Przyjaciele na ogół pomagają żyć i przeszkadzają pracować - Tadeusz Kotarbiński
Dla elit.. »

Anny Santinello Czwarty Wymiar

Drukuj

Miłością nie do końca zarzuconą. Bowiem kiedy teraz odwiedziłam studia Anny (jedna pracownia na obrzeżach Mediolanu, duża – mieszcząca i prace wielkoformatowe, wręcz kilkutonowe!, druga dwa kroki od jej mieszkania mikroskopijna, chociaż z antresolą – konceptualna), w tym pierwszym, za przestrzenią wypełnioną rzeźbami, zobaczyłam pod ścianą zdumiewające mnie płótna. Obrazy duże, z gęstą fakturą. Trudne, by nie powiedzieć – bolesne, jak np. obraz z 1995 roku, „Bez tytułu”, technika mieszana, 145x189 cm, ze skuloną w udręczeniu (spreparowana ze zgniecionego płótna), oplecioną siatką, uwięzioną postacią.
Anna od pejzaży i martwych natur ewoluowała w swoim malarstwie w głąb człowieka. W jego jaźń, w jego cielesność, ból istnienia (od poczęcia – motywy brzemienności pojawiają się i w obrazach, i w rzeźbach Anny), w ból egzystencji zależnej nie tylko od naszych wzajemnych z najbliższymi relacji, także od procesów ogólnych, w tym wojen, przemocy, ucisku.
Ona, drobna bardzo, delikatna osoba wydobyła z siebie dramatyczny krzyk wobec losu ludzi bezbronnych w tych dziejowych procesach. Jej siłą stał się jej intelekt i talent.

Rzeźby Anny poznałam kilka lat temu w Wenecji, na wystawie w Muzeum Sztuki Współczesnej Ca’Pesaro. Od razu mnie zadziwiły i poruszyły. Żałuję, że do tej pory w Polsce udało mi się pokazać tylko jedną z jej prac, na niedawnej w Galerii „Profil” CK ZAMEK w Poznaniu wystawie pt. „MOST” – prezentującej artystów stowarzyszenia SPA + A. Mam jednak ciągle nadzieję, że będzie można jej prace sprowadzić na Międzynarodowe Triennale Rzeźby, albo zorganizować jej indywidualną tu ekspozycję. Warto w tym zalewie sztuki wideo, sztuki praktycznie bez dotyku ręki artysty, bo albo z wykorzystaniem powszechnego „ready made”, albo z obróbki komputerowej, pokazać twórczość wynikającą z trzewi, wrażliwości, z przemyśleń oraz własnego wysiłku.

Anna Santinello urodziła się w Padwie. Mieszka i pracuje w Mediolanie, gdzie ukończyła studia na Akademii Sztuk Pięknych Brera. Jej obrazy i rzeźby, pokazywane były na wystawach we Włoszech, Francji, w Niemczech, Irlandii i Kolumbii, w Chinach, no i ostatnio na wspomnianej wystawie w Polsce. Prace artystki znajdują się w wielu kolekcjach publicznych i prywatnych w Europie, Stanach Zjednoczonych, Argentynie i Japonii.
Annę w latach 1998/1999 i 2000/2001 powoływano na członka Komitetu Artystycznego Muzeum Sztuk Pięknych w Palazzo della Permanente w Mediolanie.
Jej intelektualnymi partnerami, mentorami, przyjaciółmi byli m. in. pisarz, dramaturg, historyk i krytyk literacki Giovanni Testori (1923-1993), którego portrety rozpoznaję na ścianie w jej salonie, także charyzmatyczna poetka, pisarka Alda Merini (1931-2009), której Anna poświęciła swoją artystyczną książkę oraz poeta, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury z 1975 roku Eugenio Montale (1896-1981), którego wers z wiersza „Na początku”:
Cerca una maglia rotta nella rete
che ci stringe, tu balza fouri, fuggi!
(Znajdź połączenia w sieci kratowej
co nas łączy, wyskoczy, uciekaj!) - jest mottem do jej wpisu w katalogu najnowszej ekspozycji Anny przygotowanej, w 25-lecie z nią współpracy, przez prestiżową w Mediolanie galerię Compagnia del Disegno .

Wystawa „Quarta dimensione” (Czwarty wymiar) udostępnia odwiedzającym galerię rzeźby z okresu 1994-2010, więc i najnowsze, przygotowane z myślą o obecnej wystawie, a odkrywające ciągłe artystyczne poszukiwania Anny. Tym razem udała się w obszary lustra, pleksi, fotografii, nadając znanym już motywom tworzonym w inox (metale nierdzewne) nowy wymiar. Pojawia się motyw ochronnej powłoki, pojawia się motyw cienia, dyskurs z czasem. Wyraźna jest świadomość faktu, że życie już nie tyle biegnie, co ucieka ...
Te prace nie emanują dramatyzmem obiektów zapamiętanych przeze mnie z pracowni rzeźbiarki , dedykowanych wymordowanym w Auschwitz (taczka z popiołem i wrzuconymi na to, wyplecionymi stalowym pordzewiałym drutem szczątkami nóg), czy z drutu stalowego wyplecionych w pozycji rodzenia nóg z miednicą (praca o wymiarach 390x170x100). Z 1994 roku rzeźba dedykowana kobietom Bośni. Te pokazywane teraz są wręcz delikatne, cienką, acz stalową realnie, nicią odnoszą się do klasyki w sztuce (Anny wersja człowieka wirtuwiańskiego Leonarda da Vinci), pokazują jej ewolucję, są też refleksją nad tym co nazywamy „smugą cienia”.
Dla mnie przejmujące są motywy dłoni. Owo „ręka w rękę”. Bo dopóki stąpamy po tym padole, nie ma nic cenniejszego nad czułość, nad wzajemność.
Jestem szczęśliwa, że byłam gościem Anny.
W życiu (w tym również w sztuce), ważne jest przecież z kim dane jest nam przystawać, z kogo czerpać, kogo sobą obdarzać.

Grażyna Banaszkiewicz
(zdjęcia autorki)



Anna Santinello
Quarta dimensione (Czwarty wymiar)
"Rzeźby 1994-2010"
Galeria Compagnia del Disegno
Mediolan
via Santa Maria Valle 5
1.12.2010 – 28.1.2011