Rozmowa z dr Peterem Fisherem, dyrektorem Królewskiego Szpitala Homeopatycznego w Londynie i osobistym lekarzem Królowej Elżbiety II.
Marzena Sygut - Czy homeopatia w Wielkiej Brytanii cieszy się dużą popularnością?
dr Peter Fisher - Ta metoda leczenia jest u nas dość popularna. Korzysta z niej ok. 25 proc. społeczeństwa, i cały czas liczba osób zainteresowanych tym rodzajem terapii się zwiększa. Każdego roku wskaźnik używania leków homeopatycznych wzrasta o około 7-8 proc. Specyfiki homeopatyczne są dostępne we wszystkich aptekach bez recepty.
MS – Z czym wiąże Pan tak duże zainteresowanie wśród społeczeństwa tym rodzajem terapii?
Dr PF - Homeopatia jest integralna częścią medycyny praktykowaną od ponad 200 lat. W Wielkiej Brytanii od początku pozytywnie nastawiona do niej była rodzina królewska, do dziś lecząca się w ten sposób. Obecnie homeopatia uznana jest za metodę terapeutyczną nie tylko prze Unię Europejską, ale także Światową Organizację Zdrowia (WHO). Korzysta z niej 150 tys. lekarzy i 300 mln pacjentów w ponad 80 krajach świata.
MS - Jakie jest stanowisko angielskich decydentów. Czy homeopatia ma ich poparcie czy też, podobnie jak w Polsce, jest przez nich negowana?
Dr PF – W tej kwestii zdania są podzielone. Z jednej strony obserwujemy duże zainteresowanie homeopatią ze strony społeczeństwa, dworu, a także niektórych członków parlamentu. Z drugiej jednak strony znaczna część środowiska medycznego jest wrogo nastawiona do homeopatii. Na szczęście nie wszyscy. W Anglii, podobnie zresztą jak we Francji, Niemczech, Holandii, Austrii czy Belgii homeopatia jest refundowana, przynajmniej częściowo, przez tamtejsze fundusze zdrowotne.
MS - Skąd, Pana zdaniem, wśród lekarzy akademickich, bierze się tak duża niechęć do homeopatii?
Dr PF - Negatywne nastawienie świata akademickiego wynika przede wszystkim z nieznajomości istoty homeopatii, co związane jest ze sposobem nauczania na Uniwersytetach Medycznych. Lekarze na studiach przyzwyczajani są do stosowania leku, zbudowanego z konkretnych cząsteczek i działającego na zasadzie przeciwieństw. Z tego też powodu w swojej praktyce zawodowej leczą pacjentów w oparciu o zasadę „anty”. Stosują antybiotyki, leki przeciwwirusowe, przeciwgorączkowe, przeciwbólowe, czyli takie, które zwalczają chorobę, niszczą dany zarazek czy bakterię. Tymczasem cała medycyna homeopatyczna opiera się, zgodnie z zasadą jej twórcy, Hanhemannem, na zasadzie podobieństw. Homeopaci szukają, więc specyfiku, który będzie podobny do objawów chorobowych pacjenta, po to, aby pobudzić jego organizm do walki z chorobą.
MS – A może bunt przeciwko homeopatii bierze się z zupełnie czegoś innego. Przecież ludzie, którzy leczą się homeopatycznie pozostają dłużej w zdrowiu. Tracą na tym, i lekarze akademiccy, i przemysł farmaceutyczny. Co Pan o tym sądzi?
Dr PF – Być może tak jest. Gdyby zbadać udział w rynku aptecznym leków medycyny konwencjonalnej i produktów homeopatycznych, to okazałoby się, że te ostatnie stanowią niewielki odsetek. Teoretycznie nie ma, więc powodu do zmartwienia. Po przeanalizowaniu pewnych trendów, które się na tym rynku rysują, można jednak powiedzieć, że za 15-20 lat, taki powód może się znaleźć. Po pierwsze, dlatego, że homeopatia rośnie w siłę i ma coraz więcej zwolenników. Po drugie na rynku pojawia się coraz mniej nowych molekuł, a ich opracowanie jest coraz bardziej kosztowne.
Marzena Sygut