Smutek każdy i niesmak znika, gdy mu pożywienia nie dajesz - Alfred Tarski
Dla lekarzy i nie tylko »

Kontrowersyjne "wiano"

Drukuj
 

Od 3 do 5 proc. polskich rodziców decyduje się na pobranie i zamrożenie krwi pępowinowej podczas narodzin własnego dziecka. Czy swoista moda, na „biologiczne polisy na życie”, to kolejny objaw snobizmu, czy też świadomej, rodzicielskiej troski o przyszłość własnego dziecka.

Krew pępowinowa jest bogatym źródłem tzw. komórek macierzystych, czyli elementów, które posiadają zdolność do odnawiania się i różnicowania, a także posiadają cenne właściwości terapeutyczne. Za ich pomocą można dziś leczyć: nowotwory złośliwe, m.in. ostrą białaczkę limfoblastyczną, białaczkę mieloblastyczną, przewlekłą białaczkę szpikową, chłoniaki nieziarniczne, anemię aplastyczną, sierpowatą, ciężki złożony niedobór odporności. Prowadzone są również badania nad możliwością leczenia za pomocą komórek macierzystych udaru mózgu, choroby Alzheimera, stwardnienia rozsianego, tocznia czy cukrzycy. Do niedawna komórki te pobierano jedynie ze szpiku i z krwi obwodowej. Przełomem w medycynie stało się pozyskiwanie ich z krwi pępowinowej. Głównie, dlatego, iż jest to łatwe i pozbawione ryzyka powikłań zdrowotnych u dawcy. Kiedy świadomość tego faktu stała się powszechna, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać komercyjne banki służące do przechowywania krwi pępowinowej. Dziś w Polsce jest ich osiem.

Tymczasem zdaniem prof. Wiesława Jędrzejczaka z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN, „Działalność komercyjnych banków krwi pępowinowej budzi kontrowersje. Dużo obiecują i manipulują danymi reklamując swoją działalność. Nie ma też żadnych danych uzasadniających celowość tworzenia programów przechowywania w banku własnej krwi pępowinowej”. Zapominamy, że wykup takiej polisy to ogromny wydatek. Za samo pobranie krwi trzeba zapłacić od 2 do 3 tysięcy zł, a za każdy rok przechowywania pobranej próbki kolejne 350-400 zł. To dla większości duży wydatek. Zdaniem prof. Witolda Rogiewicza, ginekologa jeśli rodzice są majętni i stać ich na zapewnienie wszystkich potrzeb dziecka, mogą dodatkowo wykupić i tę usługę. Jeśli natomiast muszą wybierać między np. nauką języka angielskiego a polisą, to powinni zainwestować w edukację swojej pociechy. Będzie to bardziej racjonalne. Dlaczego? Z kilku powodów. Po pierwsze ryzyko, iż zgromadzona krew będzie niezbędna dla naszego dziecka jest niewielkie. Do dziś w Polsce nie wykorzystano ani jednej próbki do leczenia dziecka, jego własną zdeponowaną krwią. Należy tez pamiętać, że pobierane po porodzie próbki krwi są bardzo małe, ok. 100 mililitrowe. Taka porcja krwi nie może być wykorzystana w celach hematologicznych u dzieci ważących więcej niż 30 kg. Wprawdzie na świecie prowadzi się próby namnażania wyizolowanych komórek krwiotwórczych z krwi pępowinowej metodą in vitro, aby zwiększyć zdeponowane porcje, ale nadal pozostaje to w sferze badań. Poza tym nowotwory wieku dziecięcego, bardzo dobrze rokują i w ponad 90 proc. kończą się całkowitym wyleczeniem, bez konieczności przeszczepu. Z dotychczasowych doświadczeń naukowych 100 proc. pewność mamy tylko, co do tego, iż krew pępowinowa może wyleczyć chorego na białaczkę, ale dotyczy to wyłącznie krwi pobranej od innego dziecka.

Oczywiście w nauce trudno jednoznacznie przesądzać, co przyniesie przyszłość. Z tego też powodu nie można ludziom odbierać prawa wyboru i decydowania o tym, w jaki sposób chcą zabezpieczać przyszłość własnego dziecka. Jednak należy informować o wszystkich za i przeciw, tak by żadna rodząca kobieta nie czuła się zobligowana do wykupienia dziecku nietypowej polisy...

Marzena Sygut