Żeby przyrządzić kurczaka à la tabakhà, trzeba mieć...
... dwie szczelnie do siebie przylegające brzegami, duże i głębokie patelnie z grubej gliny. Jest jeszcze potrzebny kominek lub jakieś palenisko, w którym można rozgrzać te patelnie do czerwoności, aż zaczną świecić...
Dalszy ciąg przepisu na stronicach książki, na którą składają się prawdziwe, jakkolwiek chwilami wydające się wręcz nieprawdopodobne, historie z życia autorki, Heleny Amiradżibi i jej bliskich, historie sięgające 1932 roku, kiedy to w Gruzji zaczęły się masowe wywózki inteligencji na północ. Wywózki trwające do 1941 roku. Na ten okres przypadło wczesne dzieciństwo pani Heleny, która przyznaje na obwolucie książki, iż mało kto w Gruzji pochwala to, co ona spisała. Nawet – mówi szczerze – jej brat nie zgadza się z nią w wielu przypadkach, ale – dodaje – takie są jej wspomnienia.
Jakie?
Ot choćby ta opowieść o Ławrientiju Berii* i jego matce:
- ..., matka Berii mieszkała niedaleko nas. Myśmy ją widywali, gdy szła na bosaka do cerkwi. Co niedziela: ciap, ciap – zasuwała do cerkwi na drugi koniec miasta. Na mszę za duszę syna. Była bardzo religijna. Przychodził do niej pop. [...] Na pewno go prosiła, żeby się modlił za jej syna. Musiała mieć świadomość, że on jest złym człowiekiem, bo gdy przychodziła w niedzielę do cerkwi, już tam stali ludzie z małymi dziećmi na ręku. Rzucali się do niej, błagając, żeby ona była matką chrzestną malucha. Takim dzieciom nic potem nie groziło. Nie mogli ich aresztować, bo ona łapała za telefon i mówiła: „To jest mój chrześniak, wypuścić go natychmiast”. Beria kochał matkę. Miał też głuchoniemą siostrę. Na każde święta – Bożego Narodzenia czy Wielkanocy – musiał być w domu . Zjeść z nimi obiad. Był bardzo obowiązkowy. Kochał bliźnich. Ale lubił też połamać komuś kosteczki, obciąć ucho...
Jest w tej książce życie codzienne powojennej Gruzji. Jest wiele ludzkich tragedii. Nie ma jednak patosu. Narracja jest wartka, „zaprawiana” gęsto anegdotą, budzącymi zaciekawienie, orientalnymi niekiedy, zdjęciami z rodzinnego albumu oraz, no właśnie – to znakomity pomysł „montażowy”, że nie bez powodu użyję tego filmowego określenia ! – „zaprawiana” przepisami z oryginalnej gruzińskiej kuchni z tamtego właśnie okresu, przepisami m.in. na tołmę, czurczcheły czycheli-phaphę...
A dlaczego użyłam sformułowania „montażowy” pomysł na książkę?
Autorka, prywatnie jest żoną Jerzego Stefana Stawińskiego, prozaika, scenarzysty i reżysera filmów fabularnych, autora scenariuszy radiowych.
I coś z właśnie z filmowego obrazowania znalazło się w tej książce, napisanej, bo – w rozmowie prowadzonej z Haliną Amiradżibi-Stawińską przez Jacka Szczerbę zamiast wstępu do publikacji – czytam:
- Nie od razu to zapisałam. Najpierw opowiadałam mojemu mężowi [...] Myślałam, że on o tym napisze [...] Opowiadałam przez całe dni, tak jak Szeherezada, żeby ode mnie nie uciekł, żeby chciał wiedzieć usłyszeć, co było dalej...
Co jest dalej? Warto wglądnąć w „Książkę antykucharską”. Wspomnienia bywają fascynujące.
Grażyna Banaszkiewicz
Helena Amiradżibi
„Książka antykucharska”
Wydawnictwo Trio
Warszawa 2007
* Ławrientij Pawłowicz Beria – radziecki działacz komunistyczny, który był w znacznym stopniu odpowiedzialny za „wielkie czystki” okresu stalinowskiego, jeden z głównych wykonawców zbrodni stalinowskich. Bezpośrednio odpowiedzialny na mord polskich oficerów w Katyniu. Po śmierci Stalina został usunięty ze stanowiska i zgładzony przez jego następców.