


Aż się wierzyć nie chce, że czerwiec, który nazwę swoją od owadziego czyrwca przyjął, nagromadził w sobie tyle świąt. Spójrzmy na te trzydzieści dni: i święto dzieci, i ojców, co zręcznie ,,podsumowuje” Dzień Przytulania (w niektórych polskich kalendarzach zapisany już po raz siódmy) w dzień narodzenia św. Jana Chrzciciela, ponoć opiekuna wszystkich nieślubnych dzieci. A poprzedzająca noc to sobótka - niegdyś rozpasana do białego rana po przesileniu letnim! Zanim jednak ognie sobótkowe zostaną rozpalone a wianki dziewczęce w nurty rzek puszczone - czcimy Najświętszy Sakrament....
Dzieci radosne, dzieci tragiczne
Czerwcowe dni rozpoczyna radosne święto: Międzynarodowy (tylko w nazwie) Dzień Dziecka. W Polsce i kilku sąsiednich krajach obchodzony od 1952 roku z inicjatywy organizacji The International Union for Protection of Childhood, której celem było zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom na całym świecie.. Pół wieku temu w listopadzie z inicjatywy ONZ powstała Deklaracja Praw Dziecka a w 1989 roku Konwencja o Prawach Dziecka. Równocześnie to właśnie dorośli pchają toksyczne barwniki i inne trucizny w kolorowe smakowitości, tak lubiane przez dzieciaki. To dorośli, mówiąc ,,wszystkie dzieci są nasze”, porzucają je, katują, molestują. Taki smutny paradoks. A w polskim czerwcu jeszcze jeden paradoks na płaszczyźnie Dorośli - Dzieci. Gdy wspominamy tragiczne i bohaterskie wydarzenia nazywane Poznańskim Czerwcem 1956 roku, to z tych krwawych dni końca miesiąca wyłania się... dziecko. Bohaterski czy też po prostu nieposłuszny (jak to dziecko) Romek Strzałkowski, najbardziej znana ofiara tamtego czasu, kilkunastoletni chłopaczek śmiertelnie zaplątany w Sprawy Dorosłych, wessany w wir historii. Ma w Poznaniu swoją ,,imienną” króciutką - jak jego życie - uliczkę na Jeżycach.. I może warto w radosne święto 1 czerwca pamiętać o wszystkich dzieciach uwikłanych w nasze dorosłe konflikty...
Wielkie Tajemnice
Są w tegorocznym czerwcu religijne przypomnienia trzech Wielkich Tajemnic, których umysł nas maluczkich, nie jest w stanie ogarnąć. Nawet ewangeliści o Wniebowstąpieniu Chrystusa (w tegorocznym kalendarzu - 5 czerwca) piszą lapidarnie, nie kreując tego wielkiego przecież i tajemniczego wydarzenia. Św. Łukasz mówi ,,wzniósł się do nieba”, św. Marek stwierdza: ,,A Pan Jezus (...) wzięty był do nieba i zasiadł na prawicy Bożej.” I tylko tyle!
Tydzień później wielkie święto kościelne: Zesłanie Ducha Świętego, będące jakby dopełnieniem wszystkich tajemnic, z którymi wierzący mają do czynienia. Oto ogniste języki spoczęły na każdym z apostołów a towarzyszył temu ,,z nieba szum jakby nadchodzącego wichru gwałtownego”. Apostołowie zaczęli mówić we wszystkich językach ,,o wielkich sprawach Bożych”. A była to ,,trzecia godzina dnia” tj. dziewiąta rano wg naszego sposobu liczenia czasu. I o tej godzinie niegdyś w kościołach uroczyście śpiewano Veni creator - błaganie, aby zstąpił Duch Święty, czemu towarzyszyło bicie w bębny, zrzucanie zapalonych pochodni albo czerwonych róż i innych kwiatów. Jednocześnie dzień Zesłania Ducha Świętego zwany jest Zielonymi Świątkami - niegdyś nieodzowne było majenie domów i okadzanie ich zielem, wyściełanie podłóg tatarakiem. To było święto rolników i pasterzy, którzy zabierali się za prace na roli. Zapalano już sobótkowe ogniska a zabawy trwały aż do św. Jana. Były one tak głośne, że w 1468 r. Kazimierz Jagiellończyk zakazał ,,wszelkich niegodziwości”, zwłaszcza pod murami klasztorów.
W tym roku na 23 czerwca Kościół Katolicki przypisał wielkie chrześcijańskie święto Boże Ciało. Też pełne tajemnicy - Bożej obecności w kawałeczku chleba, tajemnicy Odkupienia przez Krew. Ruszą w ten wolny od pracy czwartek procesje z Najświętszym Sakramentem - te wielkie centralne przez miasta i - popołudniowe, parafialne - uliczkami przyległymi do kościołów, aby przy kolejnych czterech ołtarzach, pod gołym niebem rozpamiętywać cud przemiany wina i chleba w Krew i Ciało Odkupiciela. Tego święta kiedyś... nie było, choć zawsze adorowano hostie. Święto Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa wiąże się mistycznymi wizjami i widzeniami przełożonej augustianek z klasztorów nieopodal Liege, Julianny de Retine (I poł. XIII w.). Ostateczne ustanowienie święta zawdzięczamy papieżowi Janowi XII (1312 r.). W Polsce wprowadził je krakowski biskup Nanker w 1320 roku. Triumfalne i z czasem w bardzo bogatej oprawie procesje pojawiły się w zwyczajach kościelnych w XVI wieku. I od tamtych czasów raz w roku, właśnie w Boże Ciało, okna mieszkań zamieniają się w ołtarzyki ze świętymi obrazami, płonącymi świecami, bukietami kwiatów...
Ewa Kłodzińska
Zdjęcia: Joanna M. Nowakowska