Smutek każdy i niesmak znika, gdy mu pożywienia nie dajesz - Alfred Tarski
Na zdrowie... »

Historia herbaty w Europie (I)

 



Pierwszy duży ładunek znalazł się w europejskim porcie za sprawą obrotnych Holendrów. Herbata trafiła do aptek, gdzie początkowo była sprzedawana z innymi egzotycznymi produktami, jak imbir czy cynamon, albo dodawana do lekarstw. Ponieważ nie było jej wiele, była droga, a tym samym dostępna tylko dla bogatych obywateli, których uznanie zdobyła od razu, nie wiadomo jednak, czy swoim smakiem, czy ekskluzywnością. Dzięki Holendrom i Portugalczykom herbaciana gorączka ogarnęła kontynentalną Europę. Nawet Francuzi zrezygnowali na pewien czas z picia wina na rzecz delektowania się „nowością stulecia”. Na początku XVII wieku herbata była już powszechnie dostępna, choć nadal droga.


Pić czy nie pić?

Pojawił się wtedy temat właściwości zdrowotnych. Na przykład niejaki doktor Bontekoe z Holandii, polecał wypijanie przynajmniej ośmiu filiżanek herbaty dziennie, zaznaczając równocześnie, że absolutnie nie ma przeciwwskazań dla picia nawet stu lub dwustu! Sam, niestety, zmarł przedwcześnie po tragicznym upadku ze schodów, na co herbata nie mogła pomóc. Nie wszyscy jednak byli równie entuzjastycznie nastawieni. Inny doktor, Simon Paulli, ponuro prorokował, że picie herbaty przyspieszy nadejście śmierci, szczególnie u osób, które przekroczyły czterdziesty rok życia. Można powiedzieć, że poczciwy doktor Paulli miał rację – w XVII wieku przeciętna długość życia rzadko przekraczała czterdzieści lat, zatem każdy w tym wieku mógł się spodziewać rychłego zgonu. W Niemczech jeden z lekarzy twierdził, że herbata jest odpowiedzialna za „wysuszony” wygląd Chińczyków i domagał się odesłania jej z powrotem. We Francji z kolei nie narzekano zbytnio na herbatę, może z wyjątkiem dyktowanych przez Holendrów cen. Sam Ludwik XVI, Król Słońce, pijał ją z upodobaniem jako lekarstwo na artretyzm. Niestrudzona plotkara, Madame de Sévigné, w listach do swojej córki, w których opisywała całe życie dworu, często wspominała herbatę. Można się na przykład dowiedzieć, że monsieur de Landgrave miał w zwyczaju pijać czterdzieści filiżanek herbaty każdego poranka. Miejmy nadzieję, dla dobra zacnego szlachcica, że były to wyjątkowo małe filiżanki. Księżniczka de Tarente (która pijała zaledwie dwanaście filiżanek dziennie) zapewniała, że herbata leczy jej wszystkie choroby. Z kolei markiza de la Sablière miała kaprys pijać herbatę z mlekiem. Prawdopodobnie więc tradycyjny brytyjski sposób jej serwowania wywodzi się z Francji.

Agnieszka Kąkol

Filiżanka Smaków” nr 5 (9), wrzesień 2009

www.filizankasmakow.pl