Dla elit.. »

Od jednego uderzenia...

Drukuj

 

 I jest to od wielu lat pierwsza w obszarze Poznania indywidualna wystawa artystki. A wystawiała ostatnio w m.in. Wenecji, w Niemczech, w Hiszpanii i w Stanach Zjednoczonych (w tym roku w Buffalo i w Nowym Jorku). Do tego wystawa, która wszystkich poruszyła niebywałą witalnością, eksponowanych płócien, siłą ich oddziaływania. Decyduje o tym nie tyle format, bo niektóre płótna nie wykraczają poza wymiar 46x34 cm, co ich kolorystyka, faktura i ich rytm. Decyduje o tym fakt, że Katarzyna Zygadlewicz, pamiętając słowa swoich profesorów – prof. Tadeusza Brzozowskiego, prof. Andrzeja Kurzawskiego, iż sztuka nie toleruje skąpstwa – i samej siebie nie oszczędza, gdy staje przy sztaludze. Nie prowadzi z obrazem żadnej gry, kuglarstwa, nie robi oka do siebie samej. Mówi, że jej obrazy powstają w „punkcie ciszy”. To jest - w okresach przełomowych, gdy tyle się już przeżyć, doznań, przemyśleń nawarstwi, że musi to wszystko eksplodować.

Zamyka się wtedy w pracowni, bywa na długie tygodnie. W swoistym zapamiętaniu zapisywania płótna za płótnem, właśnie - od jednego uderzenia... pędzla, szpachli, dłoni tworzy kolejne cykle.

Pierwsze obrazy powstały w Maroku, jeszcze przed studiami na poznańskiej WSSP (dzisiaj ASP). Powstał wtedy także ceramiczny cykl waz oraz okazały gobelin.

Mimo doświadczenia wielu innych terenów, przestrzeni - tamten koloryt, rytm, zapach nosi w sobie do dzisiaj, w jakiś sposób tamten klimat jest nutą wiodącą twórczości Katarzyny.

Po ukończeniu studiów, zawierzyła głównie rysunkowi. Zafascynowana znakiem (powróci do jeszcze w cyklu sztandarów) i kaligrafią, eksperymentując z papierem (cykl „Rysunki Wielokrotnie Prane”), węglem, patykiem, czy piórkiem zamaczanym w tuszu, kreśliła je zdecydowanie, ostro. Zaistniała bardzo wyraźnie na wystawach tzw. nowej ekspresji, później ekspresji lat 80.

Wspomniane sztandary (a dotąd sztandary kojarzą się nam głównie z twórczością Władysławem Hasiorem!), zrodziły się z końcem lat 80. Ideą była myśl, wyprzedzająca późniejsze idee polityków, zbliżenia kultur i religii. Owa idea obrosła cyklem „Koniec wieku – spotkanie kultur”. Setki metrów płócien zapisywała gęsto znakami i symbolami poszczególnych kultur. Niczym wielkie obrazy powiewały one na wietrze, wypełniały strzeliste wnętrza różnych świątyń. Podczas Tygodnia Kultury Polskiej w Niemczech, w kolegiacie w Wolgast, w podpoznańskich Brodach, w Oleśnicy i w poznańskiej Galerii „U Jezuitów”. Zwieńczeniem tej wypowiedzi był SZTANDAR POJEDNANIA (15x28m), przygotowany na milenium Wrocławia, eksponowany na budynku wrocławskich sukiennic.

W ostatnich latach Katarzyną Zygadlewicz zawładnęło malarstwo. Ewoluowała w nim od graficznego zarysu, delikatnie, poetycko, melancholijne „owijanego” kolorem, z dominantą błękitu, po – przełom nastąpił w 2003 roku, po pobycie w górach skalistych i na pustyni w Kalifornii - obrazy uderzające całą zmysłowo nasyconą paletą barw.

Obrazy, w których poza ekspresją koloru ważna jest faktura, dynamika kompozycji, ruchu, gestu. Zwłaszcza te nakładane szpachlą w pełni odsłaniają malarski temperament Katarzyny Zygadlewicz, jej emocje, charakter osoby zachłannej na życie. Jej fascynacje, doznania ujawniają kolejne cykle - ten poświęcony tańcowi zrodził się po osobistym uczestnictwie w warsztatach tańca. Także seria niezwykłych aktów jest budowana właśnie na doznaniu elastyczności, na rozpoznaniu języka ciała.

Obrazy abstrakcyjne zaczęła tworzyć po powrocie z Izraela. Powstały wtedy: „Skrzydła aniołów”, „Ogrody Edenu”, „Dmama” oraz „Każda rzecz ma swoją tajemnicę”.

Cykl muzyczny to ewidentna konsekwencja uwrażliwienia na muzyczne tonacje, wynika z psychiczno-aktorsko-tanecznej empatii, mentalnego zespolenia z wiolonczelistką, pianistką, skrzypaczką, flecistką, czy gitarzystką. Nie tyle jednak dźwięk rysuje się na płótnach, co pewna poza, jakieś szaleństwo, zapamiętanie w twórczym akcie, zsynchronizowanym z muzyką. Jako że malowaniu obrazów, Katarzynie Zygadlewicz towarzyszy konkretny, spójny z rytmem pracy utwór. Są to wielogodzinna sesje, wywołane owym pierwszym uderzeniem pędzla. Potem kolejne godziny, dni przeglądania się w obrazie. Zdejmowania, dopełniania koloru, światła..., ale – na tyle tylko, żeby tego nie zamęczyć.

 

- MALARSTWO

Katarzyna ZYGADLEWICZ -

wystawa w Galerii HANSGROHE

27.05 - 30.06.2008

 

 

 

Grażyna Banaszkiewicz

(zdjęcia: Grażyna Banaszkiewicz i archiwum malarki)