Przemijanie...
Jakkolwiek jest ,,czas jest czymś bardzo tajemniczym” stwierdza powieściopisarz William Wharton we wspomnieniach ,,Tam, gdzie spotykają się wszystkie światy”... I nie sposób nie przyznać mu racji.
Nie wiedzieć jak przemijają pory roku i już jesień zagościła na dobre. Jeszcze przebłysk słońca, jeszcze kolorowe liście... A za chwilę spadnie śnieg. I będą prezenty pod choinką, i szampan na powitanie nowego roku.
Przemijają pory naszego życia. Dziecko staje się nastolatkiem, ten - dorosłym, ale jeszcze młodym. A potem pierwsza zmarszczka, pierwszy siwy włos na Twojej skroni, i na mojej też.
Tak bardzo chcemy ten czas zatrzymać. Impresjoniści ulotność chwili utrwalali na swoich obrazach. Jakiś gest, jakieś spojrzenie, jakiś krajobraz, jakieś śniadanie na trawie. Oni malowali a my uzbrojeni w aparaty fotograficzne zatrzymujemy przemijanie czasu na fotografiach. W każdej z nich jest odrobina naszego czasu. Ulotnego, który choć już nie wróci a jednak został uwięziony... Ot, taki paradoks!
Jak zmierzyć się z tym mijającym czasem, który niczym u Becketa w ,,Czekaniu na Godota” potrafi być nawet okrutnie bezlitosny? Czy dorównać mu kroku tak jak Europejczycy, którzy wiecznie się spieszą? Czy jak Japończycy, którzy sypiając w hotelach-kapsułach blisko miejsca pracy, chcą zaoszczędzić każdą chwilę? A może właśnie trzeba poddać się i niczym liść na wietrze, dać się unosić temu co nieuchronne i przyjąć mentalność niektórych rdzennych mieszkańców Afryki, nie spieszących się nigdzie i nigdy, dla których zegary i kalendarze mogłyby nie istnieć? Przestać walczyć z czasem, bo ten i tak mija? Eklezjastes, kaznodzieja Salomonowy nie daje żadnych złudzeń, twierdząc ,,Wszystkie rzeczy mają swój czas i swym zamierzonym biegiem przemija wszystko pod słońcem”.
Słońce, Księżyc i Natura 
Być może dla praczłowieka był tylko czas jasności i czas ciemności - dzień i noc. Kultury starożytne, odwołując się do zjawisk przyrodniczych lub astronomicznych stworzyły własne rozmaite kalendarze. Majowie (szczególnie zafascynowani czasem) i Aztekowie używali kalendarzy rytualnych, Egipcjanie odwoływali się do cyklu wylewów Nilu i stworzyli kalendarz solarny - słoneczny, Babilończycy z kolei mieli kalendarz oparty na cyklu zmian faz księżyca - lunarny a przy stwierdzeniu różnicy ze stanem Słońca dowolnie dodawali lub odejmowali jeden miesiąc. Starożytni Grecy mieli kalendarz księżycowo-słoneczny, który ulegał rozmaitym modyfikacjom. Pierwowzorem obecnego kalendarza był kalendarz rzymski, według którego rok składał się z 10 miesięcy po 30 i 31 dni.
Kalendarze, wraz z wzrostem wiedzy astronomicznej, podlegały reformom. W 46 r. p. n. e. wprowadzono kalendarz juliański, odnoszący się do roku słonecznego. Aby chrześcijańska Wielkanoc nie przypadała... latem, wyprzedzając chronologią inne doniosłe wydarzenia religijne, konieczne były generalne uściślenia co uczyniono za czasów (październik 1582 r.) i pod auspicjami papieża Grzegorza XIII. Kalendarz gregoriański (też z błędami, aby je poprawić trzeba by o kilka lat zmienić wszystkie historyczne daty!) obowiązuje do dzisiaj...
Tik-tak, tik-tak
Człowiekowi - istocie perfekcyjnej, odmierzanie dni, miesięcy i lat nie wystarczyło. On chciał wiedzieć dokładnie (nie przewidując jakie wędzidła sobie sam nakłada!) jak to z tym czasem jest. Chciał, można powiedzieć, naocznie przekonać się jak mija czas. I wymyślił zegar. Uważa się, że sprawcą tego wynalazku był niejaki Anaksymandros z Miletu w VI wieku p.n.e..
Najpierw jednak zerkano na długość i kierunek cienia przedmiotów oświetlanych przez słońce. Zaobserwowane prawidłowości wykorzystano przy budowie zegarów słonecznych. Początkowo wystarczył pionowy kij czy słup (gnomon). Długość rzucanego przezeń cienia wskazywał porę dnia. Godziny zaczynano liczyć od wschodu słońca. Szósta godzina - sexta, była godziną odpoczynku. (stąd włoska sjesta w czasie największych upałów). Choć zegary słoneczne były ulepszane, nawet produkowano zegary słoneczne przenośne do użytku w podróży, czas przez nie wskazywany był niedokładny a godzina godzinie nierówna i wcale nie stanowiła 1/24 doby!
Dla rachuby godzin nocnych wymyślono zegary wodne - mogła to być np. alabastrowa waza z otworem w dnie i skalą godzinową oznaczoną wewnątrz - woda wyciekała, czas mijał. I w tej materii pojawiały się z biegiem czasu (sic!) nowości jak np. klepsydra kieszonkowa do użytku lekarzy przy badaniu tętna.
Najbardziej znane do dziś klepsydry z przesypującym się piaskiem to wynalazek I w. n. e. W tym samym okresie pojawiły się zegary ogniowe ze spalającym się knotem.
W XIV w. w Europie rozpowszechniły się zegary mechaniczne montowane najczęściej na wieżach kościołów i ratuszy. Pierwotnie siłę napędową stanowiły umocowane na linie obciążniki, które, opadając, obracały belkę wprawiającą w ruch liczne tryby, a te z kolei przesuwały wskazówki oznaczające godziny. Co pewien czas podnoszono obciążniki, tak aby mechanizm zegara mógł funkcjonować bez przerwy. W XV wynaleziono napęd sprężynowy co pozwoliło na zmniejszenie gabarytów mechanizmu czasomierzy. Od tego czasu lżejsze już zegary można było montować na frontonach np. magnackich rezydencji. Ok. 1500 r. pojawił się pierwszy zegarek kieszonkowy oraz zegarki noszone na łańcuszkach na szyi. Zegary wahadłowe pojawiły się w 1656 r.
Pierwsze zegarki na rękę to wynalazek sprzed niecałych stu lat a zegarek elektryczny liczy sobie ok. 60 lat.
I tak jak zmieniają się współczesne zegarki i moda na określony designe, tak i w przeszłości, począwszy od lat starożytnych czasomierze stawały się wielokrotnie dziełami sztuki snycerskiej i jubilerskiej o skomplikowanej konstrukcji i dodatkowych elementach wzbogacających ich wygląd.
Najdokładniejszy zegar świata, tzw. pulsarowy, zbudowali naukowcy z Gdańska. Jest tak dokładny, że gdyby mierzył czas od początku Wszechświata pomyliłby się o mniej niż pół sekundy!
Ewa Kłodzińska
Zdjęcia: Joanna M. Nowakowska