Smutek każdy i niesmak znika, gdy mu pożywienia nie dajesz - Alfred Tarski
Dla psychologów... »

Chorzy na sukces - cz.1

Jesteś zły na Siebie za zbyt małą wydajność, i na swoich bliskich, że odciągają twoją uwagę od ważnych zadań? To czas, by przestać zmagać się z życiem, a zacząć się nim cieszyć. Zdobywać to, czego pragniesz, nie tracąc tego, czego potrzebujesz.

Pewien trzydziestokilkuletni, chory na raka, multimilioner powiedział: Przeraża mnie to, że wkrótce umrę, a nigdy naprawdę nie żyłem. - Dopiero wtedy zrozumiał, że radość, jaką daje zwyczajne życie, jest bezcenna. Nie można jej kupić, ani wygrać. Trzeba o nią zadbać. I że w nieustannej gonitwie za upragnionym sukcesem często nie jesteśmy w stanie dostrzec, że już go osiągnęliśmy. Jesteśmy na to zbyt zmęczeni, zbyt rozkojarzeni. I pędzimy dalej, bo wydaje nam się, że kiedy wreszcie osiągniemy to, co założyliśmy, wszystko stanie się łatwe, a życie dopiero wtedy nabierze rumieńców. Tymczasem jak mówi dr Paul Pearsall, neuropsycholog kliniczny od dwudziestu lat zajmujący się ludźmi chorymi na sukces, „nigdy nie doświadczymy uczucia, że dotarliśmy do celu, gdyż życie jest procesem, a nie rezultatem, jest podróżą, a nie jej celem".

Dr Pearsall podkreśla jednocześnie, że nie ma nic złego w stawianiu sobie ambitnych zadań, ciężkiej pracy i staraniu się ze wszystkich sił. Nie chodzi też o to, by rezygnować z tego, co rozpoczęliśmy, by zwalniać tempo. Rzecz w tym, żeby realizując cele, czerpać radość życia z teraźniejszości, nie odkładając tego na „lepszą" przyszłość. Jak odróżnić jedno od drugiego? Jak rozpoznać, na jakiej jesteśmy drodze? Bardzo prosto, wstając rano z łóżka. Wystarczy odpowiedzieć sobie wtedy na pytanie - czy jesteśmy radośni, pełni ciekawości nowego dnia i niespodzianek, które on przyniesie, wyzwań, jakie nas czekają, czy też czujemy się zmuszeni, by wstać i zacząć walczyć, kontynuować rozpoczęte zadania, zanim rywale nas prześcigną? Jeśli odnajdujemy się w tym drugim przypadku, a do tego gnębią nas wątpliwości (czasem głęboko ukryte) co do własnej wartości i ciągły niepokój, jeśli będąc wśród bliskich myślami krążymy wokół pracy i mamy poczucie traconego czasu -jesteśmy ludźmi chorymi na sukces. Dr Pearsall oznaczył te chorobę skrótem STS. Prowadzi ona do poważnych zaburzeń fizycznych i psychicznych, rozpadu rodzin i rozczarowania własnym życiem.

Jak to zmienić? Najgorsze co można w takiej sytuacji zrobić, to postanowienie, że oto dokonamy w swoim życiu wielkich zmian; mniej będziemy pracować, poświęcać więcej czasu rodzime, częściej jeździć na wakacje, medytować i dbać o równowagę w życiu. Takie postanowienia są jeszcze jednym symptomem chorego (toksycznego) sukcesu. Nie tylko nic nie dają, ale prowadzą do poczucia winy i wrażenia, że zostaliśmy obciążeni dodatkowymi obowiązkami, które musimy wypełnić. „Odtrucie" sukcesu nie polega na zmianie stylu życia, ale na zmianie sposobu myślenia. Na odzyskaniu własnej uwagi i skierowaniu myśli tam, gdzie znajdują się nasze najmilsze wspomnienia. One raczej nie są związane z ilością zawartych kontraktów czy zakupionych akcji, tylko z przyjemnymi chwilami spędzonymi z rodzicami, dziadkami, chłopakiem (dziewczyną), mężem (żoną), dziećmi, z jakąś udaną podróżą czy też dobrze wykonaną pracą. Zatem „odtrucie" sukcesu, to tworzenie dobrych wspomnień, bo one są miarą dobrze przeżytego życia.

