
Lektura tych słów może być owocna pod kilkoma warunkami. Materia jest delikatna, dlatego ośmielam się na taki właśnie wstęp...
Po pierwsze- nie chodzi o pisanie 'ad personam' (pomimo wielu trudnych doświadczeń i obietnicami bez pokrycia - z Urzędnikami z Gminy , gdzie przyszło mi pracować).
Po drugie - nie chodzi o tanie i łatwe uogólnianie, w myśl którego "skoro jeden urzędnik nie wypełnia dobrze swej misji to znaczyć musi, że wszyscy są źli..."
Po trzecie - nie chodzi o krytykę destrukcyjną (a taka jest najprostsza i prymitywna), ale o konstruktywną tzn. taką, która może przynieść pozytywne zmiany nie łamiąc praw człowieka, a szczególnie prawa do dobrego imienia. Takie podejście wydaje się być sensownym, ponieważ zakłada pewne zrozumienie sytuacji, w której znajduje się często i urzędnik.
By mądrość bycia zdobyć trzeba powracać do korzeni. W "Słowniku wyrazów obcych" pod hasłem 'minister' (czyli "wysoki urzędnik państwowy") odnaleźć można odwołanie do - cytuję "z łac. minister 'pomocnik', dosł. 'mniejszy, mniej ważny z dwu'.(Słownik wyrazów obcych. Wydanie nowe, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995, str.726.). Łaciński czasownik 'ministro' znaczy: "posługiwać, służyć, kierować, wykonywać, opatrywać" (Słownik łacińsko-polski. PWN, Warszawa 1986, str. 310).
Urzędnik - to nie tylko - ten 'wysoki' - prezydent, radny, wójt, poseł, ale każdy człowiek pracujący w urzędzie. Jak widać - wracając do do źródeł językowych - urzędnik, to ta osoba, która ma nie tylko kierować, piastować urząd, ale służyć. Mało modne słowo, ale trzeba o tym mówic, pisać, przypominać. Nie znam (nie wiem też, czy były takie badania) wyników badań socjologicznych na temat wpływu zachowań urzędników wobec tzw. petentów i skutków ich zaniedbań. Niestety doświadczenie bezpośrednich spotkań z przedstawicielami tej grupy zawodowej kreuje niezbyt jasny obraz rzeczywistości. Choć i bywają miłe niespodzianki. Każdy zawód ma swą niepowtarzalną specyfikę, swe uwikłania, zderzenie z bezsensownymi wręcz przepisami ale, pomimo tego wszystkiego mogłoby być nieco lepiej, gdyby i urzędnik przypominał sobie co dnia, że jest człowiekiem i że jego petent to także przedstawiciel homo sapiens. Czasem wystarczy jeden uśmiech, drobny gest, a przede wszystkim DOBRA WOLA! (co wcale nie oznacza pomijania prawa itp.!).
I jeszcze jedno - świadomość, że ów człowiek zwany urzędnikiem - prędzej lub później będzie zmuszony przez życie do...wizyty w urzędzie. Nie ma tzw. 'stanowisk' dożywotnich, choć niektóre osoby pracują w urzędach przez wiele, wiele lat - wydając często bardzo dziwne decyzje, bo tej DOBREJ WOLI brak... Każdy ma swój czas i kres nieubłagany.
Oby już nigdy nie były aktualne słowa - przywoływanego często przeze mnie polskiego filozofa-Józefa Bocheńskiego (zawarte w książce pt. "Sto zabobonów", Instytut Literacki Paryż 1987, str. 110, hasło-"urzędnik"):
"Urzędnicy w ścisłym słowa znaczeniu, tj, członkowie państwowej biurokracji, wykonywującej władzę są potężną klasą, złożoną w większości z pasożytów i wyzyskiwaczy. Nowsze badania wykazały, że w dziejach często są okresy, w których urzędnicy wyzyskują w ogromny sposób twórczych pracowników; tak było w dawnym Egipcie, tak jest dzisiaj w krajach komunistycznych. Ale w innych liczba i potęga klasy urzędników stale rośnie./.../ Aby zapewnić posady swoim kuzynom i przyjaciołom, starają się, aby ukazywały się coraz nowe ustawy i rozporządzenia".
Urzędnik - też człowiek, ale to przecież zobowiązuje do spojrzenia na 'petenta' w sposób pradziwie ludzki. Wszak prawo i przepisy mają być dla człowieka... Bo jeśli nie, to zapanują egipskie ciemności, o których pisał filozof - Józef Bocheński....
Paweł Nowakowski - Redaktor Naczelny
17.11.2007.