Przyjaciele na ogół pomagają żyć i przeszkadzają pracować - Tadeusz Kotarbiński
Dla elit.. »

Troche wzruszeń, troche historycznej, ale i współczesnej refleksji

Drukuj

W samolocie wsiąkłam dosłownie w lekko, jak się zdaje, napisaną powieść współczesną z refleksem, co sama autorka przyznaje, romansu wszechczasów, czyli – „Przeminęło z wiatrem”... Zaraz po tym jak straciłam z widoku ziemię, a za szybą pojawił się obłoczno-polarny bezkres zaczęłam czytać reportażową narrację: „Zaparkowałam na początku ulicy i teraz idę czyściutką uliczką pełną kwitnących azalii. Jak do tej pory, idzie jak po sznurku. To ten numer. Dom jest w stylu kolonialnym, a jakże. Przed nim neonowo-fioletowa azalia. Rozglądam się nerwowo, ale nikogo nie ma. Zresztą w Stanach nikt nie chodzi piechotą...”.
I od razu powróciły do mnie różne babskie rozmowy. Przypomniałam sobie opowieść koleżanki, która po przybyciu do Stanów wyszła z hotelu i włóczyła się, ot tak po prostu, by się rozejrzeć po okolicy, a tu nagle sunie za nią policja, proponując podwiezienie, no bo ... nikt tu nie chodzi piechotą ... Także słowa innej koleżanki, jakiś czas temu uczulającej mnie: No i rozglądaj się bacznie w tej podróży, w podróżach przecież zdarzają się różne nieoczekiwane sytuacje... A jakże!
Wszystko to w jakiś sposób wyjawiło się, choć nie dosłownie, i na stronach powieści Anny Mazurkiewicz „POSZŁO w diabły”.
Drogie panie poczytajcie sobie ową na wskroś – jak zaznacza wydawca – współczesną powieść. Historię napisaną przez kobietę o kobietach dla kobiet, która pokazuje, że chociaż mijają wieki, niewiele się zmieniamy. Potrzeba miłości jest bezgraniczna i ponadczasowa. Niezależnie też od czasów i panujących obyczajów zawsze bywały kobiety silne, choć często różniły się między sobą, tak jak różniły się Melania i Scarlett z „Przeminęło z wiatrem”. Ja czasami powtarzam sobie za tą drugą, że lepiej coś przespać, jutro też jest dzień...

O drugiej książce również można powiedzieć, że nic nowego pod słońcem, że władcze, polityczne namiętności miotają ludźmi, jak świat światem. Zmienia się jedynie scenografia historyczna, kostium historyczny, metody się sublimują, ale gdy kogoś ogarnie szaleństwo władzy, nie ma zmiłuj się: „Energia szefa tajnej policji petersburskiej zachwyciła rząd i dwór. Nareszcie zdołano wyrobić siłę, nareszcie genialny żandarm rokował wycięcie zarazka, uzdrowienie monarchii. Sudejkin rósł w powagę i wpływy, a zaczynał już być potentatem z potentatów, a lada dzień spodziewano się dlań tytułu szefa żandarmów, a co za tym idzie, stopnia ministra spraw wewnętrznych. Łatwo przeto wyobrazić sobie przerażenie Petersburga, gdy w nocy z dnia 18 na 19 grudnia 1883 roku rozeszła się wieść o zamordowaniu potężnego szefa policji...[...]” – Przytaczam fragment ze wznowionej znakomitej powieści Wacława Gąsiorowskiego „Królobójcy”. Powieści sensacyjnej, z pasją opisującej historię życia i śmierci 26-ciu carów i imperatorów rosyjskich. Odsłaniającej na kim naprawdę skończyła się dynastia Romanowów; ilu kochanków miała Katarzyna II; kto został pochowany w carskim grobowcu zamiast Aleksandra I; dlaczego Iwan Groźny i Piotr Wielki zamordowali swoich synów; dlaczego Mikołaj I popełnił samobójstwo i czy Mikołaj II był rodowitym Niemcem?
Krew leje się – znowu oddaję głos wydawcy – strumieniami, wymyślne, zwyrodniałe metody uśmiercania kolejnych monarchów przeplatają się w tym dziele z ... Urywam cytat. Znakomicie, że ten tytuł Wacława Gąsiorowskiego (1869-1939), autora i innej świetnej powieści pt. „Huragan” , traktującej o okresie napoleońskim, znalazł się znowu w księgarniach !

„Swojsko” poczujemy się do pewnego stopnia i w najnowszej, z sensacyjną fabułą powieści Józefa Hena „Twarz pokerzysty”, mimo że autor zastrzega, iż powieść jest „... dziełem fikcji i wszystkie wydarzenia , postacie, miejscowości i lokale zostały wymyślone i nazwane przez autora. Wszelka ewentualna zbieżność z rzeczywistymi wydarzeniami, postaciami etc jest czystym przypadkiem”. Koniec kropka. Nic z tego się nie wydarzyło! Tylko – jest tak: dwa plany czasowe 1945 rok i koniec lat sześćdziesiątych. Wtedy to budzi się coś w sumieniu bohatera pisarskiej narracji. Odsłania swoje powojenne losy, kiedy to po partyzanckiej przeszłości, prosto z więzienia dociera do nadmorskiego, „żywcem” przypominającego Sopot: kasyno, szpan, szemrane interesy ... kurortu. Ma misję. Zdemaskować gestapowskiego kapusia, znakomicie prosperującego w nowej rzeczywistości, doskonale ulokowanego w miejscowej hierarchii.
Józef Hen kolejny raz daje nam znakomicie napisaną książkę. Trzymającą w napięciu, poruszającą dylematy człowieka w trudnym niekiedy do psychicznego udźwignięcia diapazonie. Banalnie będzie mówić, że odwołującą się do podstawowych w życiu wartości, do tego, co jest istotą człowieczeństwa, więc może wystarczy powiedzieć jedynie: WARTO PRZECZYTAĆ. Refleksje przychodzą same.

Grażyna Banaszkiewicz


Anna Mazurkiewicz
POSZŁO w diabły

Wacław Gąsiorowski
KRÓLOBÓJCY

Józef Hen
TWARZ POKERZYSTY

Wszystkie tytuły ukazały się nakładem Wydawnictwa MG
Warszawa 2010