Smutek każdy i niesmak znika, gdy mu pożywienia nie dajesz - Alfred Tarski
Dla lekarzy i nie tylko »

Mózgowa odyseja...

Drukuj
 

Dzisiaj stwierdzenie, że to mózg jest w centrum ludzkiej egzystencji w każdym wymiarze, nie jest niczym nowym. To przecież ustanie jego pracy oznacza śmierć, to przecież zaburzenia jego funkcji przekładają się na zaburzenia życia psychicznego człowieka. Nie mówiąc także o tzw. sferze ludzkiej duchowości. Z jednej strony wiemy już tyle, z drugiej jednak – człowiek to wciąż „istota nieznana”. Idąc dalej: dziś siedliska uczuć, sfery życia duchowego nie szukamy już w sercu, lub w ...nerkach (jak to miało miejsce w kulturze biblijnej). Szukamy ich w mózgu, w 'miejscu', które ktoś nazwał „centralką” człowieka. Gdy owa 'centralka' źle działa – człowiek zaczyna się gubić w sferze biologicznej i psychicznej. Wiemy niby sporo, ale tak naprawdę wciąż jesteśmy zaskakiwani. Można chyba powiedzieć, że droga do poznania mózgu to droga ku pewnej nieskończoności. Na tej drodze warto być jednak bogatym o doświadczenia minionych pokoleń. I w sensie pozytywnym – otwarcia przestrzeni do nowych poszukiwań. I w znaczeniu negatywnym – by nie popełniać błędów i porażek naszych poprzedników. A było ich wielu. Tych, którzy nie tylko z poznawczej ciekawości zdobycia wiedzy o istocie człowieczeństwa badali „kruchy dom duszy”, ale i tych, którzy – mając świadomość znaczenia mózgu – próbowali leczyć i nieść ulgę w cierpieniu.
„Kruchy dom duszy”* - takiego określenia użył niezmordowany i niezwykle rzetelny pisarz Jurgen Thorwald w książce pod tym tytułem. Jego książka (a napisał ich kilkanaście) – jak zwykle dotyka problemów medycyny, jej historii, która zawsze była jest i zapewne będzie – dziejami ludzkich zwycięstw i porażek w niesieniu pomocy drugiemu człowiekowi, a zarazem nową ścieżką w rozumieniu istoty człowieka. „Kruchy dom duszy” - to w odróżnieniu np. od „Pacjentów” Thorwalda czy „Stuleciu chirurgów” - lektura wymagająca pewnej przedwiedzy i niesamowitego skupienia. Jest to pewien intelektualny wysiłek, ale taki, który może poszerzyć horyzonty nie tylko lekarzy neurochirurgów, ale i tych, którzy zadają sobie trud poszukiwania istoty człowieczeństwa i rozumienia jak wciąż bardzo jesteśmy 'istotami nieznanymi'. Pomimo tylu osiągnięć medycyny, fizjologii, psychologii, filozofii człowieka czy szeroko pojętych nauk humanistycznych...
U końca lektury „Kruchego domu duszy” pojawia się postać profesora fizjologii Johna Carew Ecclesa – badacza mózgu – który jak zauważył Autor – pod koniec życia stał się w końcu ...filozofem poszukującym siedliska duszy i umysłu...

„Wydaje mi się – pisał Eccles – że starając się ukazać człowiekowi, iż jest jedynie nic nie znaczącą, materialną istotą zawieszoną w olbrzymim, bezdusznym kosmosie, nauka posunęła się zbyt daleko.(...). W człowieku bowiem zawiera się tajemnica i jestem pewien, że to cudownie poczuć, iż człowiek to nie tylko pośpiesznie stworzona supermałpa, ale również coś wyższego pod względem natury i przeznaczenia (...). Mózg jest instrumentem tak jak skrzypce, umysł zaś skrzypkiem grającym na tym instrumencie.”

Wydaje się, że przesłanie Ecclesa jest dziś bardzo aktualne. Człowiek to przecież nosiciel tajemnicy bycia... A tajemnice trzeba szanować.
I jeszcze – last but not least. Nie sposób nie przywołać słów filozofa Martina Heideggera, który mawiał, że „człowiek jest rozpoczętą pieśnią bogów”. Warto więc z szacunkiem odkrywać to co jeszcze nieznane w owych 'skrzypcach', by pięknym umysłem zagrać pieśń życia...

Paweł Nowakowski

*określenie zapożyczone od Wiliama Szekspira- „Jego mózg...kruchym domem duszy” (Król Jan, V,7)

Jurgen Thorwald
Kruchy dom duszy
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2010