Dr Pearsall radzi, zamiast nieskutecznych wielkich zmian, metodę małych kroków. „Zacznij od skupienia się na pierwszej rzeczy, jaka przyjdzie ci na myśl zaraz po przebudzeniu. Jeśli nie będą to rodzice, najdroższy przyjaciel, żona, dzieci lub prosta radość z tego, że żyjesz, to następnego ranka spróbuj znowu. Staraj się odzyskać własną uwagę i skierować ją na osoby i sprawy, których naprawdę potrzebujesz, zamiast na to, co ci się wydaje, że musisz zrobić, żeby zdobyć rzeczy, co do których społeczeństwo wmawia ci, że są konieczne. Jeśli nie potrafisz tego odróżnić, zapytaj żonę i rodzinę, co najbardziej w tobie kochają i czego obecnie najbardziej od ciebie potrzebują. Tego samego i ty potrzebujesz. Jeśli właśnie tym sprawom poświęcisz uwagę, określą one twoją definicję sukcesu". Wtedy zaczniesz śmiać się donośniej, łatwiej przyjdzie ci też płacz. A przede wszystkim złapiesz się na tym, że więcej myślisz o swoich bliskich i ich znaczeniu w twoim życiu. Wówczas będziesz pił kawę, by się nią delektować, a nie po to, by dodać sobie energii.

Współczesne społeczeństwo stawia nam ogromne wymagania, w sferze zawodowej, materialnej, osobistej. Mamy podobne w stosunku do swoich dzieci. Sami żyjemy pod presją i wywieramy presję. Zdobywamy więcej i więcej, nie dlatego, że jest nam to potrzebne. Coraz obszerniejsze domy świecą pustką, tak mało w nich przebywamy. Pogrążamy się w długach, by je wybudować, a potem więcej pracujemy, by je spłacić, zaniedbując przy okazji bliskich, przyjaciół, siebie. Bliskości szukamy w internecie. Wieczorami, zamiast rozmowy z rodziną, siadamy przed ekranem komputera i „rozmawiamy " z nieznanymi sobie ludźmi, często tam szukamy miłości i przyjaźni.

Zbyt dużo kupujemy, zbyt dużo wyrzucamy, zbyt dużo jemy, a później wydajemy na leczenie, odchudzanie, operacje upiększające. Zamiast ruchu fizycznego wolimy środki odchudzające i operacje plastyczne. I pracujemy, by nas było na nie stać. Oszczędzamy przez kupowanie. Wydaje nam się, że jak kupiliśmy dużo na promocjach, to tym samym odpowiednio dużo zaoszczędziliśmy.

Następnego roku rzeczy stają się niemodne, więc kupujemy nowe. Powiecie - to jest normalne życie, tak robi większość ludzi. Tak. Tylko jak powiedział Erich Fromm: „Fakt, że miliony są dotknięte tą samą patologią, nie sprawia, że ci ludzie są zdrowi psychicznie". Wtóruje mu psycholog Abraham Maslow, który napisał: „Coraz bardziej staje się widoczne, że to, co w psychologii nazywamy „normą", jest w istocie psychopatologią przeciętnego człowieka, tak mało widowiskową i szeroko rozpowszechnioną, że nawet jej nie zauważamy". Czy zatem „normalne zachowania" wydają się wymagać dziś diagnozy lekarskiej? Niewątpliwie odpowiedź zależy od stwierdzenia, w jakim miejscu spirali sukcesu aktualnie się znajdujemy. Ale statystyki lekarskie mówią same za siebie. Zjawisko to nazywamy chorobami cywilizacyjnymi. Nie musimy jednak martwić się ludzkością. Zajmijmy się sobą, swoim dobrem, każdy z osobna. Możemy zmienić chory sukces na sukces prawdziwy, „słodki".

Dr Pearsall przekonuje, że nie warto dążyć do stanu, określanego jako „równowaga życiowa". Mówi: - Równowaga jest niemożliwa. Ciesz się naturalnym chaosem życia. Prawdziwy sukces polega na czerpaniu i dzieleniu z innymi radości z jednej z najbardziej podstawowych prawd życiowych, że chaos jest naturalnym stanem naszego istnienia. Inaczej staniemy się ślepi na to, co badacze uważają za najważniejsze źródło szczęścia - zmiany.

 

 

Barbara Krawczyk

Na podstawie książki „Toksyczny sukces" Paula Pearsalla, Wyd. Rebis