


Szczęśliwe jedynki
Dopiero z niejakiej perspektywy czasu dostrzec można… szczęśliwe jedynki w tymże jedenastym (dwie jedynki!) roku. Dodajmy od razu, że zbieżność ta dotyczy głównie Polski! A ,,jeden” to symbol jeszcze niezróżnicowanego prapoczątku i jednocześnie indywidualności. To plastyczny znak wyprostowanego człowieka. I coś jest na rzeczy…
1 maja 2011 roku dla całego świata katolickiego (i nie tylko) będzie datą wyniesienia papieża Jana Pawła II do godności błogosławionego. Uroczystości w tamtą niedzielę Miłosierdzia Bożego na pl. Św. Piotra i okolicznych ulicach zgromadziły rekordową ilość wiernych – przybyło 1,5 miliona pielgrzymów. Niezliczone rzesze obserwowały przebieg uroczystości na telebimach i w domach – na ekranach telewizorów.
,,Ze względu na wiarę mocną i wielkoduszną” – tak beatyfikację Jana Pawła II motywował, przewodnicząc uroczystościom papież Benedykt XVI. Choć niegdyś zastrzegał, że przewodniczyć będzie tylko mszom kanonizacyjnym, papież po raz drugi w czasie swojego pontyfikatu uczynił wyjątek. W tej niezwykłej, zwłaszcza dla Polaków, uroczystości udział wzięła – cudownie za sprawą Jana Pawła II – wyleczona siostra Marie Simon Pierre.
Beatyfikowanie Jana Pawła II oznacza z formalnego punktu widzenia możliwość oddawania mu kultu w Polsce. Taki kult w Kościele Powszechnym będzie możliwy po kanonizacji. Kiedy ona nastąpi? Ponoć za kilka lat…
1 lipca Polska przejęła – po Węgrzech – władzę w Europie, obejmując prezydencję w Radzie Europejskiej. Uczyniła to w dobrym stylu – galą w warszawskim Teatrze Narodowym, wielkim koncertem (w strumieniach deszczu) z laserami i Pałacem Kultury i Nauki w tle (co wydaje się swoistym chichotem historii…).
Plakat Magdaleny Wosik ,,Dzisiaj Polska” i atleta z bicepsem w kształcie konturów Polski, film Tomasza Bagińskiego, w którym Polska tanecznym krokiem przeprowadza Unię Europejską przez kruchy most nad przepaścią, kaszubskie truskawki, bączki oraz logo z pionowymi strzałkami i polską flagą, nawiązującymi do znaku ,,Solidarności” a teraz symbolizującymi postęp (autor: grafik Jerzy Janiszewski) to elementy promocji polskiej prezydencji.
A przypadła ona na szczególnie trudny dla Europy czas. Przypomnijmy pokrótce… Zatem kryzysy finansowo-ekonomiczne w kilku krajach a przede wszystkim w Grecji, która stanęła na skraju bankructwa. Można rzec, że… na własne życzenie, przejadając swój dochód, korzystając pełnymi garściami z pieniężnych dodatków, które swoim obywatelom serwował rząd premiera Papandreu. To m.in. 13. i 14. pensje, emerytury po 15 latach pracy, unikanie płacenia podatków, dodatki za… otrzymywane dodatki (np. dopłata za darmowe korzystanie ze sklepiku-stołówki w Zakładach Naftowych, albo dodatek za… mycie rąk). Gdy Międzynarodowy Fundusz Walutowy obiecał pożyczkę, wszakże pod warunkiem uzdrowienia greckich finansów publicznych, Grecy się zbuntowali. Zamieszki po ogłoszeniu przez Papandreu planów oszczędnościowych trwały cztery dni! A gdy premier ustąpił przez kilka dni nikt nie chciał objąć tego stanowiska! To chyba najlepszy dowód w jakim stanie znalazła się w tamtych letnio-jesiennych tygodniach Grecja. Mówiono, że to już nie grecka tragedia a tragifarsa. Wreszcie ,,znaleziono” chętnego na stanowisko premiera. Został nim Lukas Papamedos – ekonomista, b. wiceprezes Europejskiego Banku Centralnego. Nikt nie wie jak wyciągnie on Grecję z kryzysu.
Dołóżmy do tego jeszcze umocnienie się franka szwajcarskiego, co jednocześnie wykazało słabość walut państw strefy euro.
Pod koniec naszej prezydencji wiadomo już było, że Unia Europejska to kolos na glinianych nogach. Mówiąc lapidarnie - chaos finansowo-ekonomiczny w strefie euro zdominował nasze półroczne przewodniczenia UE. Mimo wszystko zarządzanie Unią przez Polskę oceniono jako sprawne: ,,była to – mówiono – jedna z najlepszych prezydencji.” Trwała do końca grudnia 2011 r.
1 listopad, godz. 14.37, Okęcie. Samolot PLL Boeing 767 ,,Poznań” kończy lot z Nowego Jorku. Kończy awaryjnie w atmosferze niesamowitego strachu 230 pasażerów (przygotowanych na pewną śmierć) i największego napięcia oczekujących. Maszyna, asekurowana przez zastępy straży pożarnej, karetek pogotowia i innych służb, siada ,,na brzuchu” bez wysuniętego podwozia, na skutek uszkodzenia centralnego systemu hydraulicznego. I jeszcze ewakuacja zestresowanych pasażerów. Tak samo perfekcyjna jak lądowanie. Mówiono o nim w wielu światowych serwisach, nazywając ,,niewiarygodnym” i ,,cudownym”. Kapitan Tadeusz Wrona, który dokonał tego dzieła, został okrzyknięty bohaterem narodowym. Zdobył tysiące fanów (na Facebooku powstał fanpage, zrzeszający ponad 20 tys. osób!), pozostając niezwykle skromnym człowiekiem. Natychmiast ukuto powiedzenie ,,lataj jak orzeł, ląduj jak Wrona” a życzenia ,,tyle lądowań ile startów” zdobyło nowe znaczenie.
Oczywiście, niejako ,,przy okazji” stawiano pytanie dlaczego tak szczęśliwie nie zakończył się lot prezydenckiego Tupolewa 10 kwietnia 2010 r.
Oczywiście, prawdopodobnie nikt nie będzie celebrował w 2012 r. rocznicy owego ,,cudownego” lądowania ,,Poznania”
Trzy szczęśliwe ,,jedynki”… Polak potrafi!
Przeżyliśmy 31 536 tysięcy sekund bardzo niespokojnego 2011 roku - wydaje się, że mityczny Epimeteusz bardzo szeroko otworzył puszkę z nieszczęściami, należącą do jego żony - Pandory. Choć i odrobina Nadziei też z tej puszki uleciała....
A 7.-miliardowemu obywatelowi świata, który urodził się (może gdzieś w Azji) pod koniec października 2011 r. , i nam wszystkim, trzeba przypomnieć, że ,,cierpliwy do czasu dozna przykrości, ale później radość dla niego zakwitnie” (Mądrość Syracha 1, 23). Rok 2012, jako przestępny, na tę radość daje o jedną dobę, aż 86 400 sekund, więcej!
Ewa Kłodzińska
Na podstawie doniesień prasowych
(Angora, Przegląd),, telewizyjnych i zapisków własnych
Zdjęcia: Joanna M. Nowakowska, Rzym