

Dosyć tej wojny?
Można by przytoczyć fragmenty (a najlepiej - całość!) wiersza Wisławy Szymborskiej o nienawiści. ,,Spójrzcie, jak wciąż sprawna,/Jak dobrze się trzyma/w naszym stuleciu nienawiść(...) - tak ten utwór z 1992 r. się zaczyna. ,,Jak musi poczekać, poczeka.(...)/śmiało patrzy w przyszłość/-ona jedna.” a tak się kończy...
Nie ma jak pompa!
4 lipca 2010 roku wybraliśmy nowego prezydenta - Bronisława Komorowskiego. Już go trochę poznaliśmy - i jako marszałka Sejmu, i po 10 kwietnia jako pełniącego obowiązki głowy państwa. Oficjalne urzędowanie zaczyna w atmosferze wielce mu nieprzychylnej, sprowokowanej przez insynuacje kontrkandydata do urzędu i jego wielbicieli. Mieliśmy prawie satyryczne skecze, że wybory sfałszowano, że kratka przy nazwisku Komorowskiego była nieco większa niż przy nazwisko Kaczyńskiego. I tylko dlatego tamten wygrał. Bo ciemny lud dał się zasugerować...
A potem w słowach przysięgi prezydent przejęzyczył jedno słowo. Więc przeciwnicy (którzy przecież stali po tej samej stronie barykady, walcząc o polską demokrację) w krzyk: -Odwołać, powtórzyć wybory...
Później mieliśmy jeszcze większe widowisko. Aż chciałoby się powtórzyć, to co szeptał niewolnik, stojący na wozie za zwycięskim wodzem w starożytnym Rzymie: ,,Pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem”. Otóż, po raz pierwszy byliśmy świadkami powierzania prezydentowi rozmaitych godności związanych z tym urzędem. Ależ mieliśmy przedstawienie, nazwane przez niektórych ,,bizantyjskim”! Otwierane drzwi w amfiladzie przed kroczącym dostojnie wybrańcem 52,01 procent spośród 55,31 procent Polaków, którzy w ogóle pofatygowali się w II turze wyborów prezydenckich do urn. Co rusz rozbrzmiewały fanfary, był fotel niczym tron i tylko korony oraz jabłka brakowało a byłby król jak malowany! Wstawał, siadał, przyklękał, całował a to szablę, a to sztandar. I tak naród się dowiedział, że mamy teraz nie tylko prezydenta, ale i m.in. kawalera Orderu Orła Białego, Wielkiego Mistrza Orderu i przewodniczącego jego Kapituły.
Tak jak pompatycznie pochowaliśmy prezydenta Kaczyńskiego, tak z pompą rozpoczęła się prezydentura Bronisława Komorowskiego.
Tragiczny los
W historii minionego roku tragicznie zapisują się jeszcze dwie daty. 26 września na obwodnicy Berlina, autostradzie A10 dochodzi do wypadku polskiego autokaru, wiozącego do kraju turystów z wypoczynku w Hiszpanii. Ginie 13 osób, 29 jest rannych.
12 października pod Nowym Miastem nad Pilicą dochodzi do katastrofy busu, wiozącego 18 osób z gminy Drzewica na zbiór jabłek. Mgła i wyłaniający się z niej tir nie dał szansy pasażerom. Wszyscy zginęli.
Wspólnota odświętna?
Rok 2010 pokazał, że potrafimy się łączyć w bólu, podać rękę potrzebującemu. Jesteśmy jednak tylko ,,wspólnotą odświętną”. Bo na co dzień, gdy minie największa trauma stajemy się znowu kłótliwi, podzieleni nawet stojąc pod tym samym krzyżem. Rok 2010 pokazał, że nie umiemy uczynić znaku pokoju. W tamtym roku wszystko się nam poplątało. Egzaltacja z empatią. Patriotyzm z nienawiścią. Skapaliśmy się w patosie i histerii.
Trwamy ciągle w chocholim tańcu, wolimy jak ten Jasiek z ,,Wesela” czapkę z pawich piór niż złoty róg. Ostał nam się ino sznur?
I, któż wie, może to jest naszą największą tragedią minionego roku...
Szczęśliwego nowego roku...
Znowu na sylwestrowych estradach 2011 roku oglądam prezenterów w futrach, czapkach, rękawicach. Ależ przecież ja już to widziałam, to już było! Ach, tak - rok temu. Nie wiedzieliśmy wówczas ile razy flagę narodową ubierzemy w kir, nie podejrzewaliśmy nawet, że dokuczliwa aura na progu 2010 roku to tylko wręcz delikatna przygrywka do danse macabre w kolejnych miesiącach.
I dopiero teraz, uświadomiwszy sobie tę mroźną ,,powtórkę”, zaczęłam się bać nowego roku...
Ewa Kłodzińska