
Zakola Dunaju podziwiane są przez wielu turystów. Jednak podziwiać można je nie tylko w Austrii, ale również na Węgrzech. W Esztergomiu warto być nie tylko wtedy, gdy jest się katolikiem.
To właśnie tutaj w Boże Narodzenie roku 1000 król Stefan I przyjął chrzest i koronował się na króla. To wydarzenie – podobnie jak w Polsce – zapoczątkowało rozwój węgierskiej państwowości. Położony malowniczo – na wzgórzu – Esztergom stał się centrum katolicyzmu i byłoby tak nieprzerwanie, gdyby nie najazd Mongołów i wielowiekowe panowanie Turków nad tym miastem. W okresie komunizmu miejscowa bazylika – w przeciwieństwie do innych kościołów – otaczana była opieką. Miejscowi mówią, że to dlatego, że bardzo spodobała się żonie Nikity Chruszczowa. Jak widać czasem dobrze, gdy jakiś zatwardziały, komunistyczny beton zwiąże się z choć odrobinę otwartą na sztukę kobietą.
Bazylika Esztergomska jest piątym co do wielkości kościołem na świecie, więc choćby z tego względu zasługuje na zwiedzanie. Jest przy tym położona na wzgórzu, co dodaje jej malowniczości. Nie można również ominąć krypty w której wśród wielu dostojników kościoła spoczywa m.in. symbol oporu przeciw komunizmowi – kardynał Jozsef Midszenty. W wielu miejscach jego życiorys przypomina postać kardynała Stefana Wyszyńskiego. Po interwencji ZSRR na Węgrzech w roku 1956 – przez 15 lat pozostawał w ambasadzie amerykańskiej, stając się symbolem oporu i dążenia do wolności. Na skutek zabiegów komunistów, nie mógł spocząć na węgierskiej ziemi. Został pochowany w sanktuarium Mariazell. Sprowadzenie jego zwłok w lipcu 1991 roku na Esztergomskie wzgórze stało się wielkim narodowym świętem.
Po wizycie w krypcie warto wdrapać się na dzwonnicę. Wysiłek zostanie nagrodzony bajecznym widokiem, który na długo pozostaje w pamięci. Warto również zajrzeć do skarbca w którym przechowuje się duża kolekcję kościelnych paramentów: pastorałów, kielichów itp. Nie można również ominąć muzeum zamkowego.
Do Esztergomia można dojechać dość szybko, zwłaszcza z południa Polski. Znajduje się on bowiem na granicy ze Słowacją. Myślę, że weekendowy wypad w te okolice, pozwoli spokojnie wypocząć z dala od zgiełku Balatonu.
Piotr Chudziński
30.08.2007.