Smutek każdy i niesmak znika, gdy mu pożywienia nie dajesz - Alfred Tarski
Mój dom... »

Przedmioty z ludzką twarzą - I

 

 

Zmęczeni szaleńczym tempem życia, coraz częściej szukamy chwili wytchnienia z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Ten zwrot ku naturze równie wyraźnie widać w preferowanym przez nas sposobie wypoczynku i odżywiania, jak też w przedmiotach, którymi próbujemy się otaczać. Zauważyli to także designerzy. Znudzeni surowym i monochromatycznym stylem hi-tech, zdecydowali się na zwrot w stylistyce przedmiotów. Projektując sprzęty codziennego użytku robią wszystko, by wtopiły się one w ekologiczne otoczenie i stały się jak najbardziej przyjazne człowiekowi.

 

Bliżej natury

 

 

Projektowanie rzeczywistości na podstawie obserwacji natury nazwano biodesignem. Wyrósł on z potrzeby dopasowania przedmiotów do człowieka, a nie odwrotnie. Designerzy zaczęli tak komponować otaczający nas świat, aby jak najlepiej nam służył. - W każdej społeczności biodesign jest nieco inny. A wszystko dlatego, że jest on uwarunkowany odmienną naturą, innymi cyklami biologicznymi. Projektanci czerpią z tego, co jest najbliżej nich. A robią to poprzez własne doświadczenia, wychowanie, skojarzenia, naturalność, którą mają w sobie. Korzystają z tego, co jest najbliżej ludzi, dla których tworzą - mówi Aleksandra Płonka, designer, absolwentka jedynej w Polsce Katedry Biodesignu, która znajduje się na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. - Dla przykładu, Skandynawowie projektują rzeczy proste, funkcjonalne, używając do ich wykonania dużo drewna, bieli i zimnego

błękitu, bo taki jest krajobraz, w którym żyją. Mieszkańcy Florydy wybierają z kolei przedmioty w złotych, miedzianych, połyskujących kolorach, które już z daleka kojarzą się z żarem płynącym z nieba - dodaje A. Płonka.

 

Sztuka podglądania rzeczywistości

Obserwacja natury nie jest czymś spontanicznym. To sposób podglądania otaczającej rzeczywistości. - Można

patrzeć i niewiele widzieć wokół siebie. Dobry designer musi najpierw nauczyć się obserwować, dostrzegać to, co się wokół niego dzieje, dopiero potem uczy się nazywać istniejącą rzeczywistość, a na końcu interpretować ją i nadawać jej formę przestrzenną - opowiada Aleksandra Płonka. - Na przykład mechanizm zwykłego parasola nie wziął się z niczego. Wystarczy latem przyjrzeć się dmuchawcom na łące, aby dostrzec, że pojedyncze, unoszące się w powietrzu nasionka, zaopatrzone są w miniparasolki. To właśnie one mogły być inspiracją dla twórcy tego przedmiotu. W zależności od tego, co projektant umie dostrzec w obserwowanym obiekcie i od tego, co mu podpowiada wyobraźnia, nadaje przedmiotom nową, „ludzką" formę o przeznaczeniu nawiązującym do tego, co występuje w naturze.

 

Marzena Sygut