Na własną zgubę?
A gdyby nie wymyślono kalendarzy? A gdyby nie było zegarów? Czy czas się starzeje? Może jest tak, że co roku Pan Czas przechodzi Wielki Lifting - odchodzi jako staruszek (choć zaledwie 365-, a co cztery lata, jako 366-dniowy!), aby powrócić jako dziecię?
,,Pomysł mierzenia czasu, a więc czegoś nie dającego się ani zobaczyć, ani dotknąć, jest jednym z najdowcipniejszych, na jakie człowiek wpadł” pisze Władysław Kopaliński w ,,Koty w worku czyli z dziejów pojęć i rzeczy” a Tomasz Mann w ,,Czarodziejskiej górze” jakby kpiąc z wszystkich mierników czasu, wymyślonych przez człowieka, pisze: ,,Czas nie zna podziałów zaznaczających jego bieg, żadna burza ani granie trąb nie obwieszcza początku nowego miesiąca ani roku. Nawet, gdy zaczyna się nowe stulecie, to tylko my, śmiertelnicy, bijemy w dzwony i strzelamy z pistoletów”.
Być może rozmaite sposoby odmierzania mijającego czasu człowiek wymyślił na własną zgubę, sam sobie stwarzając stresy. Popatrzmy na tych celebrytów i celebrytki, gwiazdki i gwiazdy. Jak się namęczą, aby czas zatrzymać!. W strachu olbrzymim, że wypadną z obiegu (wraz z swoimi... zmarszczkami czyli śladami mijającego czasu), bo wmówiono im ów kult młodości, oddają się w uzbrojone nożami i innymi skalpelami ręce chirurgów plastycznych, trują się botoksami i innymi jadami, poddają się laserom. Tylko, że to sztuczne utrzymywanie młodości, a więc zatrzymywanie czasu (pozorne, bo ten i tak sobie płynie1) ma swoją cenę. Słynnej Madonnie grozi paraliż mięśni twarzy, ,,poprawianej”. Bo jej twarz, aby być ciągle nieskazitelnie młodą i piękną, jest regularnie poprawiana chirurgicznie Taka walka z czasem to już jednak zupełnie inny temat...
Skończyć jako... jajo?
A gdyby było tak jak we filmie ,,Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”, trzynastokrotnie nominowanym do Oscara 2009 (skończyło się na nominacjach) z genialnym Bradem Pittem. Otóż, opowiada ten film o dziecku, które narodziło się obrzydliwie brzydkie, bo już stare. Jednak z każdym dniem ubywało mu lat i stawało się coraz młodsze. Wreszcie, będąc już mężczyzną, przeżywa wspaniałą miłość, tyle tylko, że Benjamin jest coraz młodszy a jego wybranka starzeje się. W swoich życiach podążają więc w odwrotnych kierunkach. W tym filmie zegar chodzi do tyłu. Widziałam taki w jednym z poznańskich sklepików z upominkami - ponoć gadżet cieszył się ogromnym powodzeniem. Aby odczytać rzeczywisty czas trzeba było spojrzeć na odbicie zegarowej tarczy w lustrze.
Z filmem kapitalnie koresponduje fragment z książki Helen Fielding ,,Potęga sławy”: ,,Zawsze uważałam, że starzenie się powinno przebiegać w odwrotnym kierunku. O ileż życie byłoby bardziej optymistyczne, gdybyśmy je zaczynali jako pomarszczone staruchy, by z każdym upływającym rokiem młodnieć, nabierać wigoru i pięknieć, żyjąc z dającym poczucie bezpieczeństwa przekonaniu, że pod koniec ktoś z radością będzie się z nami bawił, zmieniał nam pieluchy i zabierał nas na spacery w wózku, póki nie staniemy się jajem.”
I na tym powyższe rozważania kończę, cytując na finał powiedzenie przypisywane królowi Stanisławowi Poniatowskiemu, który po przeczytaniu kiepskiego panegiryku, spisane na atłasie, miał stwierdzić: ,,Szkoda czasu i atłasu”...
Ewa Kłodzińska