Przyjmuje się, że słowo „spa” wywodzi się od nazwy belgijskiego miasta, znanego z bijących tam gorących źródeł. Miejsce to upodobali sobie już starożytni Rzymianie, którzy zjeżdżali tam z całego cesarstwa, aby leczyć różne dolegliwości. Słowo „spa” jest także akronimem określeń salus per aquam i sanitas per aquam czyli „zdrowie poprzez wodę”. To właśnie woda jest kluczowym elementem spa, a dokładnie – upiększanie, uzdrawianie i relaksowanie za pomocą wody. Podobne znaczenie mają coraz rzadziej używane w języku polskim słowa „kurort” i „uzdrowisko”. Tradycyjnie ośrodki spa znajdują się w miejscach, w których biją dobroczynne źródła. Współcześnie nie jest to jednak koniecznie. Pozytywne działanie wód termalnych i mineralnych dostrzeżono już dawno i coraz częściej wykorzystuje się je do produkcji kosmetyków, a tym samym rozprzestrzenia się ich dobroczynną moc na cały świat.
Prekursorzy spa
Współczesne spa różni się znacznie od rzymskiego uzdrowiska. Rzymianie urządzali swoje uzdrowiskowe łaźnie tak, aby pobyt w nich sprowadzał się do przejścia przez trzy pomieszczenia. Każde kolejne było cieplejsze od poprzedniego, co wywoływało rozszerzanie porów i pocenie. Na koniec brali kąpiel w chłodnej wodzie. W pierwszym pomieszczeniu (tepidarium) namaszczano ich wonnymi olejkami, w ostatnim (laconicum) – masowano. Chłodna kąpiel w frigidarium zamykała pory skóry i spłukiwała pot oraz działała orzeźwiająco. Chociaż wonne olejki i masaże to stały element również współczesnego spa, to postęp technologiczny i znacznie głębsza wiedza o świecie pozwoliły na opracowanie wielu zabiegów, o jakich nie śniło się nawet Rzymianom.
Dla ciała i ducha
Chociaż wiele firm i gabinetów kosmetycznych nadużywa współcześnie tego słowa, ze względu na jego popularność, spa w istocie polega na wykorzystaniu dobrodziejstw wód mineralnych i termalnych do przeprowadzania zabiegów leczniczych i kosmetycznych. Ale nie tylko. W myśl holistycznej zasady połączenia ciała i ducha, gabinety i ośrodki spa mają za zadanie zrelaksować, odprężyć i pomóc zapomnieć o stresie dnia codziennego, tak obecnym we współczesnym świecie. Tutaj z pomocą przychodzi aromatoterapia, masaże, leczenie muzyką i kolorami, cisza, przyjazne otoczenie, oraz coraz częściej wykorzystywane napary ziołowe. W wielu profesjonalnych ośrodkach spa coraz częściej w ogóle rezygnuje się z podawania kawy czy czarnej herbaty. Te bogate w pobudzające substancje napoje kojarzą nam się przecież z pośpiechem i stresem, a więc tym, czego w spa usiłujemy się pozbyć. Zamiast tego serwuje się tutaj ziołowe i owocowe napary, które doskonale smakują, dostarczają ciału dobroczynnych witamin i łagodzą dolegliwości. Kawę i herbatę oraz czekoladę znajdziemy za to w wielu dodatkowych zabiegach kosmetycznych. Maści, kąpiele i masaże wyszczuplają i ujędrniają skórę, dzięki naturalnym związkom zawartym w owocach kawy, liściach herbaty i ziarnach kakaowca.
Własna filozofia
Większość ośrodków spa opartych jest na zasadach wellness, czyli systemu stworzonego przez amerykańskiego lekarza Halberta Dunna, który w 1959 roku opracował teorię o konieczności zrównoważenia ciała i umysłu. Takie ośrodki łączą ze sobą zarówno nowoczesne technologie zabiegów pielęgnacyjnych i odmładzających, jak i fitness oraz zaczerpnięte z różnych kręgów kulturowych metody pracy nad umysłem. Nie zdziwmy się zatem, gdy zaraz po zajęciach oddechowych opartych na indyjskiej pranayamie, będziemy mieć możliwość uczestniczenia w chińskim tai-chi. Są jednak również ośrodki spa ukierunkowane na jedną filozofię, na przykład ayurwedę. W każdym wypadku trudno będzie wybrać zaledwie kilka z licznych zabiegów, chyba że możemy pozwolić sobie na kilkudniowy pobyt i wypróbować je wszystkie.
Zanim wymyślono spa, jeżdżono „do wód” – początkowo tych gorących, z czasem doceniono również mineralne. Zażywając kąpieli, pacjenci liczyli na uzdrowienie rozmaitych dolegliwości – poczynając od podagry, na migrenie zaś kończąc. Podobno dzięki takiej terapii urodził się Bolesław Krzywousty, a Jan III Sobieski leczył się w źródłach najpopularniejszego wówczas uzdrowiska w Szkle. Tak właśnie wyglądały początki balneologii, jednej z najstarszych dziedzin medycyny uzdrowiskowej, zajmującej się właśnie dobroczynnym działaniem wód podziemnych. Kto jednak sądzi, że pobyt u wód polegał wyłącznie na zabiegach leczniczych, jest w głębokim błędzie. Kąpielom i piciu wody towarzyszyło równie ważne, a może nawet ważniejsze życie towarzyskie. Obowiązkowy spacer promenadą, leniwe przejażdżki konne, proszone obiady i herbatki oraz bale odbywały się w sezonie wszędzie – w polskiej Krynicy czy Ciechocinku, tak samo jak w Spa czy brytyjskim Bath, gdzie łaźnie zbudowali jeszcze Rzymianie. Oceniając bywanie u wód na podstawie licznej literatury, szczególnie dziewiętnastowiecznej, trzeba dojść do wniosku, że była to ciężka praca, szczególnie dla panien na wydaniu. Właściwe zaprezentowanie się odpowiednim osobom i utrzymanie korzystnego wizerunku wymagało ogromnej uwagi, determinacji i wielu godzin przed lustrem. Chociaż „jechać do wód” to staroświeckie sformułowanie, dziś już zupełnie niemodne, nadal ma swój urok. Do uzdrowiska wszak mógł się wybrać każdy, ale tylko damy jeździły do wód.
Agnieszka Kąkol
„Filiżanka Smaków” nr 2 (14), marzec 2010
www.filizankasmakow.pl