
Zły rodzic też rodzic
Rodzice, którzy nie dali swoim dzieciom miłości, wsparcia i poczucia bezpieczeństwa, a czasem wręcz wyrządzali krzywdę, też się starzeją i też potrzebują opieki. -Cokolwiek by się nie działo pomiędzy rodzicami i dziećmi - mówi Janusz Sztencel - trzeba uszanować tych pierwszych na podstawowym, biologicznym poziomie: jako dawców życia. A zatem zadbać o ich byt. Nie mamy prawa oczekiwać, że rodzice się zmienią. Trudny kontakt z nimi trzeba potraktować jako zadanie pojawiające się w naszym życiu i spróbować uporządkować w sobie samym tę relację. Wtedy znajdziemy sposób, żeby się nimi zająć, płynący z naszego serca i wewnętrznego rozeznania, a nie z tego, co nakazuje opinia społeczna.
Co masz zrobić jutro, zrób dziś
Wszystkim naszym dylematom związanym z rodzicami towarzyszy myśl o ich zbliżającej się śmierci. Spędzamy Boże Narodzenie na nartach i martwimy się, czy to nie są ostatnie święta, jakie możemy przeżyć razem. Leniuchujemy w niedzielę przed telewizorem, a potem nagle zrywamy się i pędzimy do mamy na obiad, bo przyszła nam do głowy myśl, co będzie, kiedy jej zabraknie. Kłócimy się z tatą, a potem żałujemy mocnych słów, które mogły wzburzyć jego serce po drugim zawale.
- To jest nieunikniona jakość tej relacji - mówi Janusz Sztencel. - Tak, jak nieuniknione jest, że kiedy już odejdą, będziemy żałowali tego, czego dla nich nie zrobiliśmy, chociaż mogliśmy. To dziecko w nas, które za nimi tęskni, będzie robiło nam wyrzuty. Pamiętajmy, że mieszka w nas również dorosły, który może się tym dzieckiem zaopiekować. Boimy się śmierci rodziców, ale w codziennym życiu uciekamy od tego problemu, usiłujemy go zignorować. Może dobrze byłoby porozmawiać z rodzicami o tym lęku. A kiedy już odejdą, trzeba przeżyć żałobę i pogodzić się ze śmiercią. Próbować wprowadzić w swoje życie wartości, które nam przekazali. A jeśli męczy nas żal i wyrzuty sumienia, że czegoś dla nich nie zrobiliśmy, zróbmy coś dla innych. Zadbajmy o sąsiadkę.
Justyna Masella