania świadomości obywatelskiej stała się działalność baptystycznego pastora.
Wreszcie wyremontowano stare dobre rządowe Tupolewy. Po ostatnich kłopotach prezydenta z łącznością zamontowano na pokładzie jednego z nich telefon satelitarny.
W średniowieczu nazywany był po prostu obżarstwem. Po wielu tygodniach postu trzeba było wreszcie odbić pustemu żołądkowi. Dziś język nieco złagodniał, więc i określenie tego ostatniego w tym cyklu grzechu jest nieco łagodniejsze...
Zazwyczaj ludzie nazywają je grzechem. Jednak słowo grzech wiąże się z religią od której niektórzy chcą się uwolnić. Jednak nawet jeśli uda nam się wypisać – formalnie lub nie – z Kościoła czy innej religijnej organizacji, to jednak problem pozostaje.