
Przypadkiem zrobiłem wyjątek – nie żałuję. Jedna z prywatnych stacji telewizyjnych nadała niedawno program o człowieku z Bolesławca, nazywanym „Panem Chlebkiem”. Piotr Sudoł – bo tak brzmi jego prawdziwe imie i nazwisko mieszkał w Bolesławcu. Był na emeryturze, a całe dnie spędzał na zbieraniu chleba. Wyobrażam sobie, jak patrzyli na niego ludzie. Byli pewnie i tacy, którzy uważali go za dziwaka.
On jednak – z właściwym sobie uporem – każdego dnia wyruszał na rowerze, aby zbierać chleb. Wyciągał go ze śmietników, pukał do drzwi domów, podnosił z ziemi. Namówił kogoś na ustawienie w mieście specjalnych pojemników, a zakład gospodarki komunalnej podarował mu kamizelkę odblaskową ze stosownym napisem.
„Pan Chlebek” wykonywał swoje zajęcie z przekonaniem. Uważał, że chleb jest jak złoto. Pamiętał zapewne czasy, kiedy tego podstawowego pokarmu brakowało. Dziś, gdy markety pieką mnóstwo, często słabej jakości pieczywa, szybko sie ono starzeje, zanim zniknie z regałów. Piotr Sudoł był dla mieszkańców Bolesławca wyrzutem sumienia. Gdy pojawiał się na swoim rowerze, może w niejednym z nich drzemało pytanie, o szacunek dla chleba.
Los bywa jednak okrutny. Został potrącony przez jadącą samochodem 21-latkę. Sprawczyni zbiegła z miejsca wypadku. Nie udzieliła rannemu pomocy, mimo, że w okolicy wszyscy znali pana Piotra.
Można powiedzieć, że „Pan Chlebek” nie trafi na pierwsze strony gazet. Przecież był to zwykły człowiek z przeciętnego miasteczka. A jednak – każdy, komu kiedykolwiek zabrakło na stole chleba czuje, że Bolesławiec stracił postać niezwykłą.
Mnie ta historia porusza dużo bardziej, niż kolejny kryzys w koalicji.
Artur Artmann
25.05.2007.