Przyjaciele na ogół pomagają żyć i przeszkadzają pracować - Tadeusz Kotarbiński
Dla elit.. »

Prywatna przestrzeń-nowe obrazy Małgorzaty Kłos

Drukuj

Trudno określić czym kierują się krytycy sztuki, kuratorzy wystaw. Panują teorie o zmowach i w tym obszarze życia. To jest, o umawianiu się – podobnie jak ma to miejsce u kreatorów mody – na określony trend, na wyszukiwanie osoby „X”, pompowanie w nią niemałych środków promocyjnych, które później szczodrze się za sprawą snobów, w kiesach tychże kuratorów multiplikują. Czasami ten czy ów artysta przetrwa poza sezon. Większość jednak topi się w zalewie dzieł wszelkich, bowiem i na rynku sztuki panuje nadprodukcja....

Trzeba ogromnej determinacji, zawziętości, by mimo wszystko uparcie, mozolnie, w przekonaniu pełnym, że obiera się słuszną drogę, samemu kreować swój wizerunek. Zawzięła się i Małgorzata Kłos (1958). A to za sprawą niedostępnych dla niej w ostatnich latach tych „kuratorskich” galerii, Małgorzata Kłos zbudowała prywatną przestrzeń w udostępnionym jej prywatnym lokalu. Efekt: 8 kwietnia br., w dniu wernisażu - był szokujący. Trzy obszerne pokoje starej, solidnej kamienicy trzeszczały w szwach. Ludzie wchodzili, wchodzili, i wchodzili, i przechodzili od obrazu do obrazu, żarliwie komentując ekspresję płócien.
Zatem – kto tak naprawdę kreuje artystę, kogo czas zweryfikuje na jego korzyść ? Owych kuratorów i krytyków, czy intuicyjnie odnajdujących swoje przeżycia i emocje „zwykłych” adoratorów sztuki? Sztuki, która rodzi się z życia. Nawet gdy jest abstrakcją. Projekcją w nieznane.
Sztuka rodzi się głównie z bólu. Najwspanialsze dzieła dotykają właśnie bólu, cierpienia, godności, miłości, ekstazy, smutku, nostalgii, wewnętrznego niepokoju, udręczenia, bezradności...
Sztuka łagodzi ból życia.
Przecież większość dzieł powstało w bólu samotności z bólem. Stanowi rozmowę ze sobą. Jest wołaniem do bliskich i świata, pozostających poza obrębem wrażliwości, doznań twórcy.
To metafizyczna tajemnica bytu.
To z niej przecież powstał m.in. „Krzyk” - bodaj najbardziej znany w świecie obraz unaoczniający nam jak bardzo dotkliwa jest ludzka samotność w bólu.
Ekspresjonistyczny obraz namalowany przez norweskiego artystę Edwarda Muncha w 1893 r. wielu krytyków sztuki uznało, za największe dzieło Muncha. Ich zdaniem obraz przedstawia współczesnego człowieka przeszytego właśnie egzystencjalnym bólem.
I rzeczywiście chyba nikt nie oddał owego wewnętrznego rozdarcia tak , jak właśnie Munch.
Krajobraz w tle obrazu przedstawia fiord w pobliżu Oslo, widoczny ze wzgórza Ekeberg. Natomiast na pierwszym planie tego niewielkiego obrazu (tempera na kartonie
ma wymiary 83,5 x 66 cm ,znajduje się w Muzeum Muncha w Oslo, zaś obraz w
technice łączonej z wykorzystaniem farby olejnej, tempery oraz pasteli, też na
kartonie - 91 x 73,5 cm i przechowywany jest w Narodowej Galerii w Oslo)* – widzimy stojącą na moście, niemo krzyczącą postać. Silne, kontrastujące ze sobą barwy, zwłaszcza kłębiące się wokół wykrzywionej bólem głowy, budzą nasz niepokój.

*Trzecia wersja tego obrazu należącego do cyklu ,,Fryz życia”, który w założeniu artysty miał być ,,poematem życia, miłości i śmierci", znajduje się w Muzeum Muncha. Czwartą posiada prywatny kolekcjoner Petter Olsen. Munch przeniósł też swoje dzieło do litografii.

Dlaczego pisząc de facto o malarstwie Małgorzaty Kłos tyle uwagi poświęcam dziełu „Muncha”?
Otóż dlatego, że już od jakiegoś czasu widzę na jej płótnach – świadomą, czy podświadomą ? – analogię do obrazu Edwarda Muncha „Krzyk”.
Pamiętam jej prace wystawiane w Galerii Garbary 48. Cykl pejzaży. Specyficznych, bo skupionych na podtopionych, połamanych drzewach, konarach. Obrazy w swojej formie fotograficzne (Małgorzata Kłos, jak wielu obecnie twórców nie ukrywa faktu posługiwania się aparatem fotograficznym, pisałam w jej biogramie do katalogu weneckiej wystawy „One-Elle-Them”: fotografię traktuje jako szkicownik obrazów, które są jak stop-klatki ...), obrazy monokolorystyczne, w tonację błotnej zieleni zanurzone.
Był jednak w tamtych jej przedstawienaich, gdy wystawiła owe przecież połamane formy, jakiś spokój, było pogodzenie się z faktem, że życie ma również tego typu kadry.
Potem – wspomniana wystawa wenecka oraz wystawa w Galerii „PIANO BAR”. Na obrazach dynamiczne, mocne w kresce i barwie sceny flamenco, ale też postacie chowające się za skrzydłami potężnych, opiekuńczych aniołów oraz – piękne „płonące” erotyki, wreszcie płótna alegoryczne.
I tu przytaczam ciąg dalszy mojego zapisu odnoszącego się do kolejnych obrazów Małgorzaty: ...stop-klatki marzeń. Marzeń o tym, co w życiu każdego człowieka najważniejsze – mówi o miłości, czystej, wzajemnej, wzniosłej, gotowej do poświęceń, oddania. Tak jest w obrazach inspirowanych baletem, scenami filmowymi, czy pejzażem. We wszystkich tych obrazach słyszymy też muzykę, bo jej obrazy zawsze prowadzi jakaś nuta.

A potem nastąpiło coś, co mocno mnie zaniepokoiło, czasami wzruszało, czasami nie pozwalało mówić o swoich odczuciach, wrażeniach. Dopiero, gdy obrazów przybywało, gdy stawały się już wyraźnym krzykiem – przekroczyłam próg empatii w obcowaniu ze sztukę, zaczęłam dociekać. Zrozumiałam, że nastąpił PRZEŁOM, że obrazy Małgorzaty nie są już tylko notatnikami z życia, impresjami z przeżyć, doznań, obserwacji.
Przypomniałam sobie słowa pięknej, wrażliwej kobiety, pianistki i mecenasa sztuki, Marii Kalergis:
Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego
przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

Od siebie dodam raz jeszcze - w sztuce zawarta jest siła ducha, która jest w stanie zwyciężyć cielesny i emocjonalny ból, nostalgię, wewnętrzny niepokój.

Grażyna Banaszkiewicz
(zdjęcia: archiwum artystki)

Małgorzata Kłos
„PRZEŁOM”
Wystawa malarstwa
Poznań, ul. Nowowiejskiego 9/2
28.04. – 28.05.2011