Przyjaciele na ogół pomagają żyć i przeszkadzają pracować - Tadeusz Kotarbiński
Aktualności i nie tylko »

Czas postu-czas wyrzeczeń (I)

Drukuj

 

Post jest znany od tysięcy lat, w różnych kulturach. Zawsze była to forma ascezy. Dla myśliwych i wojowników w społeczeństwach pierwotnych głodówka przed wyprawą pozwalała na skoncentrowanie się. Wierzono, że poszczenie pomoże, zwłaszcza szamanom i czarownikom, osiągnąć ekstazę i nawiązać kontakt z bóstwami. Posty poprzedzały ceremonie inicjacyjne w plemionach indiańskich, starożytni filozofowie głodzili się, aby osiągnąć doskonałość umysłową. Dla Izraelitów post był formą przebłagania Jahwe.

Marność nad marnościami

Pierwsi chrześcijanie przejęli praktyki postne z judaizmu. Chrześcijański post od zarania nawiązywał do postu Chrystusa na pustyni, był formą żalu i smutku na pamiątkę męki i śmierci Chrystusa. Środa jako początek Wielkiego Postu weszła do tradycji Kościoła rzymskiego w 1570 roku. Posypanie głów popiołem (otrzymanym ze spalonych gałązek i witek wierzbowych poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedniego roku) nie jest jednak domeną chrześcijaństwa. Popiół był znakiem pokutnym już w starożytności, także wśród plemion indiańskich. Katolikom ma przypominać o przemijaniu, pokorze wobec życia. Posypanie głów w Środę Popielcową jest tradycją kościoła rzymskokatolickiego. Nie ma tego obyczaju w innych Kościołach chrześcijańskich. Natomiast poszczenie nie jest nakazem dla ewangelików a pożytecznym elementem duchowej odnowy; niektórzy protestanci wyrzekają się całkowicie jedzenia np. w Wielki Piątek, uznawany za największe święto roku liturgicznego. Prawosławie zaleca post cielesny (powstrzymanie się od obfitych posiłków) jak i duchowy (okres wzmożonej pobożności). W Wielki Piątek dodatkowo rezygnuje się z potraw gotowanych a niektórzy wierni podejmują głodówkę od Wielkiego Piątku do poranka Wielkiej Niedzieli. W nurcie starokatolickim (polskokatolicy, mariawici) wierni uczestniczą w nabożeństwach pokutnych (podobnie jak w Kościele rzymskokatolickim), starają się też pościć.

Początkowo przygotowanie do święta pamiątki zmartwychwstania Chrystusa trwało zaledwie czterdzieści godzin, od V wieku ten czas się wydłużył. Oficjalnie wielkie poszczenie i pokuta przedwielkanocna w świecie chrześcijańskim przyjęte zostały na synodzie w Benevento w 1091 roku...

Post po polsku

Twierdzi się, że żaden z chrześcijańskich narodów nie narzucił sobie takich postnych ograniczeń jak nasi przodkowie, choć... nie od razu. Ponoć Bolesław Chrobry nakazał wybijać zęby przyłapanym na jedzeniu mięsa w okresie postnym. Post w dawnej Polsce stał się z czasem okresem bardzo znaczącym w życiu codziennym. Dość powiedzieć, że poszczono we wszystkie środy, piątki i soboty. 2/3 roku było pozbawionych mięsa, a niekiedy też jaj i nabiału. Dawne polskie książki kucharskie składały się zatem z dwóch części – z „normalnymi” i postnymi przepisami. Kwestii postnego wyżywienia w katolickiej Polsce nie można jednak generalizować Oskar Kolberg, XIX-wieczny polski folklorysta pisał: „W czasie całego postu używano do potraw tylko oliwy i oleju. W środy i piątki Wielkiego Postu nie przyjmowano w ogóle gorących potraw.”. A gdy gotowano to omastę stosowano niezwykle oszczędnie. Ponoć, zwłaszcza na wsi, od tego postnego gotowania garnki rdzewiały. W niektórych diecezjach do I wojny światowej przetrwał zwyczaj „suchego” postu: nie tylko nie wolno było spożywać mięsa ale również masła, mleka i jaj. Głównym pożywieniem na wsi stawały się kasza, śledzie, żur, groch z kapustą. Mógł być też post radykalny: suchy chleb i woda (zastąpiona piwem lub polewką piwną), albo totalna głodówka.

Nieco bardziej urozmaicony jadłospis obowiązywał w domach mieszczańskich: chleb smarowany powidłami ale nie masłem, zamiast czarnej herbaty – ziołowe napary, ciasteczka bez cukru, którego spożywanie ograniczono do minimum. Mężowie podporządkowując się zrzędzącym żonom rezygnowali (przynajmniej oficjalnie) z popołudniowej przyjemności zapalenia cygara, wypicia kieliszka nalewki, bo Wielki Post był też czasem trzeźwości. Trzeba było zamykać karczmy, wyszynki i oberże, bo brakowało klientów.

Ewa Kłodzińska