Przyjaciele na ogół pomagają żyć i przeszkadzają pracować - Tadeusz Kotarbiński
Aktualności i nie tylko »

Shrek po raz trzeci

 

Przyznać trzeba, że zielony ogr wzbudza wielkie zainteresowanie od czasu, kiedy jako „przypadkowy” rycerz ratował księżniczkę Fionę w pierwszej części Shreka. Potem były odwiedziny u teściów i wreszcie w trzeciej części dość nieudana próba zrobienia ogra królem.

Zawsze istnieje obawa, że kolejne części takiego, czy innego filmu, będą mniej interesujące, a w przypadku komedii mniej śmieszne. Tutaj Shrekowi trzeciemu udało się wyjść obronną ręką. Bajka nadal śmieszy. Wielką przysługę oddał tutaj dialogista - Bartosz Wierzbięta – autor polskiej wersji tekstu do filmu, który wplótł nawiązania do polskiej, czasem nawet politycznej, rzeczywistości. Mamy więc wspomnienie o programie „zero tolerancji” czy „becikowym”. Dobrze, że nie zmienił się dubbing, do którego widzowie zdążyli się już przyzwyczaić przez pierwsze dwie części.

Tak jak w poprzednich częściach, tak i w Shreku Trzecim ważne jest również przesłanie. Nie jest sztuką zrobić przecież śmieszną bajkę, jakich wiele. Mistrzostwo Shreka polega na tym, że każdy z odcinków ma jakieś przesłanie. I tak w pierwszej części młody widz mógł przekonać się, że nie można oceniać ludzi po pozorach, druga przypomniała wartość tolerancji. Shrek Trzeci pokazuje nam, że na zmianę swojego życia i patrzenia na świat nigdy nie jest za późno.

Sale kinowe znów zapełniły się dziećmi i dorosłymi. Przez 92 minuty filmu, wszyscy bawią się nieźle. Dobrze byłoby, gdyby wszyscy widzowie – dorośli i dzieci – nawet na tak, wydawałoby się beztroskiej komedii – bajeczce, popatrzyli na otaczający ich świat z większym optymizmem.

 

Artur Artmann

06.07.2007.