


Nie tylko narty
W Alpach – szwajcarskich, austriackich, włoskich – narciarstwo ma naprawdę doskonałą oprawę. Nowoczesne wyciągi wygodnie wywożą narciarzy na ośnieżone stoki i szczyty, skąd rozpościerają się wspaniałe widoki. Są tu perfekcyjnie przygotowane trasy dla zwolenników carvingu, nart zjazdowych, zasypane głębokim śniegiem stoki dla freerajdowców i najlepsze funparki dla snowboardzistów.
Ale zimowy wypoczynek to nie tylko narty. Dziś można uprawiać sporty, które jeszcze kilka lat temu oglądaliśmy tylko na filmach. Wspinanie się po zamarzniętych wodospadach, nurkowanie pod lodem, zjeżdżanie na nartach dzikimi żlebami, szusowanie po stokach na bardzo dziwnym sprzęcie to nowe formy ruchu i nowe oblicza sportów zimowych. Gwarantują odjazdowe klimaty, urozmaicenie i spore dawki adrenaliny.
Oryginalnych pomysłów na spędzenie zimowego urlopu nie brakuje. Zdobywanie lodowych ścian – lodospadów, uskoków lodowcowych – i wspinanie się po sztucznym lodzie wylewanym na stalowych konstrukcjach są w Polsce zabawą (sportem?) modnym od zaledwie kilku lat. Lodospad to tysiące litrów zastygłej w bezruchu wody, po której wspina się coraz więcej ludzi. Wszystkie kraje alpejskie oferują doskonałe możliwości dla wspinaczki lodowej, a najsłynniejsze z nich znajdują się w Austrii i Włoszech. Bardzo modny jest również snowkiting – niezła jazda i wysokie loty. Jest to zimowa odmiana coraz popularniejszej dyscypliny, jaką staje się od kilku lat kiteboarding. Z przypiętym żaglem można mknąć po zamarzniętym jeziorze lub pokonywać alpejskie przestrzenie. Freeride – narciarstwo poza wytyczonymi szlakami pozwala obcować z monumentalnym pięknem gór i dziewiczymi trasami. Najpopularniejsze trasy to te najdłuższe, najbardziej strome, z najdłuższymi skokami, bo freeride’owców pociąga przede wszystkim jazda nad przepaściami, trawersami, dolinami. Na góry wydostają się za pomocą kolejek, wyciągów, helikopterów.
Jeżeli można na wierzchołek góry wejść, to zapewne uda się z niego zjechać na nartach – z takiego założenia wyszli alpiniści i w ten sposób zrodził się ski-alpinizm.
Dzięki nowej generacji sprzętu na trasach i zimowych odcinkach specjalnych możemy wypróbować nowe formy ruchu. Siedząc, leżąc, stojąc – wszystko jest możliwe. W bardzo wielu włoskich i austriackich ośrodkach możemy wypożyczyć różnego rodzaju sprzęt do zjeżdżania i poczuć zupełnie inny smak śnieżnego pyłu.
Wspólną cechą takich urządzeń jest stosunkowo łatwe opanowanie techniki jazdy. Snowscooter działa jak klasyczny skuter, tyle tylko, że pod spodem ma coś w rodzaju snowbordu. Natomiast snow fox to połączenie sanek i nart carvingowych. Przypinamy do nóg dwie krótkie narty, siadamy na zwrotnym stelażu i sterując bocznymi wychyleniami całego ciała szusujemy w dół. Snowcart – to przeznaczona na śnieżne trasy odmiana gokarta. Wyposażona jest w siedzenia kubełkowe, skuteczne hamulce oraz amortyzowaną ramę i sprawia, że czujemy się na trasie, jak na torze Formuły 1. Airboard natomiast funkcjonuje
jak poduszkowiec i pozwala na rozwijanie zawrotnych szybkości. Na śniegu można uprawiać również snowrafting lub zorbing. Zorbing to staczanie się ogromnej, amortyzowanej komorami powietrznymi kuli z prędkością 50 km/godz.
Bawimy się
Zimowy urlop to także zabawa. Alpejskie adresy dla imprezowiczów to przede wszystkim zabawy apres ski. Rozrywka tego typu ma równie sędziwy rodowód, co narciarstwo. Już pierwsi turyści, pionierzy sportów zimowych, rozgrzewali zmarznięte kości, popijając herbatę z rumem w hotelowym holu, gdzie dzielili się wrażeniami z tras narciarskich. Kiedyś, w pewnej góralskiej chacie, urządzono pierwszą prawdziwą potańcówkę w butach narciarskich. Tak to właśnie narodził się klasyczny styl apres ski.
Miłośnicy typowego i nietypowego zimowego ruchu oraz wymyślnych ewolucji z amatorów szybko stają się zawodowcami, wspinają się coraz wyżej, zjeżdżają coraz szybciej, wykonują coraz efektowniejsze skoki i szusy, a taki sposób spędzania czasu staje się nałogiem i sposobem na życie.
Anna Lubertowicz-Sztorc
Il Quadrifoglio, nr 21